Book Me a Cookie walczy o tytuł literackiego bloga roku. Konkurs na finiszu, dzisiaj ostatni dzień głosowania. Jednym klikiem.
Będę bardzo wdzięczna za każdy głos.
Dziękuję też wszystkim, którzy zagłosowali do tej pory :)
rozsmakuj się w książkach! - blog kulinarno-literacki
Ta książka nie jest łatwa. Czyta się ją ciężko, opornie, nawet z lekkim wysiłkiem. Czy warto? Zakończenie jest świetne. Ale biorąc pod uwagę cały środek, nie jestem już taka pewna. Bo książka (każda, generalizuję) to nie jest tylko pierwsza złota myśl i ostatnie zdanie, ale głównie to, co w środku. Pierwszy i ostatni fragment może podkręcać książkę na plus, pod warunkiem, że cała reszta też jest fantastyczna. A Marzenie Celta nie było dla mnie spektakularnym przeżyciem. Ot, dobrze napisane, ale w czytaniu ciężkie. Nie chodzi nawet o to, że porusza trudne tematy (oczekiwanie Rogera, głównego bohatera, na wykonanie wyroku w celi śmierci, poprzetykane jego wspomnieniami i refleksjami, do których dochodzi nierozwiązana zagadka, czy rzeczywiście został skazany słusznie, czy padł ofiarą zagmatwanego spisku).


Hasłem na ten miesiąc były śliwki zapakowane do słoików. Małe albo duże, fioletowe, a może czerwone albo zielone? I w dżemie, konfiturze, powidłach, a może marmoladzie? To miała być nasza niespodzianka. Ja od dawna chciałam przygotować czekośliwkę. Naoglądałam się jej przez kilka jesieni na blogach i zawsze mi sezon śliwkowy umykał - a przecież dżemowanie jest tak fantastyczne i do tego dziecinnie proste! Wrzucić do garnka, podgrzać, zostawić, niech się samo robi, przełożyć do słoików. Nie ma w tym żadnej skomplikowanej filozofii, zero trików, złożonych metod, całej listy wskazówek. A kiedy dodatkowo pomyślę sobie, że takimi swoimi przetworami będę mogła zajadać się teraz przez cały rok: otwierać sobie słoiki z charakterystycznym "kling!", rozsmarowywać szerokim nożem na ciepłej grzance, zakopać się pod kocem ze słoikiem, małą łyżeczką i ulubioną książką, od razu robi mi się lepiej i może ta jesień i zima wcale nie będą aż takie najkoszmarniejsze (mimo że nie lubię, nie znoszę, nie trawię zimna!). Z czekośliwką da radę.
Żyleta, nie żyletka. Mocne, momentami aż raniące, celne i zakończone bardzo ostrym szpicem dziennikarskie pióro. Cięte, bezpośrednie i bez ceregieli. Żyletka zostawia rysy na różowych okularach, zdziera czerwony lakier z paznokci i rani palce. Tnie fotografie z rodzinnego albumu na pół, rozdziera małżeństwa i całe rodziny. Ale zaraz zaraz, to o rodzinie?Copyright 2010
Book me a Cookie. Powered by Blogger
Blogger Templates created by Deluxe Templates
Wordpress by The Bookish