• RSS

piątek, 23 września 2011

Przy jedzeniu się (nie) czyta! - "Ludzie na walizkach"

Jak na piątek przystało - dzisiaj kolejna recenzja z piątkowego cyklu Przy jedzeniu się (nie) czyta! 
Nie wiesz o co chodzi? Informacje o moim copiątkowym cyklu felietonów kulinarno-literackich Przy jedzeniu się (nie) czyta! znajdziesz tutaj.
Przy okazji przypominam, że od przyszłego tygodnia cykl przechodzi z tygodniowego w dwutygodniowy. Kolejna duża recenzja ukaże się zatem za dwa tygodnie, 7 października.


Moją pierwszą reakcją na zapowiedź książki było: oho, znowu?

Szymon Hołownia jest naczelnym polskim popkaznodzieją. Co kilka miesięcy natykam się w księgarni na jego nową książkę, w Newsweeku regularnie widzę jego felietony, a gdybym zakodowała sobie pod którymś numerkiem na pilocie Religię.tv, pewnie i w telewizji migałby mi co jakiś czas.

Ludzie na walizkach to dwadzieścia wywiadów, które Hołownia przeprowadził w swoim programie o tym samym tytule właśnie w Religii.tv. Ci, którzy w Hołowni widzą ewangelizująca instytucję medialną, rozczarują się. Bo to nie są wywiady z księżmi, siostrami zakonnymi i braciszkami emanującymi świętym blaskiem (choć cztery osoby są faktycznie nieświeckie - wśród nich ksiądz Adam Boniecki), a z ludźmi, którzy wcale nie mają potrzeby dzielenia się swoimi wizjami zbawienia - zamiast tego chcą tylko (aż?) powiedzieć o tym, co przeżyli. Hołownia nie siedzi przed nimi z kartką, na której ma rozpaczliwie wielkimi literami napisane "zadaj pytanie o Boga!" i nie przebiera nóżkami w oczekiwaniu na odpowiedź.
To rozmówcy Hołowni mają głos i to oni decydują, co powiedzą, a czego nie, jaki temat poruszą, a jaki przemilczą. Nie będzie o Bogu? Świetnie. Wywiad z homoseksualistą? Czemu nie? Z ateistą? Jak najbardziej!


Czy Hołownia jest prasową maszynką do nawracania? Jedni twierdzą, że uprawia nowe kościelne dziennikarstwo, drudzy przyklaskują mu i najchętniej pisaliby o nim rozprawy naukowe, a znam też takich, którzy czytają go i oglądają dla jego poczucia humoru. A ja? Jestem gdzieś pomiędzy. Bo Hołownia mnie Ludźmi na walizkach nie nudzi. Niczego nie narzuca. Swoich rozmówców nie nawraca i nie wpadł na szczęście na pomysł wyciskania z nich na siłę uduchowionych sentencji, które co poniektórzy spodziewaliby się przeczytać i usłyszeć.

Pisałam już kiedyś, że uwielbiam czytać wywiady. Pod warunkiem, że są nieprzegadane, że dziennikarz, który pyta, nie wywleka w rozmowie swoich pomysłów na życie, nie narzuca, tylko kieruje rozmową tak, żeby rozmówca czuł się bezpiecznie, otworzył się, powiedział to, na co ma ochotę, a resztę przemilczał. Hołownia zdaje egzamin. Nie miałam takiej pewności na początku, gdy sięgałam po książkę - bo pierwsza część Ludzi na walizkach może nie tyle, że mnie rozczarowała, ale była mocno przeciętna. Nie było źle, ale dobrze też nie. A ci ludzie podobają mi się bardzo.


Razi mnie jednak wypiska na tylnej okładce, że Hołownia odkrywa, jak silny może być człowiek i jak poradzić sobie z cierpieniem. Często prowokuje, pyta o bunt wobec Boga, o to, czy można pogodzić się z takimi doświadczeniami. Odpowiedzi, które słyszy, mogą nas wiele nauczyć. Jestem uczulona na książki, które są zachwalane jako zawierające głębokie przemyślenia o życiu i śmierci - książka sygnowana sensem życia na kilometr pachnie mi podejrzanie. Czytam i zostaje mi w głowie tylko: edukacyjna martyrologia.

A tak nie jest. To jest prosta książka, prosty zbiór rozmów z ludźmi, którzy przeżyli rzeczy, o których każdy z nas myśli: No tak, zdarzają się, ale żeby mnie?? A jakby tak się zastanowić, że może to mnie nie jest takie mało prawdopodobne, możnaby na niektóre sprawy spojrzeć inaczej. Jak ta dwudziestka ludzi. Dla których sukcesem największym na  świecie jest codzienna możliwość wstawania z łóżka, samodzielne ugotowanie obiadu, szczęśliwe przeżycie dnia do końca. Ludzie dodają otuchy. Są najprostszym lekarstwem na wszystkie wygórowane ambicje, wyścig szczurów, poczucie, że trzeba być lepszym, lepszym, coraz lepszym!
Wcale nie trzeba. Bo ostatecznie, co by się stało, gdybyśmy odpuścili? Nic.

A być może, co co po niektórym może wydać się czystym szaleństwem, bylibyśmy nawet odrobinę bardziej szczęśliwi? Jak ludzie z walizkami w ręku. Mimo że stracili najbliższych, niektórzy są ciężko chorzy, inni żyją ze świadomością, że mają przed sobą góra 3 miesiące życia, że rak wrócił albo że muszą walczyć o życie kogoś bliskiego. Wtedy odkrywa się, na czym polega szczęście.

_______________________________
Szymon Hołownia - Ludzie na walizkach
Kraków 2011
Wydanie I
Stron: 256
Wydawnictwo:


Było dla mnie oczywiste, ze do Ludzi an walizkach upiekę sernik z jagodami. Ale co ma piernik do wiatraka? Już wyjaśniam. Ludzie na walizkach byli dla mnie książką podróżową, nie tylko przez dwuznaczny tytuł, ale też dosłownie - przeczytałam ją w pociągu, wracając z Warszawy do Krakowa. W Warszawie przed wyjazdem kupiłam jagody, z którymi chciałam zrobić w domu tartę. Nie wzięłam jednak pod uwagę, że w pociągu lekko, ale konsekwentnie trzęsie - nie tylko mną, ale też moimi jagodami. Do ładnego ozdobienia tarty już się nie nadawały. Ale jeśli nie na wierzch, to może do środka? Wyciągnęłam więc z szafki wagę, z lodówki ser i zaczęłam piec fioletowy sernik.

Fioletowy-odlotowy.
Pyszny, kremowy, bardzo owocowy. I jeszcze smakujący latem.



Sernik jagodowy 
(Doroty)


Składniki
na spód:
  • 150 g kruchych ciasteczek, pokruszonych
  • 75 g masła, roztopionego
na masę serową:
  • 750 g twarogu śmietankowego, tłustego, zmielonego
  • 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 200 g drobnego cukru
  • 4 jajka
  • 2 łyżki mąki
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 250 g jagód
Przygotowanie:
Zrób spód: tortownicę o średnicy 22 cm wyłóż folią aluminiową (bardzo dokładnie, możesz obłożyć kilkoma warstwami - tak, że jeśli masz tortownicę z odpinanymi bokami jak ja, żeby masa nie przeciekała podczas pieczenia przez szczeliny). Ciastka wymieszaj z masłem, wgnieć w spód tortownicy, schłódź przez 20 minut.
Zrób masę serową: wszystkie składniki masy serowej zmiksuj razem na gładką masę, na końcu wmiksowując jajka (i od tego momentu tylko chwilę). Masę wylej na schłodzony wcześniej spód. Piecz w temperaturze 180ºC przez około 55-65 minut (sernik powinien być 'ścięty' na wierzchu, nie pieczemy do tzw. suchego patyczka).
Po upieczeniu schłódź w lodówce, najlepiej przez całą noc. Przechowuj również w lodówce.



Cykl recenzji Przy jedzeniu się (nie) czyta! powstaje we współpracy z portalem Bobyy.pl - także tam możesz znaleźć moje felietony literackie.

35 komentarze:

Monisia pisze...

Ale kusisz tym jagodowym serniczkiem;d i kolejna ciekawa książkowa propozycja;),pozdrawiam

lutka40 pisze...

Serniczek cudny
Kolejny raz po przeczytaniu Twojej recenzji mam ochotę lecieć do biblioteki

MAUGUSTYNA pisze...

jagodowy sernik. . . to musi być pyszne! a książki Hołowni jak najbardziej mogą być:)

Atria pisze...

Kuchareczko. Bardzo podoba mi się Twoja seria blogowa. Hołowni za bardzo nie znam (oprócz tabletek z krzyżykiem) i nie za bardzo lubię jego "linię filozofowania".:)

Gotowanie to moja pasja pisze...

Mmm...co za fiolet:)

Anonimowy pisze...

:)

Ewam pisze...

Juz sie zakochalam w tym serniku ;)A ksiazka hmm,jasne ze warto ja przeczytac!!!

Aciri pisze...

Nomen omen p. Hołownia jest bardzo płodnym autorem:)hihihi (uwielbiam go w duecie z Prokopem:))Asiu, serniczek zniewalający!

Tyna pisze...

Naprawdę śliczny sernik, pycha:) Ja nawet przepadam za Hołownią, po Twojej recenzji chętnie sięgnę po tę książkę

kruszyna pisze...

Ależ apetyczny ten serniczek, wprosiłabym się na kawalątek ;) A co do książki, to będąc w księgarni raczej nie podeszłabym w jej stronę, bo stwierdziłabym, że to lektura kompletnie nie dla mnie, ale po tym co tu napisałaś, może następnym razem nawet ją przekartkuję, żeby się samej przekonać co zawiera jej wnętrze...

Basia pisze...

Asienko ja jestem pies na serniki, a Twoj podoba mi sie niezmiernie! A Holownie czytam, a jakze...

Cytrynka pisze...

kolor tego sernika jest bardzo, bardzo kuszący :)
Co do książki - przydałaby mi się taka lektura. Po przeczytaniu recenzji dochodzę do wniosku, że dawno nie czytałam czegoś "na uspokojenie" - a te ludzkie historie przedstawiają się jako naprawdę skuteczna odtrutka na szalony wyścig szczurów. Chyba wiem, na co przeznaczę najbliższe kieszonkowe :)

Nemi pisze...

I bardzo dobrze, że wsiadłaś do pociągu, dzięki temu taki piękny sernik powstał:) Książek pana H. jeszcze nie czytałam, ostatnio mam wilczy apetyt na polską fantastykę:)

slyvvia pisze...

Kusisz tym sernikiem, okropnie wręcz ;) Cudo :D

Aurora pisze...

Edukacyjnej martyrologii zdecydowanie nie mówię, ciastku TAAAK, a ciastu zjedzonemu przy lekturze Szymona nawet większe TAAAAAK :))
Lubię tego Pana, nawet kiedyś się z nim chciałam na randkę umówić? ;)

aga pisze...

ma swietny kolorek i na pewno smakuje wybornie:)

Majana pisze...

Fantastyczny ten sernik ! Ślinka cieknie :).

A Hołownię musze kiedyś dorwać,bo już kiedyś mi tu narobiłaś chęci ;)
Miłego weekendu:)

Kuchareczka pisze...

Madziu, nawzajem! Hołownia ma według mnie lepsze i gorsze ksiazki, ta jest dla mnie tą lepszą.
Nemi - a ja z kolei za fantastyką nie przepadam, choć czytalam ostatnio ksiazke z tego gatunku, która bardzo mi się podobała.

Babeczki, dziękuję za wszystkie miłe komentarze, zrobilo mi sie bardzo milo, kiedy je przeczytalam :)

kasia pisze...

Zakochałam sie w kolorze tego sernika :)

Wiewióra pisze...

Sernikowi mówię TAK!!! a Hołowni... chyba nie. Mimo świetnej recenzji w Twoim wykonaniu książka nie dla mnie. Może mi po prostu Pana Hołowni za dużo? pozdrowionka.

Kuchareczka pisze...

Wiewiórko, nie dziwię ci sie, bo sama niedawno miałam przesyt Hołownią. Ale kawałek sernika zawsze można wsunąć :) Pozdrawiam!

Sue pisze...

A to sernik! Moje ulubione ciasto w wersji jagodowej.. Lepszego nie mogę sobie wyobrazić!
Pięknie, cudnie, smacznie, elegancko, genialnie, słodko! ;-)

mania179 pisze...

Jakie piękne zdjęcia! Dobrze, że mam zamrożone jagody, muszę ten sernik zrobić :)

Duś pisze...

rozkosznie wygląda

Przypraw mnie pisze...

Hołownię lubię bardzo. Bez szaleństw! Cenię go za poczucie humoru zdrową A ciasto to na myśl przywodzi moje jagodowe noce na ot co!
Pozdrawiam
A.

zemfiroczka pisze...

Oczywiście, że przy jedzeniu SIĘ CZYTA! ;)
A propos Hołowni - czytałam "Bóg. Życie i twórczość. Nieco mnie rozczarowała.

Ten sernik zaś raczej by mnie nie rozczarował ;)

pozdrawiam

kabamaiga pisze...

Wiesz co? Dobrze, że trzęsło :)

asieja pisze...

ten sernikowy fiolet jest super!

Ivka pisze...

Zainteresowałaś mnie tą książką.
A co do sernika, cudnie fioletowy!

Kuchareczka pisze...

zemifroczko - "bóg, życie..." Hołowni tez mnie baardzo rozczarował. Tak trochę z motyka na słonce.

judik1119 pisze...

Uwielbiam ten sernik:) Bajeczny Ci wyszedł:)

Bjedrona pisze...

Nie ma lepszego sernika niż taki z jagodami...

MałgosiaZ pisze...

Muszę przyznać, że nigdy nie zatrzymałam się na dłużej na piątkowych cyklach...od dziś już będę bo to super pomysł...lepsza opcja zakupu dobrej książki..choć wszystkie na swój sposób są dobre tylko pewnie kwestia przyciągnięcia czytelnika (ostatnio mało czytam ) i już zaczynam ubolewać :-) pozdrawiam

W kobiecym stylu pisze...

Smakowite, pełne inspiracji miejsce. Cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga.
Pozdrawiam słonecznie!

Kuchareczka pisze...

To miłe, dziękuję! :)

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails