• RSS

piątek, 9 września 2011

Przy jedzeniu się (nie) czyta! - "Moje Dolomity!"

Dziś kolejna recenzja z copiątkowego cyklu Przy jedzeniu się (nie) czyta! I znowu gatunek, którym normalnie się nie zajmuje, czyli przewodnik. Albo prawie przewodnik. Wydał mi się na tyle inny niż wszystkie, że postanowiłam rozłożyć go na części pierwsze w recenzji.
Nie wiesz o co chodzi? Informacje o moim copiątkowym cyklu felietonów kulinarno-literackich Przy jedzeniu się (nie) czyta! znajdziesz tutaj.


Dolomity, nazywane też bladymi górami, są najbardziej smakowitą częścią włoskich Alp - gdzie najwyższy szczyt nazywa się Marmolada, a lokalnymi przysmakami są Śmierdziel z Moeny i księże zadławki.

Jakim cudem przewodnik może być czytany z zapartym tchem, skoro nie ma się w planach wyjazdu w miejsce, o którym się czyta? Jakimś cudem widać może. Bo ani ten przewodnik nudny, ani nawet do końca nie można go nazwać przewodnikiem.

Vito Casetti (tak, Europa da się lubić) i Agata Jakóbczyk rozpoczęli sezon w Moich Dolomitach w zimie. Pierwszym przystankiem było więc Trentino, czyli idealnie miejsce dla zapalonych fanów nóg przypiętych do jednej albo dwóch desek. Szczególnie polecam lekturę tym, którzy od lat narzekają na nasze polskie przeładowane wyciągi, nieodśnieżone trasy narciarskie i płaskie jak deska stoki. W Dolomitach narciarski system funkcjonuje inaczej. Kupując jeden karnet, dostajemy dostęp do wszystkich wyciągów i stoków, czyli 12 ośrodków narciarskich i 450 kolejek linowych, z których wszystkie są szybkie i supernowoczesne. Łącznie: 1200 km połączonych tras narciarskich. Tak, kilometrów. Tysiąc dwieście.

Dolomity to jedna wielka sieć wyciągów łączących poszczególne regiony i miasta. Niektóre oddalone są od siebie o kilkadziesiąt kilometrów i leżą na przeciwległych stokach gór, a do których bez problemu można dostać się kolejką linową. Trasy są krótsze i dłuższe - można wybrać kilka małych odcinków lub zjechać jedną długą, 26-kilometrową trasą (co zajmie około 6 godzin). Nie mogę powstrzymać się w tym miejscu od porównania - nasze polskie stoki wyglądają przy włoskich ośrodkach narciarskich jak zapuszczone bidulki. W Polsce trzeba odstać swoje w dlugaśnej kolejce do wyciągu, gdzie podczas czekania inni niecierpliwcy wjeżdżają ci na twoje nowe, wywoskowane i wyczyszczone narty swoimi i gdyby tylko mogli, wydłubaliby kantem swoich desek pamiątkowy napis TU BYŁEM. Kiedy już uda ci się wystać swoje i wyjedziesz orczykiem na górę, czeka cię zjazd z duszą na ramieniu, bo na stoku jest tak ciasno, że tylko kwestią czasu i szczęścia jest, czy wjedzie w ciebie początkujący narciarz jadący na krechę, rozpędzony snowboardzista czy dziecko, któremu poplątały się narty. Cały zjazd zajmie ci góra 20 minut, po oblodzonym (bo wszyscy po tym kawałku jeżdżą) albo nieodśnieżonym (bo nie zjeżdża tamtędy nikt) stoku - akurat zdążysz się psychicznie przygotować na ponownie odstanie 40 minut w kolejce.
A szusujący w Dolomitach znają zasady. I wcale nie trzeba im o nich przypominać, sami ich przestrzegają.


Narciarze we Włoszech mają inne problemy. Zaprzątają sobie głowę raczej tym, czy na obiad spróbować szpinakowych gnocchi, czy typowo włoskiej polenty. Na deser zamówić tiramisu? A może apfelstrudel? Który, na marginesie, jako typowo austriacki deser bije w Południowym Tyrolu rekordy popularności - a to dlatego, że znajdują się tutaj największe w Europie sady jabłkowe, które dają najbardziej soczyste i słodkie jabłka - wiedzieliście o tym?.

Vito Casetii, jako rodowity Włoch nie mógł odmówić sobie przyjemności rozgadania się o włoskiej kuchni. Są więc kuszące opowieści np. o produkowanym tylko w Val di Sole niezwykle aromatycznym serze Puzzone di Moena, czyli dosadnie tłumacząc: Śmierdzielu z Moeny. Z rozbawieniem czytałam też o szpinakowych kluseczkach podawanych z topionym masłem i parmezanem, nazywanych strangolapreti - dosłownie "księże zadławki" (w książce znajdziecie na nie przepis).



Połączenie włoskiej beztroski i polskiej ciekawości świata zaowocowały smakowitą i megaciekawą mieszanką wybuchową - to dlatego na samym początku napisałam, że nie wiem, czy mogę tę książkę z czystym sumieniem zaklasyfikować jako przewodnik. Jeśli ktoś z moich znajomych będzie wybierał się w Dolomity, na pewno mu ją podrzucę do walizki, ale książkę czyta się też świetnie i bez zabookowanego biletu lotniczego w ręce, rezerwacji na hotel i złotówek wymienionych na euro.

Nie trzeba nawet jeździć na nartach czy desce. Moje Dolomity są małym rajem na ziemi nie tylko w zimie, ale też w lecie - zresztą w jednym sezonie wcale nie trzeba rezygnować z drugiego, w wyższych partiach Dolomitów można szusować po białym puchu przez cały rok. Do tego śliczne, czyste jeziora, nad którymi można wygrzewać się w słońcu, zajadać włoską pastą z serem ricotta i popijać kieliszkiem dobrego wina, a na deser serwować sobie świeże, słodkie figi. Ach, la dolce vita!
Jak widać, wcale nie trzeba się tam wybierać, żeby móc wyobrazić sobie wszystkie te przyjemności.

_______________________________________
Vito Casetti, Agata Jakóbczyk - Moje Dolomity!
Bielsko-Biała 2010
Wydanie I
Stron: 256
Wydawnictwo:


Jednym z tradycyjnych dań kuchni włoskiej, o której piszą autorzy, jest polenta. Bardzo prosta w przygotowaniu, w zasadzie robi się sama - trzeba tylko doglądać i mieszać, żeby się nie przypaliła. Pachnąca miodem i orzechami, na ciepło, jest idealnym wrześniowym śniadaniem. Słodka, z orzeszkami do pochrupania i truskawkami do posmakowania.




Polenta na słodko z truskawkami

Składniki na dwie miseczki:
  • 1 szklanka kaszki kukurydzianej
  • 2,5 szklanki mleka 
  • 3 łyżki miodu
  • szczypta kardamonu
  • szczypta cynamonu
  • 1 szklanka truskawek
  • 2 łyżki masła orzechowego
  • 1/2 szklanki orzechów włoskich
  • 3 łyżki suszonej żurawiny
Przygotowanie:
1. Orzechy włoskie posiekaj na grube kawałki. Wysyp je na suchą patelnię, upraż na małym ogniu. Gdy lekko się zezłocą i zaczną pachnieć, przesyp je do małej miseczki lub na talerz - nie mogą zostać na patelni, inaczej się przypalą.
2. Do rondelka wlej mleko, wsyp kaszkę kukurydzianą. Dodaj kardamon i cynamon, zamieszaj i niech się powolutku gotuje na małym ogniu.
3. W tym czasie pokrój truskawki na ćwiartki, garść truskawek odłóż do posypania gotowej polenty po wierzchu, resztę dodaj do gotującej się kaszki. Razem z truskawkami dodaj miód i masło orzechowe. Od tej pory masa zacznie gęstnieć, dlatego musisz ją ciągle mieszać.
4. Na końcu, kiedy kaszka uzyska już prawie-prawie konsystencję, jaka będzie ci odpowiadać - ja lubię gęstą - dosyp żurawinę, i uprażone orzechy. Zamieszaj ostatni raz i przełóż do miski. Udekoruj na wierzchu odłożonymi wcześniej truskawkami, możesz także posypać jednym drobno posiekanym orzeszkiem.


Cykl recenzji Przy jedzeniu się (nie) czyta! powstaje we współpracy z portalem Bobyy.pl - także tam możesz znaleźć moje felietony literackie.



P.S. Zgaduj zgadula, jaką książkę wezmę na warsztat za niedługo. Ma coś wspólnego z poniższym zdjęciem, ale nie jest to ta książka, która leży obok mojego kapelusza. Ma też coś wspólnego z tematyką dzisiejszej recenzji. Ciekawe, czy zgadniecie, o jaki tytuł mi chodzi :)

(za zdjęcie dziękuję Grumkom)

37 komentarze:

vanilla pisze...

wspaniała polenta, aż chce sie zastukać łyżeczka w monitor, by porwać choc odrobinke :) w dolomitach znalazłam miłość i szczęście, są dla mnie wyjątkowe :) pozdrawiam...

Kamila pisze...

Przyznam, że nie mogłam doczekać się piątku i Twojego cyklu. Taką polentę na słodko z chęcią skosztuję, rozkoszując się opowieściami z tego przewodnika. Pozdrawiam

Aciri pisze...

Właśnie wczoraj nie mogłam sobie przypomnieć jak ten miły Włoch się nazywa. Dziękuję Ci Asiu - już nie muszę się zastanawiać:) W pierwszej chwili pomyślałam o Kapeluszniku z Alicji..., ale może jednak "Kapelusz pełen nieba"?

Ninette pisze...

Oj te truskawki wyglądają smakowicie...

Aneta pisze...

Takie stoki to marzenie, w Polsce rzeczywiście nei jest ciekawie pod tym kątem. Lubie czytać tego typu książki, bo takie podróżowanie za pomoca ksiązki także jest miłe :) Chętnie przetestuję przepis na polentę, wiele o niej słyszałam. Co do Twojego zapytania o to którą książkę zrecenzujesz, to może "Smaki południowej Italii" bądź "Smaki północnej Italii" Marleny de Blasi?

Jeśli nie czytałaś, to polecam "Szkołę niezbędnych składników" Erici Bauermeister do przeczytania, to książka o miłości do gotowania najogólniej mówiąc. Czytałam ją i baaardzo mi się podobała.

majka pisze...

A ja calkiem niedawno zakupilam kaszke kukurydziana wlasnie z zamiarem zrobienia polenty. Na zamiarach jak na razie sie skonczylo ale cos podejrzewalm, ze Twoja polenta juz niedlugo zagosci na moim stole Kucharku :)) Wyglada pysznie.

Nie wiem czemu ale za panem Vito nie przepadam.... Swoja droga przewodnik interesujacy. I jak tak czytam te zaznaczone fragmenty to mam od razu ochote tam jechac (mimo, ze na nartach nie jezdze:))

Sciskam Cie mocno Kuchareczku :))

Monisia pisze...

Lubię kaszkę kukurydzianą na słodko,pycha!
A takie przewodniki mogą okazać się po glębszym wczytaniu;) bardzo interesujace,pozdrawiam

slyvvia pisze...

Musze kupić kaszkę kukurydzianą, bo zauroczyłaś mnie tymi zdjęciami. Nigdy nie próbowałam :D

pieczarka mySia pisze...

Cudowny deser, ale mi ochoty narobilas ; )

dotblogg pisze...

nie jestem dobra w rebusach:D "Kapelusz obok kuchni Franceski" brzmi zdecydowanie zbyt banalnie;) "słomkowy kapelusz.."hmm a może książka o kapelusznictwie?:D albo wyplataniu;)
uściski!
PS. POLENTA! buena!

Kuchareczka pisze...

Aniu - nie, nie to :) To ma jednak tez coś wspólnego z tematyka dzisiejszej recenzji :)
Justku - też nie to! Rozwiązanie nie jest tak oczywiste jakby sie mogło wydawać :)
Majku - spróbuj polenty, robi się błyskawicznie,a jest pyszna!
Aneto - smaki północnej Italii były parę tygodni temu w cyklu recenzji, to tez nie smaki południowej Italii, próbuj dalej :) A książką o miłości do gotowania mnie bardzo zainteresowałaś, właśnie szukam jej w Internecie :) Dziękuję!

Kasia pisze...

Alez rewelacyjna polenta! Od dawna chciałam ją zrobić, nawet zastanawiałam się, jak się ja gotuję - dziękuję Kuchareczko! :)

Aneta pisze...

Znam Twojego bloga od niedawna, więc o tym nie wiedziałam, że już omawiałaś ... To może Julia Child "Moje życie we Francji"??? :)

"Szkoła niezbędnych składników" to jak dla mnie wyjątkowa pozycja, kosztowała grosze w księgarni i mile mnie zaskoczyła swą treścią. Recenzowałam ją w lipcu na moim blogu.

Aneta pisze...

Znowu palnęłam, przecież post był o Włoszech a przecież Julia Child tu o Francji, to może "Za oknem cukierni" Lynch bądź "Toskańska trattoria" Nelson?

Sue pisze...

To po prostu MUSI być smaczne. Nie ma innego wyjścia. ;-)

anlejka pisze...

Muszę, wręcz muszę to napisać:
Książka i kapelusz kojarzą mi się tylko z Włóczkijem, czyli "Muminki" jakieś czy coś :D

Kuchareczka pisze...

Anetko, Za oknem cukierni tez już zrecenzowałam. I to nie Nelson, choć dobrze kombinujesz po kraju ;)
Anlejko - nie, Muminki jeszcze nie tym razem :D Choć włóczykij jest cudnym supermacho ;)

vinka pisze...

może 'Mój Paryż' Elizabeth Duda?
albo tak jak pisała Aneta: 'Moje życie we Francji' Julii CHild?
a może: 'Julie&Julia. Rok niebezpiecznego gotowania' Julie Powell ;)
albooo 'Lunch w Paryżu. Love Story z przepisami' Elizabeth Bard. Mogę tak długo :D
Wszystkie te co podałam, czytałam i polecam!

Paulina pisze...

Bardzo lubię Twój copiątkowy cykl. Nie zauważam kiedy nadchodzi kolejny piątek :P

Kuchareczka pisze...

Przymierzam się do Mojego Paryża i Lunchu w Paryżu, ale to żaden z tych tytułów, które napisałaś, vinko :)
Rozwiązanie zagadki jest bardziej oczywiste, niz wam sie wydaje :)

wilczyca-Aga pisze...

Kuchareczko. Czekam z utęsknieniem na copiątkowe czytanko u Ciebie, choć zaglądam częściej. Co do zagadki...hmm.... nie mam pojęcia

Majana pisze...

A moze "Lekcje włoskiego" P. Pezzelli ? Zamierzałam kupić kiedyś :)

Pyszna ta polenta Asiu !:)
Uściski:*

Kuchareczka pisze...

Majanko, ciepło, ale to jeszcze nie to :)

SłodziutkieOkazje pisze...

Polenta na słodko? Ciekawa propozycja, chętnie spróbowałabym:)

mania179 pisze...

A ja dzisiaj wyrzuciłam kaszkę kukurydzianą. Stwierdziłam, że jest jej na tyle mało, że już do niczego nie wykorzystam. :( Buu. Mogłam wejść tu wcześniej :(

Kasia pisze...

polente zawsze jem z warzywami, a taka na słodko musi być przepyszna :-) uwielbiam wszystkie składniki, które tutaj dodałaś, pycha :-)

Kuchareczka pisze...

Oj tak, maniu!
Kasiu - ja tez czesto jem z warzywami, też jest przepyszna :)

Rudzik pisze...

Moje pomysły na zagadkę:
"Lato w Toskanii" Elizabeth Adler, "Rok w Prowansji" Petera Mayle'a, a może "Dziennik toskański" Tessy Capponi-Borawskiej?
A polenta wygląda przepysznie :)

Majana pisze...

A no to strzelam :
P. Pezzelli "Villa Mirabella", albo "Dom w Italii" albo "Każdej niedzieli". ;-)

Joanna pisze...

Aż dziwne, że nie pomyślałam o tym, że można polentę przyrządzić na słodko. Kaszę mannę i owszem, ale polentę? Zawsze kojarzyłam ją ze słonym smakiem a to przecież potworne ograniczenie. Karygodne!!! :-)

Papaya pisze...

O tak ! Jest pyszny. nie zaprzeczę ^^

judik1119 pisze...

Wspaniała polenta:)

Kuchareczka pisze...

Rudiku, nie, jeszcze nie te ksiazki :)
Majanko- ktorys Twój tytul to bingo! ;)
Joanno - polenta jest neutralna, jak kaszka manna - mozna ja robić w dwoch smakach: slodkim i na słono. Tak i tak jest pyszna!

Asiek pisze...

Pięknie napisane... i pięknie podane:) pysznie wygląda ta polenta, jadałam jak byłam mała, teraz pora na przypomnienie sobie tych smaków:)
Pozdrawiam serdecznie:)

Majana pisze...

Asiu, "Dom w Italii" ?;-)

sandrula pisze...

uuuuuuuuuuuuuwielbiam takie smaczki! jak to dobrze, że u nas jeszcze są truskawy :D

Kuchareczka pisze...

Majanko: si! :)

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails