• RSS

sobota, 24 listopada 2012

Śród żywych duchów


Listopad 1988 roku, zaniedbana łączka na warszawskich Powązkach. Małgorzata Szejnert na każdym z pięciu symbolicznych grobów kładzie krótki list. Kartkę przyciska zniczem. Jest przekonana, że groby są puste, ale wie, że wieczorem ktoś tu przyjdzie.
Lipiec 2012 roku, ta sama kwatera „Na Łączce” cmentarza Powązkowego. Rozpoczęły się prace ekshumacyjne. W tym miejscu przez osiem lat, od 1948 do 1956 roku zdążono pochować kilkuset zmarłych i straconych w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Wśród nich są prawdopodobnie szczątki, których przez siedemdziesiąt lat nie można było odnaleźć. Wśród tych kilkuset zaginionych byli m.in. gen. Fieldorf „Nil”, rotmistrz Pilecki, Józef Kozołwski „Las” i Major Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”. To tylko te najbardziej kojarzone nazwiska.

Od lipca śledzę doniesienia o ekshumacji w mediach: dziennikarze pisali o tym w gazetach, trąbiono w telewizjach i stacjach radiowych. Największe poruszenie wywołały newsy o Pileckim i Nilu. Tymczasem Małgorzata Szejnert ponad 24 lat temu zaczęła badań sprawę tajemniczego znikania więźniów politycznych straconych w warszawskim więzieniu na Rakowieckiej. Nie wiadomo było, gdzie byli chowani – nie było żadnych oficjalnych dokumentów, śladów, a tym bardziej osób, które by o tym otwarcie mówiły. Szejnert nie dała za wygraną. Niestrudzona dziennikarka pukała bladym świtem do drzwi zakrystii, chodziła w kółko po „Łączce” szukając najmniejszych śladów, które mogłyby zwrócić jej uwagę, nauczyła się czytać grube akta między wierszami. Poświęciła swoją książkę bohaterom wojennym, których władza ludowa starała się wymazać z kartotek, archiwów i ludzkiej pamięci. Przez kilkadziesiąt lat synowie, córki, siostry i żony żołnierzy 1 listopada nie mogli jeździć na groby swoich bliskich. Bo nie mieli gdzie.  

Reportaż Małgorzaty Szejnert jest hołdem złożonym tym zasłużonym, którzy w zamiarze władz PRL mieli stać się bezimienni. Dziennikarskie śledztwo, przy którym momentami aż wstrzymuje się oddech. Nie mogłam nadziwić się, że dopiero po 24 latach od ukazaniu się pierwszego wydania książki, IPN podjął prace ekshumacyjne. Kolejna zagadka, której nie zrozumiem, bo logika podpowiadałaby inne rozwiązanie. Może dlatego, że logicznych rozwiązań w PRLu w ogóle było niewiele.



Małgorzata Szejnert – Śród żywych duchów (Znak, Kraków 2012, s. 400)

3 komentarze:

Aga Strzęciwilk pisze...

Mój średni syn, jako piętnastolatek, jest zapalonym historykiem i pilnie śledzi takie wydarzenia. Myślę, że ta książka to będzie świetny pomysł na prezent. Dzięki

Anonimowy pisze...

Lektura godna polecenia. Pozwolę sobie umieścić Twój wpis na fan page'u książki na fb. Pozdrawiam!
(https://www.facebook.com/pages/%C5%9Ar%C3%B3d-%C5%BCywych-duch%C3%B3w/475669382464663)

Aneta pisze...

Asiu,dziękuje za ten post!

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails