• RSS

sobota, 17 września 2011

Przy jedzeniu się (nie) czyta! - "Dom w Italii"


Dziś kolejna recenzja z copiątkowego cyklu Przy jedzeniu się (nie) czyta! Z włoskimi smakami: pomiędzy kartkami i na talerzu. Nie wiesz o co chodzi? Informacje o moim copiątkowym cyklu felietonów kulinarno-literackich Przy jedzeniu się (nie) czyta! znajdziesz tutaj.
Mam przy okazji zapowiedź - od października "Przy jedzeniu się (nie) czyta!" zmienia swoją formułę z cotygodniowego na dwutygodniowy. Zmiana ma związek z moim natłokiem zajęć, których liczba rośnie lawinowo i od października powiększy się o kolejne sprawy. Ale mam nadzieję, że nie odczujecie przejścia na tryb dwutygodniowy zbyt mocno. Nie zamierzam rezygnować z pisania recenzji poza cyklem, układania pysznych przepisów i wypiekania coraz to nowych słodkości. Poza tym wierzę, że efekty zmiany będą bardzo pozytywne - pozwolą mi wybierać jeszcze lepsze i bardziej wartościowe książki, o których regularnie będę się rozpisywać.




Piękni dwudziestoletni. Ona samotna i po przejściach, on - romantyk ze złamanym sercem. Spotykają się, miłość wybucha i od tej pory żyją długo i szczęśliwie. Idealny przepis na życie? Guzik prawda!

Jak na lekką powieść z włoskim klimatem w tle, zaczyna się dość niestandardowo: od pogrzebu. Peppi, Włoch mieszkający prawie całe swoje życie w Stanach Zjednoczonych, po śmierci swojej żony stwierdza, że nie może mieszkać sam (jak na prawdziwego Włocha przystało), zbiera wszystkie swoje rzeczy i wraca do Villi San Giuseppe, małej włoskiej wioski, w której się urodził i wychował.

I tu zaczyna się prawdziwe życie. Peppi z gracją pakuje się w zabawne tarapaty, z których wyciąga go przyjaciel z dawnych czasów i właściciel fabryki słodkości, Luca, oraz jego córka Lucrezia, która po śmierci męża zaczyna rządzić zakładem ojca żelazną ręką. Pracownicy w popłochu chowają się przed nią po kątach i boją się przekazywać jej jakiekolwiek negatywne wiadomości. Jedyną osobą, która dostrzega w niej ludzka twarz jej Peppi, który z szerokim uśmiechem na ustach i wielką michą oliwek w ręku stara się ja przekonać, że lekarstwem na jej upierdliwość są właśnie owe oliwki. Włosi wyleczą cię ze wszystkiego przy pomocy jedzenia. Jesteś smutny? Zjedz makaron. Przygnębiony? Kawałek domowej pizzy. A na upierdliwość są oliwki. Szczęście po włosku!


Pezzelli napisał kolejna dobra książkę. I choć to już jego piąta (a licząc wszystkie książki o Toskanii i Włoszech, które od jakiegoś czasu zdominowały półki w polskich księgarniach, już dwudziesta-któraś), wcale nie powtarza schematu poprzednich czterech. Jest tak, jak ma być. Jak we włoskiej paście ugotowanej al dente: z wyważonymi smakami, nie za słodko i nie mdło. Książka odpowiednio przyprawiona, aromatyczna, z karuzelą pysznych smaków. Do tego włoski małomiasteczkowy klimat, który od jakiegoś czasu pociąga mnie coraz bardziej i prawdopodobnie jeszcze kilka książek, a skończy się tym, że któregoś dnia spakuję walizkę i pojadę zobaczyć na własne oczy wszystkie te słoneczne cuda.


Dużym atutem Pezzellego są jego bohaterowie. W niczym nie przypominają amerykańskich romansów (Pezzelli urodził się i dorastał w amerykańskim Rhode Island, w rodzinie o włoskich korzeniach), gdzie dwójka młodych gniewnych spotyka się, nagle bucha między nimi miłością i jak gdyby nigdy nic postanawiają zerwać ze swoim dotychczasowym życiem. Ona pracuje w wielkiej korporacji, niby jest szczęśliwa bo osiąga sukcesy, ale jednak czegoś jej brakuje, a uświadamia to sobie, kiedy pewnego deszczowego dnia spotyka na ulicy księcia w markowym garniturze (współczesna zbroja), z szarmanckim uśmiechem na ustach proponującego jej podwiezienie do domu (ale nie na białym koniu), żeby nie zamoczyła eleganckiej spódnicy i nie pogubiła po drodze drogich szpilek (jak kopciuszek). Można nabawić się cukrzycy.

Dlatego tak lubię powieści Pezzellego - są lekkie i letnie, ale nie głupkowate. Historie wymyślone, ale nie nierealne. Nie cukierkowe, a ciepłe, miłe, przyjemne. Takie, o których długo po przeczytaniu się jeszcze myśli. I które się wspomina tak, jakby się tam było i na własne oczy widziało zdarzenia opisywane w książce. Jak niezapomniane wakacje w Villi San Giuseppe.

__________________________________
Peter Pezzelli - Dom w Italii
Przekład: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Kraków 2011
Wydanie pierwsze
Stron: 298
Wydawnictwo:



Na głodnego nie czyta się za dobrze. Ale coś słodkiego i włoskiego... Nie mogłam wpaść na co mam ochotę. W końcu - bingo! Dzisiaj nie będzie na słodko. Od dawna chodziły za mną prawdziwe włoskie paluchy. Ciepłe, miękkie w środku, z chrupiącą skórką. I znalazłam przepis idealny.


Pizzowe paluchy
(od Ines)

Składniki:
  • 1 kostka drożdży
  • 2 łyżki cukru
  • 2 szklanki ciepłego mleka
  • 1 kg mąki
  • 2 jajka + 1 do posmarowania
  • duża szczypta soli
  • olej
  • gruboziarnista sól - do posypania
Przygotowanie:
Pokruszyć drożdże, dodać cukier, 2 łyżki ciepłego mleka, 2 łyżki mąki, przykryć i odstawić do wyrośnięcia (ja zostawiłam swoje na 40 minut). Do dużej miski wsypać mąkę, sól, dodać roztrzepane jajka, zaczyn, pozostałe mleko, wyrobić, nie dodawać więcej mąki. Jeśli ciasto bardzo sie lepi, dodać trochę oleju. Odstawić na 15 -20 min. Posmarować rozmemłanym jajkiem, posypać gruboziarnistą solą. Piec do zarumienienia (ok. 10-12 min) w temperaturze 200-220 stopni C. Zbyt długo trzymane w piekarniku staną się twarde.


Cykl recenzji Przy jedzeniu się (nie) czyta! powstaje we współpracy z portalem Bobyy.pl - także tam możesz znaleźć moje felietony literackie.

49 komentarze:

atina pisze...

takie paluchy i jeszcze ta książka .. .tak to jest przepis na wieczór:) Cieszę się, ze nie rezygnujesz z pisania recenzji. Bardzo lubię je czytać, a tę książkę chyba sobie przeczytam:) Pozdrawiam!

slyvvia pisze...

Biorę całość: książkę razem z paluchami. Świetne :D

Anonimowy pisze...

Wiesz kochana, zawsze poczytuje te Twoje wpisy dotyczace ksiazek (chociaz zwykle w biegu i nawet nie mam czasu zostawic komentarza przed sprintem do pracy). I bede wiedziala, za czym sie rozgladac, kiedy, i jesli, wreszcie wybiore sie do Polski! :) Bardzo dziekuje! :)

www.lejdi-of-the-house.bloog.pl

Gosia pisze...

Bardzo lubię czytać Twojego bloga. Nie dość, że pyszne jedzenie to książki fantastycznie opisujesz:-)

Anonimowy pisze...

"Dlatego tak lubię powieści Pezzellego - są lekkie i letnie, ale nie głupkowate. Historie wymyślone, ale nie nierealne. Nie cukierkowe, a ciepłe, miłe, przyjemne. Takie, o których długo po przeczytaniu się jeszcze myśli. I które się wspomina tak, jakby się tam było i na własne oczy widziało zdarzenia opisywane w książce." - właśnie takie książki lubię i bardzo podoba mi się ten opis! Oddaje właśnie to czego sama wyrazić nie umiałam aż sobie gdzieś zapiszę! Właśnie takiej książki szukałam! Muszę ją przeczytać.
Asia L. ;)

kuchennefascynacje pisze...

O książce niedawno słyszałam, zebrała dobre recenzje a paluchy bardzo smakowite. Pamiętam kiedyś w szkole kupowaliśmy tylko, że z serem :)

Aurora pisze...

Ja tam lubię eksperymenty i niestandardowe przepisy, zwłaszcza te na miłość, z chęcią sięgnę po polecaną przez Ciebie, Kuchareczko, powieść :)

mania179 pisze...

Przepis na paluchy zapisałam, uwielbiam takie rzeczy :)

Ewam pisze...

Kuchareczko..chetnie ,,wciagnelabym ,,wszystkie recenzowane przez ciebie ksiazki,niestety wszystkich nie dam rady ...po pierwsze fundusze,po drugie daleka odleglosc do Polski:(ale chetnie czytam Twojego bloga,moze kiedys uda mi sie przeczytac ktoras z polecanych przez Ciebie ksiazek:)

Nemi pisze...

Hahaha, może właśnie ten włoski sposób na szczęście, jest najlepszy?:) Książki jeszcze nie czytałam, ale ostrzę na nią sobie ząbki:) I te paluchy, ach...mamma mia!;)

Monisia pisze...

Włoskie klimaty to coś zdecydowanie dla mnie;) pyszne te Twoje paluchy;)

Kamila pisze...

Książkę mam juz dawno na liście do przeczytania, dzięki za potwierdzenie. Paluchy idealne!

Majana pisze...

Zachęciłaś mnie do przeczytania ksiażki. Oglądałam ją sobie dziś w Empiku nawet, ale ciagnęlo mnie to thillera kryminalnego i nie wiem co kupić haha;D.
A że czytam dużo i różnie, wiec nie wiem, moze i to i to? ;-)

A paluchy pizzowe pysznie sie zapowiadają Asiu :*

Anonimowy pisze...

miało nie być na słodko a tu wszyscy tak słodzą że się można ...
w kwestii formalnej - czy ciastu drożdżowemu wystarczy 10 minut? moja babcia placek drożdżowy piekła godzinę. te paluchy są cieńsze ale wg mnie to za mało.
fred

Kuchareczka pisze...

Lejdi i atinko - dziękuję i cieszę się, że lubicie recenzje. Nie rezygnuje z cyklu, ponieważ też go bardzo lubię - poza cyklem będę też pisać recenzje z normalnej blogowej formie, więc na pewno ich tu nie zabraknie:)
Madziu - mysle, że z Twoim uwielbieniem Włoch, ksiązka baardzo by ci sie spodobala :) buziaki! :*
Fred - dziękuję za Twoje uwagi, cóż, słodzenie nie jest chyba niczym złym, wręcz przeciwnie. Odpowiadając na Twoja kwestię formalną - tyle wystarczy. Ciasta drożdżowe piecze się dlużej, bo są większe, jednak małe rzeczy max kilkanaście minut - podobnie jak bułeczki drożdżowe. Podobnie jak twoja babcia piekę placek godzinę, czasem nawet ponad, ale nie bułki ani tym bardzije paluchy. Jesli jednak uznasz, że po 12 minutach są za malo rumiane, zawsze możesz potrzymac je kilka minut dłużej, pilnując jednak, żeby sie nie zrumieniły za bardzo - wtedy mogą być twarde.
Pozdrawiam!

kasia pisze...

Nie zgadzam się z fredem - wydaje mi się, choc nigdy nie pieklam paluszków, że 10-12 minut im w zupełności wystarczy. Jak pieczenie bulek.

Pluskotka pisze...

Chyba zaczynam niedowidzieć. :) Spojrzałam na zdjęcie, gdy post się wczytywał i się zdziwiłam, że wędzisz makrele. :P A to paluch taki ciemny w moim monitorze.

Anonimowy pisze...

Cześć, ja mam pytanie do tego przepisu: http://bookmeacookie.blogspot.com/2010/08/chinskie-ciasteczka-z-wrozba_02.html czy te kartki jak się je włoży do tego ciasta, to mam je czymś posmarować czy nie? bo nie wiem czy się nie rozerwą.
pl.

Kuchareczka pisze...

Nie rozerwą się, niczym nie smarować :) Moje karteczki do środka zrobiłam z pasków zwykłej kartki A4, papier taki jak do drukarki, więc najzwyklejszy - nie rozrywają się, nie przecierają, nic złego się im nie dzieje podczas pieczenia :)

judik1119 pisze...

Bardzo lubię Twój cykl "przy jedzeniu się nie czyta" :) a pizzowe paluszki musiały być pyszne!:)

kuchennie pisze...

Właśnie się zastanawiałam jak to możliwe, że znajdujesz czas na czytanie, pieczenie, warsztaty i pewnie milion innych spraw, ja cierpię na wieczny niedoczas.

Kuchareczka pisze...

Dobre ustawienie czasu i radość niezmierna z czytania i pieczenia, to chyba to :)

KeJt pisze...

Bardzo podoba mi się Twoja recenzja, szczególnie, że jestem świeżo po przeczytaniu książki Pizzellego "kuchnia Franceski", która niesamowicie mi się spodobała, koniecznie muszę więc przeczytać i tą :-) I przepis też chętnie wypróbuję, bo paluchy wyglądają wybornie.

Evitaa pisze...

Bardzo przyjemna książka :) i wydawnictwo przysłało również biscotti :D

Kuchareczka pisze...

Evita - jak miło z ich strony! :) :)
Kejt - kuchnie Franceski uwielbiam! :)

Monica pisze...

Ależ piękne paluchy! Nigdy takich nie piekłam, musza być wspaniałe :)

A propos, książki. Bardzo mi się spodobała po Twojej recenzji. Lubię wszystko co włoskie :) Gdy "wykończę" moją "Annę Kareninę" to poszukam tej :)

Pozdrawiam!

kruszyna pisze...

Książka zapowiada się świetnie, coś czuję, że znów pójdę za Twoją radą i poszukam książek tego autora, bo jak narazie nie zawiodłam się na tych, o których tu wspominałaś :) Dzięki! Pozdrawiam! :)

maddie pisze...

Lubię sposób, w jaki piszesz o książkach. Trudno po takiej recenzji nie pomyśleć 'muszę ją przeczytać!' :)

bijana pisze...

Asiu jak Ty to robisz, tyle zajec, projektow i jeszcze te recenzje...czy Ty czasem sypiasz???? Jednak super, ze dajesz rade bo bardzo lubie je czytac, a przepis na paluchy juz zapisuje...

Duś pisze...

uwilebiam takie przekąski na słno :)

Kuchareczka pisze...

Monico, oj, bardzo polecam. Ja lubie takie klimaty, jesli i tobie podoba sie "włoskość" w książkach, powinnaś być po lekturze zachwycona :)
Basieńko, własnie ucze się dawkowac sobie czas :) M.in. dlatego recenzje z tygodniowego cyklu przechodzą w dwutygodniowy - musze mieć trochę odpoczynku od życia. Buziaki!

DaisyDukes pisze...

uwielbiam Twoje felietony. Szkoda, że teraz ukazywać się będę rzadziej, ale rozumiem, że musisz odpuścić ;) będę wyczekiwać z niecierpliwością na kolejne! włoskie klimaty rzeczywiście zalały polskie księgarnie. Dzięki Tobie wiem po które pozycje książkowe sięgać! :)

dorota20w pisze...

Muszę przeczytać!

Sue pisze...

Pierwszy raz się z takimi spotykam. Takiego palucha bym sobie chętnie podgryzła. ;)

Kaś pisze...

te paluchy wydają się być idealne do przegryzania podczas czytania. tylko pewnie trzeba je dozować z rozsądkiem, bo czytając czasem zapomina się o pochłanianych ilościach :)

Kasia pisze...

z Twojej recenzji jasno wynika, że powieść o ich miłości jest niebanalna :) w obliczu amerykańskiego kiczu związanego z miłością od pierwszego wejrzenia na ekranie kin po wiadomy happy end, historia wydaje się być wyjątkowa i godna uwagi :) jeśli będę w biblio i miała okazję przeczytania tej książki, skorzystam :) a i palucha pizzowego również chętnie pochrupałabym :)

anytsujx pisze...

Paluchy wyglądają mega apetycznie, chętnie zjem kilka, tylko musze się za nie wziąć i upiec

Pozdrawiam cieplutko :)

Kuchareczka pisze...

Kasiu - polecam książkę, nie ma nic wspólnego z kiczem, sama nie lubie tanich romansów. Są a fe, a Dom w Italii jest uroczy :)
Daisy - ogromnie milo mi to słyszeć, ja tez bardzo lubię je pisac, więc mam nadzieję, ze dzięki temu, ze będą co dwa tygodnie, będę mogła wybierać jeszcze lepsze książki. Ciepło pozdrawiam! :)

lepszysmak pisze...

Gratulacje za pomysł cyklu! Z przyjemnością zaglądam do Ciebie po kolejne recenzje :) Pzdr Aniado

Paulina J. pisze...

Kuchareczko, paluchy biorę w ciemno. A z recenzją Pezzelliego się zupełnie nie zgadzam. Może trafiłam na złą książkę (czytałam "Lekcje włoskiego") ale zaliczyłam ją do kategorii gniot (postaci banalne, historia przewidywalna).Nie wiem czy wolno mi w Twoich komentarzach takie opinie wyrażać, ale myślę, że czasem też miło się różnić i nie zgadzać. Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze odcinki cyklu. Buźka

Anonimowy pisze...

halo tu fred
no więc wziąłem i zrobiłem i najpierw były krótko tzn i tak dłużej bo piekarnik się nie wygrzał a drugie zostawiłem w wyłączonym piekarniku.
te pierwsze były super. tymi drugimi można w bejzbol grać.
dobrze się zapytać lepiej samemu sprawdzić ;)
dzięki, fred
ps jak się do ciasta dosypie bazylii i majeranku to jest ciekawsze

magda k. pisze...

paluchy prezentują się rewelacyjnie :)

Kuchareczka pisze...

Fred, dzięki za informacje! Nastepnym razem zrobię z ziołami :) Paluchy bejzbolowe - no cóz, czasami tak wychodzi :) Pozdrawiam!
Paulina - jasne, że tak! Takie komentarze sa nawet pożądane, bo zapewniają różnorodnośc, która jest fajna, bo każdy ma inny gust i powinien o nim pisac i mówić, żeby było ciekawie i róznorodnie :) Bardzo doceniam to, że o tym napisałaś. Zawsze jak będziesz miała jakąś opinię, albo zbieżną z moją, albo krańcowo różna, pisz, chętnie poznam inne punkty widzenia (czytania) :)

burczymiwbrzuchu pisze...

Rewelacyjne te paluchy, myślę, że byłby gwiazdą nie jednej imprezy :)

Magda pisze...

książka i paluchy bardzo smakowe :) trzymam kciuki za rytm bloga i życia poza blogiem :))

cacaovo pisze...

bardzo fajny cykl:) a w kwestii formalnej - czy takie paluchy formuje sie jakims specjalnym narzedziem i czy konieczne jest pieczenie na takich formach jak do bagietek?
a i z czym podajesz? :)

Kuchareczka pisze...

Madziu - dziękuję, Twoje kciuki się bardzo przydadzą :)
Cacaovo - formuję rękami. Nie są potrzebne bagietkowe foremki, tym bardziej, że paluchy nie są szerokie - mają być cienkie :) Ja część zjadłam sama, część umaziałam w sosie czosnkowym (na zdjęciu już tego nie uchwyciłam). Możesz tez zrobic do nich salsę albo posmarować cienko pesto.

lutka40 pisze...

Tani romans ostatni raz czytałam w wieku 15 lat i powiem szczerze ,że jeżeli cokolwiek ma w tytule lub treści coś o Italii nawet gniot jestem gotowa przeczytać ,przegryzając takim paluchem
Świetna recenzja ,która kolejny raz zachęciła mnie do przeczytania książki .Dzięki

high contrast pisze...

Witam,
Twoje recenzje są szczere i fajnie się je czyta. Właśnie mam ochot na jakąś fajną lekką i przyjemną książkę. Dom w Italii według tego co piszesz może być dobrą rozrywką i zapewne sięgnę po tę książkę w najbliższym czasie.
pozdrawiam
Agnieszka

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails