• RSS

środa, 8 grudnia 2010

Shortbread - dla ulubionego


Uwielbiam go. Niesamowicie kruchy i delikatny. Z tych, co to rozpływają się w ustach - dosłownie, choć brzmi to nadzwyczaj wytarcie i banalnie. A, co tam. Niech sobie pobrzmi. Jest pysznie. A było tak...


Była Oliwka, była Bracka w Krakowie i był Grzesiu Turnau, zupełnym przypadkiem. Tylko na Brackiej nie padał deszcz, a śnieg (kto nie zna - koniecznie! - klik). Niesamowicie magiczne spotkanie, ciepłe i wesołe. I prezent-zawiniątko. Ulubione! W drodze do domu przypomniałam sobie o nim. Zjadłam i zechciałam jeszcze. Zrobiłam całą blaszkę: część dla mnie, część dla zielonego mikołaja. Tego ulubionego, z którym wymieniliśmy się prezentami w poniedziałek. Przepis jest świetny, shortbread wychodzi dokładnie taki, jak ma być. A ma być blady, nie zrumieniony. To jedno z tych ciastek, które przeczy prawu "wyjmij jak będzie złociste". W tym przypadku złocisty = spalony. Najlepiej piec dokładnie tyle, ile jest w przepisie. Bo i metoda na oko, i na patyczek, i na kolor zawodzą.  





Przepis oliwkowy (za który jej przeogromnie dziękuję!).

Składniki:

  • 100 g cukru pudru
  • 200 g mąki
  • 100 g mąki kukurydzianej (użyłam skrobi, ale myślę, że mąka też będzie ok)
  • 300 g miękkiego masła
  • ziarenka z 1 laski wanilii

Przygotowanie:
Piekarnik nagrzej do 160 st. C.
W misce wymieszaj cukier puder, mąkę, mąkę kukurydzianą. Laskę wanilii przetnij wzdłuż i małym nożykiem wyjmij ziarenka. Do suchych składników dodaj masło, ziarenka wanilii i wymieszaj mikserem. Miksuj tak długo, aż z ciasta zacznie formować się kula. (Bez sensu. Nie wychodzi, a człowiek się denerwuje. Najlepiej wszystko lekko zmiksować do utworzenia "okruchów", a następnie wymieszać dłońmi - od ich ciepła masło łatwiej połączy się z mąką). Ciasto przełóż do podłużnej blaszki. Palcami lub łyżką dociśnij do dna blaszki wyłożonej papierem do pieczenia. (Warto ręce zwilżyć lekko, wtedy pójdzie łatwiej).
Przed wsadzeniem do piekarnika pokrój ciasto na paluszki i każdy paluszek ponakłuwaj małym widelcem, aby utworzyć "wzorek". Piecz przez ok 20-35 min, aż ciasteczka nabiorą delikatnie złocistego koloru. Mają być dość jasne, ale nie białe. Po wyjęciu z piekarnika studź przez 10 min, a następnie pokrój w paluszki lub kwadraty - według wcześniej wyznaczonych linii (które zresztą znacząco zanikną).




Katarzyna Kolenda-Zaleska, Nie masz obrazka - nie masz nic, w Biblii dziennikarstwa
(o książce pisałam już tutaj: klik!)

niedziela, 5 grudnia 2010

Dziennikarskie. Mediatorowe. Miękkie pierniki


Nie wiem jak to działa, ale te pierniczki, które posmarowałam jajkiem przed pieczeniem, po upieczeniu i poddaniu ich zmiękczaniu jabłkiem (wkłada się pierniki do metalowej puszki z kawałkami jabłka - i jabłko zmiękcza pierniki) poddały się bez walki i zrobiły się fajnie sprężyste. Te natomiast, których nie posmarowałam, pozostały niewzruszone. Może trzeba trzymać je w tej puszcze z jabłkiem dłużej? Tak na logikę - tak, chyba tak do działa. Ja trzymała je tylko jeden dzień, więcej czasu nie dostałam - trzeba było zanieść ciastka na mediatory (co to mediatory, dowiecie się tutaj: klik!). Najpierw ogrom przygotowań, chodzenie, liczenie, układanie w głowie, na papierze, 1500 maili, sprawdzanie, kurczę, źle, to od nowa, bieganie, przesiadywanie na uczelni, próby, próby, próby, przegadywanie, zgadywanie. Zamawianie, drukowanie, pilnowanie, wycinanie, dużo myślenia, pieczenie, wreszcie buch - gala. Dwie godziny i kilka po. I już, i wszystko.
A wcale że bo nie. Bo znowu: chodzenie, liczenie... I odliczanie do tych kolejnych kilku godzin, za rok.

Oczywiście, że użyjcie świątecznych foremek! :) Te zrobił pewien supertata, któremu należą się ukłony do ziemi za pomysł, powyginanie blaszki i zespawanie tego w tak fajne foremki. Pierniczki będą idealne po kilka dniach, kiedy zamkniecie je w metalowej puszce z kawałkami jabłka i cynamonem i pozwolicie dojrzewać i mięknąć. 



Miękkie mediaTORowe pierniczki

Składniki:

  • 3 szklanki mąki
  • 1 szklanka miodu
  • 1/2 szklanki masła
  • 2 jajka
  • 2 łyżeczki mleka
  • 2 bardzo kopiate łyżki kakao
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • przyprawy: ja dałam po 1 łyżeczce zmielonych goździków, kardamonu, gałki muszkatołowej, szczyptę imbiru i - obowiązkowo! - jedna wielka i kopiata łyżka cynamonu


Przygotowanie:
Roztop w rondelku miód i masło. Dodaj do tego przyprawy i kakao i wszystko dokładnie wymieszaj. Odstaw. Przesiej mąkę do dużej miski, dodaj proszek do pieczenia i jajka. Dolej mleko. Do tego zawartość rondelka z miodem i wymerdaj wszystko dokładnie. Zagnieć gładkie ciasto - jeśli będzie bardzo klejące, dodaj odrobinę mąki, aż ciastowa kula będzie taka, że nie będzie kleiła się do rąk. Zawiń w folię i włóż do lodówki na godzinę. Schłodzone ciasto wyciąg, rozwałkuj na ok. 0,3-0,5 cm placek (pierniki urosną w piekarniku) i foremkami wycinaj różne kształty. Ciasto może mieć tendencje do "ściągania się" i tak ma być. Poukładaj pierniczki na blachach wyłożonych papierem do pieczenia, każdy smaruj rozmemłanym jajkiem. Piecz w temperaturze 190 stopni C przez 10-12 minut - jak zobaczysz, że już są zrumienione, wyciągaj. Ostudź i pochowaj je w metalowe puszki dorzucając do środka kawałki jabłka i korę cynamonu. Dzięki jabłku pierniczki zrobią się miękkie (inaczej stwardnieją na kamień, będą nadawały się tylko do maczania w herbacie). Dzięki cynamonowi - będą obłędnie pachnieć.


(na dole po prawej to nie celtyckie krzyże - to mikrofony ;) )

Paul Arden, Cokolwiek myślisz pomyśl odwrotnie


Kupiona dziś, przeczytana dziś, świeżutka. Nówka sztuka. Z dużą ilością obrazków. To książka o korzyściach z podejmowania złych decyzji, myśleniu na opak, iściu pod prąd, robieniu po swojemu. Co by się nie zastanawiać czy tak można, nie można, wypada czy nie. Jak się nie zrobi, to nic nie będzie wiadomo. Może nie wyjdzie. Ale a nuż właśnie  wyjdzie. To jak zakład Pascala - jeśli i tak nie mamy nic do stracenia, to co nam szkodzi? No bo często nie mamy. A nawet przeważnie. No bo co? Dobre imię, reputację, wstyd, że się nie udało, strach, że się nie powiedzie, no co trzyma? Figa z makiem, nic nie trzyma. Myślenie nas stopuje. I właśnie dlatego takie myślenie trzeba wyrzucić do kosza, wyłączyć głowę i wtedy robić. Albo się myśli pozytywnie, albo wcale. I poziom wcale jest idealny - zamiast się zastanawiać, rzucić się na głęboka wodę i robić. Po swojemu, a jakże.

sobota, 4 grudnia 2010

6 tygodni


Tak mnie korci, żeby napisać, że prawdziwe. Prawdziwość pierników wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości tygodni, którą przeleżą w misce, zanim się je upiecze. Jakby przyjąć inne kryterium, prawdziwe są te, które pachną cynamonem albo, do wyboru: są kruche, wiszą na choince, są polukrowane, są w kształcie gwiazdek. Co komu pasuje. Na moje własne potrzeby, niech prawdziwe tym razem będą leżakujące.


No i buch, zaczęło się. Białe sypie z nieba (na zmianę z podwiewaniem, kiedy to śnieg nie pada, ale, osobliwe to zjawisko, fruwa we wszystkich kierunkach, tylko nie tak jak trzeba, po bożemu). Ulice w Krakowie przypominają generalnie wiejskie drogi. Choć nie wiem, czy to dobre porównanie, podejrzewam, że przejazd po wiejskich drogach musi być przeżyciem graniczącym z ekstazą w porównaniu z wyjechaniem w którymkolwiek kierunku od rynku. Popadało i poparaliżowało nam ulice. Ruszyć się ani w te, ani we wte nie da. Autobusy: stoją. Albo nie wyjechały. W ogóle nie wiadomo gdzie są, zniknęło im się. Tramwaje: jeden zakopany w śniegu na torach. Włączył awaryjne. Automatycznie każdy za nim też musiał włączyć awaryjne, bo jak objechać? Z drugiej strony rynku: korek tramwajowy. Z trzeciej: wysiadło zasilanie na linii. Żeby było śmieszniej (?!): w dwóch miejscach wykoleiły się wagony. 
A następnego dnia można było sobie jeździć do woli w ramach darmowych przejazdów. Ciekawe, co przeważyło: II tura wyborów krakowskiego pana prezydenta czy zachęcenie ludzi do ostentacyjnego porzucania własnych samochodów na rzecz w imię grupowych przejazdów mpk.


Siadłam z moją babcią i wymodziłyśmy. Przepis w październiku, ciasto w listopadzie, pierniki w grudniu.

Zawsze, ZAWSZE chciałam zrobić takie pierniki. Tak jak zawsze chciałam zrobić prawdziwe powidła śliwkowe, mocno wysmażone i bez cukru, pączki na tłusty czwartek i babcinego makowca na wielkanoc (dwa z trzech odhaczone). Od zawsze fascynowało mnie, jak to ciasto dojrzewa, jak z płynnego robi się zwarta kulka, jakim cudem można napakować do niego tyle miodu, a ciasto po uleżeniu się wcale się nie klei. I w ogóle, sam fakt, że trzeba zaplanować, zrobić, potem czekać, wyjąć w grudniu, rozwałkować, nawdychać się przy okazji magicznych świątecznych zapachów. Wycinać wreszcie blaszaną gwiazdką, robić dziurki plastikową słomką, siedzieć przy gorącej szybie piekarnika i odliczać minuty do wyjęcia. Wszystkie te czynności robią świąteczno-domową otoczkę wokół robienia pierników.


A! Zapomniałabym! I z bakaliami - suszonymi śliwkami, rodzynkami, orzechami. Pierwszy raz robiłam i jadłam takie pierniki. Chcę robić już tylko takie!


Przepis na szklanki. I cała litania składników, tak jest w piernikach najfajniej i tak właśnie ma być. Bo pierniki wymagają dużej ilości składników i tu nie ma przebacz.

Prawdziwe, 6-tygodniowe pierniki

Składniki:
  • 0,5 kg dobrego, prawdziwego miodu
  • 1 szklanka cukru
  • 1 kostka masła
  • 2 szklanki posiekanych orzechów (włoskich, laskowych, migdałów albo wszystkie naraz)
  • 3/4 szklanki rodzynek - jeśli duże, pokroić na mniejsze kawałki
  • 1/2 szklanki żurawiny
  • 1/2 szklanki suszonych śliwek - najlepiej polskich, tych, które pachną jakby były wędzone
  • 3 łyżki kakao
  • 2 łyżki cynamonu
  • 2 łyżeczki imbiru
  • 1 płaska łyżeczka pieprzu białego lub pół łyżeczki czarnego
  • 1 łyżka mielonych goździków
  • 1 łyżka kardamonu
  • 1 łyżka gałki muszkatołowej
  • 1,2 kg mąki (żytniej lub pszennej)
  • 1/2 szklanki mleka
  • 2 pełne łyżeczki sody oczyszczonej
  • 3 jajka
  • szczypta soli

Przygotowanie:

Do rondelka wsyp cukier, dołóż miód i masło. Roztop na małym ogniu, powoli, mieszając. Kiedy wszystko się połączy, dosyp wszystkie przyprawy, kakao i bakalie, a następnie wyłącz ogień, a rondelek odstaw gdzieś w chłodniejsze miejsce. W tym czasie zajmij się sypkimi rzeczami. Weź bardzo dużą miskę i wsyp do niej połowę mąki, sól, sodę, rozbij jajka i dolej mleko. Teraz dolej miód z rondelka. Dokładnie wymieszaj - tak, aby wszystkie składniki się w miarę połączyły, Dosyp pozostałą połowę mąki i teraz już wymieszaj bardzo dokładnie. Miskę przykryj ściereczką i odłóż na 6 tygodni (jak już nie możesz wytrzymać, może być mniej - ale minimum 4 tygodnie). W tym czasie wszystkie zapachy i aromaty przypraw mieszają się ze sobą, przez co pierniki później tak ładnie pachną. To też czas potrzebny do tego, żeby ciasto zrobiło się zwarte, gotowe do wałkowania. Miskę możesz trzymać w lodówce - jak najdalej od zamrażalnika (chociaż wtedy zapachy z lodówki mogą się wmieszać w pierniki) albo w chłodnym miejscu w domu, jak piwnica czy garaż (jeśli szczęśliwie takowy posiadasz). 
Po 6 tygodniach wyciąg ciasto z miski, rozwałkuj, w razie potrzeby podsyp lekko mąką. Z ciasta wykrawaj foremkami różne kształty. Przed pieczeniem możesz posmarować je roztrzepanym jajkiem, a możesz zostawić bez niczego. Piecz w 180 stopniach C przez ok. 8 minut - aż pierniczki się zrumienią, ale nie spalą.





Piotr Milewski, Z Nowego Jorku Piotr Milewski, Biblia dziennikarstwa pod red. Andrzeja Skworza i Andrzeja Niziołka.

Czytam sobie wielką książkę. Wielką rozmiarami i treścią. Targam w torbie, nie wiem ile to może ważyć, ale pod dwa kilogramy podchodzi. Książka mądra, pisana przez ludzi, którzy wiedzą, co chcą przekazać. Biblia dziennikarstwa składa się z tekstów napisanych przez kilkudziesięciu najwybitniejszych dziennikarzy polskich, którzy doskonale się w tym pomyśle odnaleźli. Jest więc Makłowicz, jest i Pawlikowska, Kunica, Domosławski, Tochman i Szczygiel, Wajrak, Mongomery, Kolenda-Zaleska, Wojewódxki, Pochanke, Pilch, Raczkowski, Sawka, Boniecki, ... I mnóstwo tych, którzy są fachowcami w swoim dziennikarskim grajdołku. I fajnie. Bo pomysł się sprawdził, podoba się, jest fajny, nowy, ciekawy. I bardzo mi z tej książki epatuje taka dziennikarska solidarność, samopomoc, jakaś taka wspólnota. W deseń: jesteś dziennikarzem, biegasz jak potłuczony cały dzień, jesteś na nogach od 5 do 23, urąbiesz się w poszukiwaniu newsa, a ludzie i tak to zleją. Sto tysięcy zebranych materiałów, z których jeden zapamiętają ludzie. I fajnie, bo ten jeden da ci większa satysfakcję niż cokolwiek innego. O to chodzi. Witamy w gronie dziennikarzy. Nie masz najmniejszej szansy na nudę.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Latające książki

Pozbywam się książek :) Skorzystałam, gotowałam z nich, lubiłam oglądać - wykorzystałam je tak jak tylko się dało. A teraz puszczam dalej. Żeby teraz komuś innemu dawały radość, inspirację i fajne przepisy. A więc, niech książki lecą! Po co je sprzedaję? Żeby zrobić miejsce na nowe, podzielić się tymi i wymienić je na pewną jedną dużą książkę, na którą mam ogromną ochotę :) Nie chciałam ustalać dużych cen, nie zależy mi na sprzedaniu książek w takiej cenie, w jakiej kupiłam. Chcę móc "wymienić je" sobie, na książkę, na którą bardzo poluję.

Jeśli chcecie którąś kupić, piszcie w komentarzach plus dajcie mi znać na maila: j.mentel@gmail.com
Podam wam wtedy numer konta i sprawdzę koszty przesyłki. W razie wątpliwości albo spragnienia większej ilości informacji - też mail. 
Do książki doliczcie cenę przesyłki, którą wyślę wam mailem - wg cennika poczty polskiej (przesyłka z potwierdzeniem nadania), chyba że ktoś reflektuje na kuriera. Przesyłka jest jedna, niezależnie od ilości książek, którą zamówicie. Książki wysyłam opakowane w bąbelki, żeby nic im się nie stało podczas podróży.

Na czerwono - sprzedane
Na żółto - zarezerwowane
Reszta - wolne


1. Cook's Library - Chocolate (po angielsku, Exlusive Editions), s. 178 - 15 zł Jędrzej
2. Franca Feslikenian - Desery i przekąski (fk), s 66 - 5 zl 
3. Kuchnia na majówskę cz. 2/2 (wyborcza), s. 98 - 3 zł podaj
4. Almanach serów, s.30 - 4 zł
5. Cornelia Adam - Zdrowe śniadania. Musli i inne (Warszawski dom wydawniczy, twarda okładka), s. 67 - 7 zł Ally
6. Andrzej Fiedoruk - Kawa (Pascal + wyborcza), s. 98 - 6 zł Paulina
7. Andrzej Fiedoruk - Herbata (Pascal + wyborcza), s. 98 - 6 zł Paulina
8. Andrzej Fiedoruk - Czekolada (Pascal + wyborcza), s. 98 - 6 zł Oliwka
9. Wanda Jackowska - Przetwory z domowej spiżarni (Biblioteczka Poradnika Domowego), s. 66 - 2 zł Kasia
10. Rafał Włudyka - Desery wykwintne a nawet wyrafinowane (twarda okładka, wyd. REA), s. 130 - 17 zł Oliwka
11. Jane Brody's Good Food Book (po angielsku, z 1985 roku, wielkie tomisko, ponad 350 przepisów, na dole trochę wymięty brzeg okładki), s. 702 - 17 zł podaj


12. Le cordon bleu - Lato(Konemann), s. 66 - 7 zł marta
13. Le cordon bleu - Desery (Konemann), s. 66 - 7 zł - Krokodyl
14. Grażyna Toruńczyk - Pyszne warzywa na naszym stole (Biblioteczka Poradnika Domowego), s. 66 - 2 zł Kasia
15. Aleksandra Chomicz - Śniadania (Encyklopedia gotowania, twarda okładka, Prószyński i s-ka), s.100 - 10 zł 
16. Halina Jachowska - Torty, ciasta, przekładańce, rolady (Encyklopedia gotowania, twarda okładka, Prószyński i s-ka), s.100 - 10 zł  basia
17. Jacqueline Bellefontaine - Czekolada. Z kuchennej półeczki (wyd. Parragon) - vinka
18. La dolce vita. Kawa (twarda okładka, G+J Polska), s. 68 - 10 zł
19. Le cordon bleu - Śniadania (Konemann), s. 66 - 7 zł rezerwacja basia
20. Domowa księga przepisów (Reader's Digest) - s. ponad 400: wielki zeszyt w twardej oprawie z przepisami, miejscem na notatki, notesem an zakupy, kieszonkami na ulubione przepisy, poradami i megakolorowy - 20 zł
21. Lato w słoiku - warzywa (wyborcza + kuchnia, kartki lekko wymięte jak po zmoczeniu, ale wyprostowałam i jest ładnie) - 2 zł
22. Barbara Jakimowicz-Klein - Kuchnia erotyczna (Świat książki, twarda okładka), s. 146 - 12 zł
23. Alina Stradecka - Niezwykłe potrawy ze zwykłych kasz - kupione

piątek, 26 listopada 2010

Zaśnieżyło mi


Rano słyszę: Weź czapkę i rękawiczki, bo zimno. Dobra, wezmę. Oczywiście, że nie wzięłam. Próbując logicznie rozgryźć jak zimno mi będzie, skierowałam leniwie swoje prawe oko na okno. E, nie, nie może być aż tak zimno (doszłam do tego siedząc w ciepłym szlafroku, z termoforem na kolanach). Noo, jednak może. Wystarczyło, że raz wróciłam, odgrywając po drodze symfonię zębami i dziś już się wyposażyłam w full zestaw awaryjny na spadki temperatury. Czy to, co mi dziś przywiało w twarz to deszcz? Ale jakiś dziwny, kulkowaty. To deszcz ze śniegiem jest? Ze śniegiem!? Co roku wysyłam w myślach prywatną petycję do śniegu, żeby był łaskaw wystąpić na mikołajki, święta i w górach. Tylko tyle. Bo ja tak bardzo, bardzo nie lubię jak jest mi zimno!


Chociaż zima wcale nie jest taka zła. Są święta, pachnie piernikami i dobrą herbatą w wielkim kubku. Zima jest leniwa. Nikt nikomu nie ma za złe, że mu się nie chce. Jest spokojnie (czasami autobusy nie przyjeżdżają na czas, wtedy jest trochę mniej tego spokoju). Cukier puder zawsze kojarzy mi się ze śniegiem. I domowymi wypiekami. Zawsze zawsze zawsze. Rożki migdałowe. Niesamowicie kruche i delikatne. Ulubiony rodzaj ciastek. Takie, że Aach! Daj jeszcze. Prawie całe z orzechów. I ze śniegiem na wierzchu.


Kruche migdałowe półksiężyce


Składniki na ok. 40 sztuk:
  • 17 dag migdałów (nieobranych)
  • 12 dag mąki pszennej - pełnoziarnista najlepsza!
  • 25 dag masła
  • szczypta soli
  • 8 dag miałkiego (drobnego) cukru
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej lub 1 małe opakowanie cukru waniliowego

 Przygotowanie:
  1. Migdały zmiel w blenderze z 2 łyżkami mąki. Resztę mąki przesiej do dużej miski, wymieszaj z sola i odstaw.
  2. Utrzyj masło z cukrem na jasny, puszysty krem. Dodaj do niego zmielone migdały, wanilię i mąkę z solą. Utrzyj na gładkie ciasto. Uformuj z ciasta kulę, zawiń ją w pergamin i włóż do lodówki na minimum godzinę.
  3. Nagrzej piekarnik do 160oC. Wyłóż dwie blachy papierem do pieczenia. Ze schłodzonego ciasta uformuj rogaliki. W piekarniku minimalnie zwiększają swoja objętość, właściwie pozostając wielkościowo takimi, jak przed wstawieniem do pieca. Nie rozlewają się na boki i nie wyrastają do góry, więc można spokojnie formować takie, jakie chcemy później zjeść. Gotowe ciasteczka układaj na przygotowanych blachach, niczym nie smaruj.
  4. Wstaw do nagrzanego piekarnika. Piecz ok. 20 minut. Rogaliki powinny pozostać jasne, nie zrumienić się. Gotowe zdejmij z blachy na talerz lub kratkę. Jeszcze gorące posyp cukrem pudrem i pozostaw do ostygnięcia.



Ryszard Kapuściński, *** z Wierszy zebranych
(o wierszach Kapuścińskiego pisałam tutaj: klik!)
Related Posts with Thumbnails