• RSS

sobota, 4 grudnia 2010

6 tygodni


Tak mnie korci, żeby napisać, że prawdziwe. Prawdziwość pierników wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości tygodni, którą przeleżą w misce, zanim się je upiecze. Jakby przyjąć inne kryterium, prawdziwe są te, które pachną cynamonem albo, do wyboru: są kruche, wiszą na choince, są polukrowane, są w kształcie gwiazdek. Co komu pasuje. Na moje własne potrzeby, niech prawdziwe tym razem będą leżakujące.


No i buch, zaczęło się. Białe sypie z nieba (na zmianę z podwiewaniem, kiedy to śnieg nie pada, ale, osobliwe to zjawisko, fruwa we wszystkich kierunkach, tylko nie tak jak trzeba, po bożemu). Ulice w Krakowie przypominają generalnie wiejskie drogi. Choć nie wiem, czy to dobre porównanie, podejrzewam, że przejazd po wiejskich drogach musi być przeżyciem graniczącym z ekstazą w porównaniu z wyjechaniem w którymkolwiek kierunku od rynku. Popadało i poparaliżowało nam ulice. Ruszyć się ani w te, ani we wte nie da. Autobusy: stoją. Albo nie wyjechały. W ogóle nie wiadomo gdzie są, zniknęło im się. Tramwaje: jeden zakopany w śniegu na torach. Włączył awaryjne. Automatycznie każdy za nim też musiał włączyć awaryjne, bo jak objechać? Z drugiej strony rynku: korek tramwajowy. Z trzeciej: wysiadło zasilanie na linii. Żeby było śmieszniej (?!): w dwóch miejscach wykoleiły się wagony. 
A następnego dnia można było sobie jeździć do woli w ramach darmowych przejazdów. Ciekawe, co przeważyło: II tura wyborów krakowskiego pana prezydenta czy zachęcenie ludzi do ostentacyjnego porzucania własnych samochodów na rzecz w imię grupowych przejazdów mpk.


Siadłam z moją babcią i wymodziłyśmy. Przepis w październiku, ciasto w listopadzie, pierniki w grudniu.

Zawsze, ZAWSZE chciałam zrobić takie pierniki. Tak jak zawsze chciałam zrobić prawdziwe powidła śliwkowe, mocno wysmażone i bez cukru, pączki na tłusty czwartek i babcinego makowca na wielkanoc (dwa z trzech odhaczone). Od zawsze fascynowało mnie, jak to ciasto dojrzewa, jak z płynnego robi się zwarta kulka, jakim cudem można napakować do niego tyle miodu, a ciasto po uleżeniu się wcale się nie klei. I w ogóle, sam fakt, że trzeba zaplanować, zrobić, potem czekać, wyjąć w grudniu, rozwałkować, nawdychać się przy okazji magicznych świątecznych zapachów. Wycinać wreszcie blaszaną gwiazdką, robić dziurki plastikową słomką, siedzieć przy gorącej szybie piekarnika i odliczać minuty do wyjęcia. Wszystkie te czynności robią świąteczno-domową otoczkę wokół robienia pierników.


A! Zapomniałabym! I z bakaliami - suszonymi śliwkami, rodzynkami, orzechami. Pierwszy raz robiłam i jadłam takie pierniki. Chcę robić już tylko takie!


Przepis na szklanki. I cała litania składników, tak jest w piernikach najfajniej i tak właśnie ma być. Bo pierniki wymagają dużej ilości składników i tu nie ma przebacz.

Prawdziwe, 6-tygodniowe pierniki

Składniki:
  • 0,5 kg dobrego, prawdziwego miodu
  • 1 szklanka cukru
  • 1 kostka masła
  • 2 szklanki posiekanych orzechów (włoskich, laskowych, migdałów albo wszystkie naraz)
  • 3/4 szklanki rodzynek - jeśli duże, pokroić na mniejsze kawałki
  • 1/2 szklanki żurawiny
  • 1/2 szklanki suszonych śliwek - najlepiej polskich, tych, które pachną jakby były wędzone
  • 3 łyżki kakao
  • 2 łyżki cynamonu
  • 2 łyżeczki imbiru
  • 1 płaska łyżeczka pieprzu białego lub pół łyżeczki czarnego
  • 1 łyżka mielonych goździków
  • 1 łyżka kardamonu
  • 1 łyżka gałki muszkatołowej
  • 1,2 kg mąki (żytniej lub pszennej)
  • 1/2 szklanki mleka
  • 2 pełne łyżeczki sody oczyszczonej
  • 3 jajka
  • szczypta soli

Przygotowanie:

Do rondelka wsyp cukier, dołóż miód i masło. Roztop na małym ogniu, powoli, mieszając. Kiedy wszystko się połączy, dosyp wszystkie przyprawy, kakao i bakalie, a następnie wyłącz ogień, a rondelek odstaw gdzieś w chłodniejsze miejsce. W tym czasie zajmij się sypkimi rzeczami. Weź bardzo dużą miskę i wsyp do niej połowę mąki, sól, sodę, rozbij jajka i dolej mleko. Teraz dolej miód z rondelka. Dokładnie wymieszaj - tak, aby wszystkie składniki się w miarę połączyły, Dosyp pozostałą połowę mąki i teraz już wymieszaj bardzo dokładnie. Miskę przykryj ściereczką i odłóż na 6 tygodni (jak już nie możesz wytrzymać, może być mniej - ale minimum 4 tygodnie). W tym czasie wszystkie zapachy i aromaty przypraw mieszają się ze sobą, przez co pierniki później tak ładnie pachną. To też czas potrzebny do tego, żeby ciasto zrobiło się zwarte, gotowe do wałkowania. Miskę możesz trzymać w lodówce - jak najdalej od zamrażalnika (chociaż wtedy zapachy z lodówki mogą się wmieszać w pierniki) albo w chłodnym miejscu w domu, jak piwnica czy garaż (jeśli szczęśliwie takowy posiadasz). 
Po 6 tygodniach wyciąg ciasto z miski, rozwałkuj, w razie potrzeby podsyp lekko mąką. Z ciasta wykrawaj foremkami różne kształty. Przed pieczeniem możesz posmarować je roztrzepanym jajkiem, a możesz zostawić bez niczego. Piecz w 180 stopniach C przez ok. 8 minut - aż pierniczki się zrumienią, ale nie spalą.





Piotr Milewski, Z Nowego Jorku Piotr Milewski, Biblia dziennikarstwa pod red. Andrzeja Skworza i Andrzeja Niziołka.

Czytam sobie wielką książkę. Wielką rozmiarami i treścią. Targam w torbie, nie wiem ile to może ważyć, ale pod dwa kilogramy podchodzi. Książka mądra, pisana przez ludzi, którzy wiedzą, co chcą przekazać. Biblia dziennikarstwa składa się z tekstów napisanych przez kilkudziesięciu najwybitniejszych dziennikarzy polskich, którzy doskonale się w tym pomyśle odnaleźli. Jest więc Makłowicz, jest i Pawlikowska, Kunica, Domosławski, Tochman i Szczygiel, Wajrak, Mongomery, Kolenda-Zaleska, Wojewódxki, Pochanke, Pilch, Raczkowski, Sawka, Boniecki, ... I mnóstwo tych, którzy są fachowcami w swoim dziennikarskim grajdołku. I fajnie. Bo pomysł się sprawdził, podoba się, jest fajny, nowy, ciekawy. I bardzo mi z tej książki epatuje taka dziennikarska solidarność, samopomoc, jakaś taka wspólnota. W deseń: jesteś dziennikarzem, biegasz jak potłuczony cały dzień, jesteś na nogach od 5 do 23, urąbiesz się w poszukiwaniu newsa, a ludzie i tak to zleją. Sto tysięcy zebranych materiałów, z których jeden zapamiętają ludzie. I fajnie, bo ten jeden da ci większa satysfakcję niż cokolwiek innego. O to chodzi. Witamy w gronie dziennikarzy. Nie masz najmniejszej szansy na nudę.

31 komentarze:

ulcik pisze...

cudowne zdjęcia, mniam pierniczki !

Amber pisze...

Pierniczki śliczne, i w takiej świątecznej szacie!
Dla mnie wszystkie pierniki upieczone w domu są prawdziwe. Nieprawdziwe to te z fabryki.
Pozdrowienia!

Majana pisze...

Świetne pierniczki Asiu! Śliczne kształty. Uwielbiam domowe pierniczki, kazde upieczone w domu mają w sobie coś magicznego, coś świątecznie pięknego.
U mnie ciasto jeszcze leżakuje, wyjmę je tydzień przed świętami i napiekę pierniczków :))

Miłego dnia Asiu:*

Anonimowy pisze...

Uwielbiam Twój blog, bo nie tylko przepisiki są pyszne i piękne, ale czytam o swoim Krakowie i hhi rozumiem co czułas tego dnia na drogach :) No nic zbieram się na Kleparz, bo mnie czeka Mikołajowe Brownies :)

Emma pisze...

Slicznie wygląda ośniezony kraków ale niestety ten snieg bardz kłopotliwy jest

Pierniczki tez u mnie juz czekają ;)

margot pisze...

a jakie urocze i też się przyznam ,ze takie dojrzewając ciasta to są moje ulubione

vinka pisze...

cudowne pierniczki!
u mnie na blogu już są ozdobione :D teraz leżą w pojemnikach i czekają na swoją chwilę :)

Zaytoon pisze...

Piekłam takie prawdziwe, choć z innego przepisu, w zeszłym roku. W tym nie zdążyłam. Udało mi się jednak dzisiaj wyjąć z piekarnika niesamowicie aromatyczne(go?) panpepato i teraz mam nadzieję, że uda mu się doczekać wigilii. Zobaczymy! :)

Mam nadzieję, że jutro trasa do Krakowa nie będzie aż tak nieprzejezdna. ;))

Pozdrawiam, Asiu!

kabamaiga pisze...

Jejku ta żurawina mnie korci. Tylko mam już w tym roku zapisanych 10 piernikowych przepisów do wypróbowania :)

Anucha pisze...

U mnie leżakuje ciasto na piernik, na pierniczki zarabiam inne ciasto i jeszcze w ten sam dzień je piekę. później czekam, aż zmiękną.
Twoje pierniczki są wspaniałe, takie zimowe, świąteczne:)
Pozdrawiam:)

AsiaMamaZosiiHani pisze...

Oj to już nie zdążymy z nimi do świąt ale może za rok...chciałabym ich posmakować.

Kuchareczka pisze...

Karolinko - aa! Zrobiwsz wszystkie? Bo chętnie sobie podpatrzę :)
Oliwko - musi być przejezdnie! Już się nie mogę ciebie doczekać!! :)

Babeczki wszystkie - ogromnie dziękuję wam za komentarze, takie miłe i ciepłe słowa. Wiem, że to tak nieładnie hurtowo odpowiadac, bo milej by było każdej z osobna. Każdy komentarz, każde słówko sobie czytam biore do serca. I każde jest ogromnie miłe. Dziękuję za to :)

Kasia pisze...

Cudowne pierniki! Też zawsze chciałam takie zrobić. Świetnie wyglądają, bardzo pachnąco. Podziwiam takie piernikowanie. To moje małe marzenie :)

Wiosanna pisze...

Ja w tym roku też pierwszy raz takie pierniki robię. Mam nadzieję, że wyjdą. W przyszły weekend będę piekła :)

Kuchareczka pisze...

Och, trzymam naodległościowo kciuki! :)

monika pisze...

Uwielbiam taki dojrzewający pernik - piekę w keksówce i przekładam powidłem (w sumie to mi bardziej solo smakuje, ale rodzina pokochała z powidłem :)). A pierniczki - mówisz gwiazdki? U mnie serduszka :)Ale Twoje gwiazdki ( i kotki :)) cudne :)

atina pisze...

Pierniczki wyglądają cudownie i bardzo smacznie:) Piękne zdjęcia zasypanego Krakowa:) A to co przeważyło przy darmowych biletach ... to się niedługo okaże;)Pozdrawiam:)

andzia-35 pisze...

Piekne są Twoje pierniczki!!! Supr notka (jak zawsze)i śliczne zdjęcia:)
Miłej niedzieli Kuchareczko:)

Kuchareczka pisze...

I tobie andziu, miłej resztki weekendu :)

Kala pisze...

Witaj :) Dostałam linka od Moniki :) Super sprawa ten Twój blog - połączenie dwóch rzeczy, które kocham: książek i łakoci :) ♥ Pozdrawiam.

Kuchareczka pisze...

O, ciekawa jestem czy znam monikę :)

Bea pisze...

Masz racje - nie ma to jak prawdziwe, swiateczne pierniki. Choc u mnie niestety baz Babci...

A co do zimy i sparalizowanych miast i drog, to zawsze sie zastanawiam, jak to jest mozliwe? Przeciez mieszkamy w krajach, gdzie zima nie jest zadnym klimatycznym ewenementem! A to okazuje sie, ze co rok to samo...

Pozdrawiam serdecznie!

abbra pisze...

Mniamuśne pierniczki ! Takie prawdziwie świąteczne!
Moje ciasto piernikowe dojrzewa sobie w lodówce - będę piekła pewnie z tydzień przed świętami, nie mogę się już doczekać :)

anytsujx pisze...

Twoje pierniczki bardzo mi się podobają, jak zawsze wszystko fajnie opisane ...
Pozdrawiam ciepło :)

Paula pisze...

z suszonymi śliwkami zapowiadają się obłędnie!

Kaś pisze...

na takie pierniczki już nie ma czasu, ale pocieszam się, że będzie "prawdziwy" piernik, który dojrzewa spokojnie w piwnicy :)
i wreszcie zima! i to nic, że stoję w korkach, mzk nie jeździ, muszę odśnieżać samochód itd... jest biało, magicznie i to się liczy :D

Kuchareczka pisze...

A widzisz, za to u mnie prawdziwego piernika nie będzie, bo na to już nie wpadłam ;)

aga pisze...

cudowne pierniczki:) i chetnie bym przygarnela taka miseczke pysznosci:)

majka pisze...

Swietne jest takie wspolne pieczenie z babcia. Strasznie zazdroszcze bo u mnie w rodzinie nie ma tradycji robienia pierniczkow i babcia nic mi w tej kwestii pomoc nie moze :))
Prawdziwa sniezna zime macie w tym roku :) Chociaz i u nas snieg zwalil jak nigdy dotad. Teraz przyszla juz odwilz i sniegu niet. A szkoda, bo tak fajnie bylo :)) Moja mama mowila, ze u nich tez mozna bylo autobusami za darmo jezdzic wiec to chyba nic wspolnego z wyborami nie mialo :) Raczej z zima :))

Pozdrawiam.

myniolinka pisze...

jestem pod wrażeniem! ja nawet o białym maku do rogali marcińskich zapomniałam a co dopiero żeby pierniki wcześniej robić...
no cóż... dobrze, że mogę u innych popatrzeć :)

Kuchareczka pisze...

Kurcze, to ja nawet rogali marcinskich nie robilam - nigdy w zyciu ich nawet nie jadlam ;)

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails