• RSS

poniedziałek, 8 listopada 2010

Kto nie czyta, ten bandyta (z fistaszkiem)



Targi się skończyły, ja upolowałam co chciałam i jeszcze więcej. Nie, żeby było taniej, o nie. Co najwyżej 3-5 zł na jednej książce. Nie, żeby tez było wygodnie. Jest dużo ludzi, momentami ciasno i przejście się korkuje, gorąco. Ale są książki. I wszystkie nowości wydawnicze wszystkich chyba wydawnictw. Są autorzy, z którymi choć na chwilę można usiąść i zamienić dwa, trzy, może nawet cały potok słówek. I jest atmosfera. Bo każdy, kto tu przyczłapał, kocha czytać książki, a myślę, że znalazłoby się i trochę takich osób, które oprócz tego, że lubią czytać książki, to i książki same w sobie lubią. Jak im stoją na półce, poukładane, ładne, w środku pozakreślane. Ja osobiście mogę siedzieć przed regałem i się ekscytować przez gapienie. Uznaję to za cenną umiejętność.









Najprostsze ciastka z masłem orzechowym. Ważne są składniki - trzeba wziąć dobre masło orzechowe, to bez cukru, nie krem orzechowy czy orzechowo-czekoladowy, ale coś jak amerykańskie peanut butter, u nas w Polsce dostępne bez problemu. Myślę, że w innych krajach też. A już samodzielnie zrobione masło orzechowe to jest wypas. Do ciastek fajnie jest dodać na końcu fistaszki: całe lub posiekane, nawet jeśli masło zawiera już kawałki orzechów.



Przeglądałam po zrobieniu ciastek wielką sieć i natrafiłam na sporo przepisów na ciastka z masłem orzechowym. We wszystkich na około dwadzieścia-parę ciastek była podana pełna szklanka cukru. A w życiu! Ciastka będą przesłodzone. A fajnie, żeby po jednym się nie zamulić. Poza tym kiedy dodaje się więcej cukru, o zaczyna dominować nad masłem orzechowym i ani już zapach, ani smak nie ten...




Najprostsze ciastka z masłem orzechowym

Składniki - na 20 większych ciastek (jeśli chcesz zrobić więcej, po prostu podwój proporcje):
  • 1/3 szklanki tłuszczu - masła, dobrej margaryny
  • 1/2 szklanki brązowego cukru - jeśli wiesz, że lubisz słodkie słodycze, dodaj 3/4 szklanki, wtedy są takie do zasłodzenia. Jeśli nie lubisz słodkich, dodaj nawet mniej niż pół szklanki - 1/3. Połowa szklanki to taka w miarę optymalna ilość. 
  • 1/2 szklanki masła orzechowego - bez cukru, może być gładkie lub z kawałkami orzechów
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 i 1/3 szklanki mąki (ja dałam pełnoziarnistą)
  • duża garść fistaszków - obranych, mogą być dodatkowo posiekane na duże kawałki

Przygotowanie:
Utrzyj na krem tłuszcz, cukier i masło orzechowe. Dodaj jajka i na końcu mąkę i sodę. Wymieszaj wszystko dokładnie, aż całość się połączy i zrobi się jedna masa. Teraz wsyp fistaszki. Znowu wymieszaj, żeby orzeszki weszły w masę. Odrywaj po kawałku ciasta i formuj w dłoniach kulki mniej więcej wielkości dużych orzechów włoskich. Takie kulki układaj na wyłożonej papierem do pieczenia blasze w odstępach minimum kilkucentymetrowych. Kiedy wszystkie kulki są już rozłożone, spłaszcz każdą dłonią. Ich kształt nie zmieni się po upieczeniu, więc jeśli chcesz mieć bardziej płaskie, rozgnieć je bardziej, jeśli chcesz kulki - zostaw kulki. Możesz też zrobić mniejsze, niekoniecznie tej wielkości. 
Piecz w temperaturze 200 stopni C przez 10-12 minut. Wyciąg z piekarnika i ostudź.





Szymon Hołownia, Ludzie na walizkach


Książka wydana dawno temu, dawno temu napisana. Jak na ruch książkowy, w którym zaczyna być jak w faktach o 19 albo wiadomościach półgodziny później: nowe wypiera stare i choć stare fajne, to już się tak o tym nie trąbi. Potrąbię sobie więc ja. Powolutku nadrabiam Hołownię, bo ogromnie go lubię czytać. A że jestem tą z osób, które oceniają, czy Hołownia  Ma Talent po felietonach pisanych dla newsweeka i jego autorskich programach, patrzę na niego trochę inaczej. Nie przez pryzmat rozrywkowy, raczej humorzasty. Humorzasty, czyli taki rozrywkowy w inny sposób - z dobrym poczuciem humoru, ale kiedy trzeba, z dobrym tekstem, myśleniem, mózgiem szybkokojarzącym.
Ale o książce. Zbiór rozmów z pacjentami, lekarzami, bliskimi ciężko chorych. Rozmowy bardzo trudne. Ruszają, kiedy się je czyta. A co dopiero, gdy się taką przeprowadza. Dodajcie sobie do tego sytuację, w której nagle, plum!, się znajdujecie i to wy opowiadacie o umieraniu. Swoim, na przykład. I nie przeszliście jeszcze etapu pogodzenia się z chorobą. Albo, chlup, teraz przeskakujecie do roli lekarza. Trzeba decydować czy ratować dziecko urodzone za wcześnie, w piątym miesiącu ciąży, czy nie. Bo ratuje się od 24. tygodnia, nie od 22. Bo w 22. dziecko nie ma nawet pęcherzyków płucnych, żeby oddychać - za dwa tygodnie już je ma. Albo pacjent, który nie oddycha, jego mózg umarł, ale serce bije. To co, utrzymywać przy życiu czy nie? A z dzieckiem, które urodziło się bez mózgu?
Taka mądra, krótka książka, która wchodzi w pamięć.

piątek, 5 listopada 2010

Ile cukru w cukrze?


I zaczęło się! Wydarzenie, na które co roku czeka się z zapartym tchem. Napięcie jak w wigilię co najmniej. Co roku drukuje się listę zaproszonych gości, autorów, pisarzy, zaznacza kolorami, że o tak, tak, TAK! na tego to muszę iść. W praktyce i tak przegapiam połowę spotkań, bo pięć minut przed końcem orientuje się na końcu hali, że no może akurat było podpisywanie książek na jej początku - a próbował się ktoś przepchać przez tłum rozentuzjazmowanych moli książkowych, które ciągną za sobą małe dzieciowe moliki? Przy czym każdy ma oczy w kształcie twardych okładek, na ramionach z jednej strony torbiszon z książkami, z drugiej jeszcze pusty płócienny flaczek pod tytułem "jestem ekologiczną torbą - lub mnie!" na doładowanie amunicji. A jak ktoś nałazi się i znajdzie fajna książkę, to nie pitoli się, żeby zająć jak najmniej miejsca i przytulić się do jakiegoś wolnego zakamarka, tylko buch, torby na dół, dziecko wypuszczone i dawaj, oglądamy na środku. A bo co w końcu, jesteśmy na targach książki, nie?
Kocham te cztery dni w roku, wszystko w nich kocham!


Lista książek bez których z targów jutro nie wyjdę:
  • Damian Strączek - I kto to papla? Nietypowy słownik języka dziecięcego
  • Woody Allen - Obrona szaleństwa (stare i cierpię z powodu braku)
  • Carlos Ruiz Zafon - Książę mgły
  • Szymon Hołownia - Bóg. Życie i twórczość
  • Peter Kreeft - Wszystko co chciałbyś wiedzieć o niebie, ale nie śniło ci się zapytać
  • Władysław Bartoszewski, Marek Edelman - I była dzielnica żydowska w Warszawie
  • Władysław Bartoszewski - Mój Auschwitz
  • Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora - Listy na wyczerpanym papierze
  • Roma Ligocka - Dziewczynka w czerwonym płaszczyku
i ciekawa jestem, co jeszcze chwycę w łapę.

A domowe smakowe cukry są fantastyczne! Aromatyczne, pachnące... Nie do dostania w żadnym sklepie. Do wypieków, do słodzenia herbaty (słabej czarnej cynamonowy, biała jest pyszna z kokosem). Ze smakowymi cukrami można zapiec jabłka w piekarniku. Wyobraźcie sobie, jakie cudowne rzeczy wyrabiają się wtedy w piekarniku. Albo posypać muffiny na wierzchu. Poezja. Taki cukier to skarb. 
Pierwszy, lawendowy, zrobiłam zainspirowana pomysłem Eweliny, reszta to moja inwencja twórcza.

Domowy cukier lawendowy:
  • 500 g cukru (może być drobny do wypieków, ale nie musi)
  • 6 łyżek suszonej lawendy
Lawendę (tylko bez gałązek!) wsyp do moździerza lub młynka do kawy, dodaj łyżkę cukru i zmiel na proszek. Do miski wsyp resztę cukru (czyli 500 g minus tę jedną łyżkę użytą do zmielenia z lawendą) i wymieszaj. Przesyp do słoika - wcześniej wyparzonego gorącą woda i dokładnie osuszonego. Zakręć, zostaw w świętym spokoju na parę dni. Przez ten czas aromat lawendy przeniknie przez cukier. Jest taki jak ma być po tygodniu.



A lawenda po zmieleniu z łyżką cukru wygląda tak:



Domowy cukier cynamonowy:
  • 500 g cukru (jak w poprzednim - może być drobny do wypieków, ale nie musi) - ja dałam biały, ale lepszy byłby brązowy
  • dwie łyżki zmielonego cynamonu
  • 4 średniej wielkości kawałki kory cynamonu
Zmielony cynamon wymieszaj z cukrem (jeśli możesz za pomocą młynka do kawy zmielić korę cynamonu to jest dopiero wypas). Do wyparzonego wcześniej i dokładnie wysuszonego słoika włóż kawałki kory cynamonu (w zależności od objętości słoików - na cały cukier masz 4 kawałki, więc jak zapakujesz cukier do dwóch słoików, użyj dwa kawałki na każdy słoik) i zasyp cukrem. Jak wyżej, niech leży tydzień, po otwarciu będzie pięknie pachniał.



Domowy cukier kokosowy:
  • 500 g cukru (jak w poprzednich - może być drobny do wypieków, ale nie musi)
  • 6 łyżek dobrej jakości wiórków kokosowych
Zmiel w młynku do kawy lub blenderze (możesz też rozgnieść w moździerzu, choć tej opcji nie polecam, szczególnie z ciemnym moździerzem, bo kokos może zrobić się ciemny: szaro-bury, od koloru moździerza) wiórki na jak najdrobniejsze cząstki. Nie musi to być supersproszkowane, chodzi o to, żeby z kokosu wydobyć jak najwięcej aromatu. Wymieszaj razem z cukrem. Całość przesypuj do porządnie wyparzonych i dokładnie osuszonych słoików. Zakręć, zostaw na tydzień w świętym spokoju. 


Następnym razem robię waniliowy i migdałowy. I własną mieszankę korzenną do pierników.



Zuza Ziomecka, z felietonów z Elle (pisałam już o nich przy okazji maczanek: klik!)

poniedziałek, 1 listopada 2010

Hej, babeczko! Niech będzie kolorowo


Nie, nie mam zmutowanych truskawek w ogrodzie, ba, nie mam żadnych truskawek w ogrodzie, bo i ogrodu nie posiadam. Maliny też nie w odmianie jesiennej. Robiłam te tarteletki w lipcu. Znalazłam je przed chwilą w pliku ze zdjęciami, kompletnie o nich zapomniałam. Takie były dobre, że ośrodek przyjemności w mózgu rozrósł mi się z radości i zablokował dopływ tlenu do tego od pamięci. A takie były dobre! Oczywiście, że można je robić nie tylko w lecie :) Truskawki i maliny trzeba tylko podmienić na coś sezonowego. Gruszki, czekolada, ostatnie śliwki zanim się do reszty pomarszczą i zostaną po nich pestki, winogrona przecież! Takie są teraz dobre. Albo dynia! Ooo, dynia na słodko. Wystarczy tylko przejść się na kleparz, plac, albo, jak w całej reszcie Polski poza Krakowem (bo Kraków oczywiście, że musi mieć swoją nazwę na wszystko), cywilizowanie na targ, porozglądać się, czego jest najwięcej (bo czego najwięcej i co polskie, to sezonowe i najlepsze, później nie będzie już okazji spróbować takiego dobrego) i to kupować. A jak ktoś ma własny kawałek ziemi z owocami - pielęgnować, chronić, wychwalać pod niebiosa - i jeść swoje, najpyszniejsze.

A kruchy migdałowy spód robi furorę.


Tartaletki na migdałowym spodzie z owocami

Składniki:
  • Ciasto: 250 g masła, 125 g cukru pudru, 2 żółtka, 375 g przesianej mąki pszennej, 100 g mielonych migdałów
  • Środek: tu można szaleć. Ja dałam zwykłą bitą śmietanę (to poszalałam): ubiłam 300 ml śmietanki kremówki (30% lub 36% na opakowaniu) na sztywno. Można też zrobić nadzienie z twarożku: trzeba wtedy wziąć 250 g sera białego, trzykrotnie mielony sprzedawany w wiaderkach będzie się do tego nadawał najlepiej, 1 łyżkę cukru pudru i 1 łyżeczkę skórki startej z cytryny. Plus owoce, to na samą górę.

Przygotowanie:
Masło i cukier włóż do miski i ubijaj, aż pojawi się piana i masa będzie puszysta. Wbij żółtka. Stopniowo dosypuj mąkę i zmielone migdały. Zagnieć gładkie ciasto. Schładzaj godzinę w lodówce. Możesz podzielić ciasto na części i każdą z nich rozwałkować w krążek, którym wyłożysz foremki. Ja wolę metodę mniej porządną. Odrywam kawałki ciasta z dużej kuli i formuje w dłoniach mniejszą kulkę, którą następnie układam na środku foremki i rozpłaszczając ją, wykładam brzegi i spód ciastem. Rękami.
Rozgrzej piekarnik do 190 stopni C. Na każdą foremkę połóż wycięty z pergaminu albo papieru do pieczenia krążek, obciąż fasolą albo grochem (a jak masz specjalne kulki do pieczenia, to już w ogóle zabawa na całego - ja ich nigdy nie kupowałam, używam tego samego groszku do obciążania i wymieniam co jakiś czas, po paru pieczeniach, na nowy, bo wielokrotnie pieczony traci trochę ze swojej masy podczas takiego suszenia w piekarniku). Piecz 15 minut. Wyjmij, usuń fasolę i pergamin (fasoli nie musisz wyrzucać – możesz ją w charakterze obciążnika wykorzystywać wiele razy - to, o czym mówiłam wcześniej). Wstaw do piekarnika jeszcze na 4-5 minut, już bez fasoli. Wyjmij, odstaw do wystygnięcia.
Powyjmuj ciastka z foremek.
Przygotuj nadzienie: jeśli robisz z bitą śmietana, po prostu ubij kremówkę na sztywno, bez dodatku cukru. Jeśli chcesz opcję z twarożkiem, zmieszaj go ze skórką cytrynową (najpierw dobrze wyparz cytrynę, inaczej będzie gorzka!). Ścieraj na najdrobniejszych oczkach tarki tylko żółtą warstwę – to w niej zawiera się aromat, biała jest gorzka. Dodaj cukier. Wymieszaj wszystko i rozkładaj na ciastkach. Na wierzchu poukładaj owoce. Możesz delikatne zalać wszystko odrobina galaretki. Ja tak zrobiłam na jednej tartaletce. Nie dla mnie, bo ja galaretek nie lubię, ale lubią inni :)




Barbara Popławska, Coaching duszy (o książce pisałam już tu: klik)

A właśnie że wiem. I śpię. I jem dobrze. A ostatnio nawet inaczej, podpatruję, podczytuję, uczę się, pomyśluję sobie, rozmawiam. I mam czas dla siebie, na swoje rzeczy, te najważniejsze i najbardziej chciane. O, i doskonale wiem, czego chcę.
Za dużo tych i.
Wszystko jest pozytywne, miłe, kolorowe, ładnie pachnie, ładnie się zapowiada i jest takie moje.
:)

sobota, 30 października 2010

Ciasteczka z orzeszków z dobrociami


I co. I nic. Pan czyściciel pieców pobił dziś rekord wszystkich kontrolerów gazomierzy, hydraulików, robotników, wszystkich złotych rączek, które przewinęły się przez mój dom. Od poniedziałku do piątku mam na klatce remont - start koncertu z wiertarką o 8 rano. Już prawie odruchową sięgam po stopery i wpycham je sobie w uszy, bo bez nich mózg mi lata w głowie. W rytm symfonii wierteł i młotków. Ale ale. Słowo się rzekło, rekord został pobity. Dziś, godzina szósta, minut 10, puk puk puk (dzięki bogu, że nie mam dzwonka z którąś z melodii a'la jesteśmy w lesie i ptaszek mi trymboli na wysokich tonach nad uchem). Dzień dobry, przyszedłem wyczyścić piec. Dzień dobry, śpię. 

Zobaczyłam to ostatnio w księgarniach i prawie oszalałam ze szczęścia. Skakałam wokół półki jak potłuczona, żeby sprawdzić, ile tego jest. Znacie to? Kiedy w pewnym momencie orientujecie się, że jesteście tak podekscytowani, że aż trochę aspołeczni? Ale, och, nieważne! Bo są!!


A historia jest taka, że będąc w tym roku we Francji, jak tylko zobaczyłam francuską serię tych książek, byłam zachwycona przez resztę mojego romansu z Paryżem. I pierwsza myśl: no mówiłam, że w Polsce nie ma takich książek! A tu proszę, jest. Bardzo okrojona, o połowę chudsza, a cena prawie taka sama. No ale jest, tak? W oryginale ta seria nazywa się Mon course de cuisine. Cała wyjątkowość tej książki polega na tym, że główna rolę grają zdjęcia. Tekst jest dodatkiem. Żeby upewnić się co do proporcji. Można spokojnie gotować opierając się tylko na obrazkach. I to na jakich... Aj. Romans z Francją tylko nabrał wypieków.


Co do tego wszystkiego mają ciasteczka? Właściwie nic. A czy zawsze muszą? :) Szukałam przepisu na ciasteczka, w których nie byłoby glutenu. A że moja wiedza na ten temat sprowadzała się do tego, że a i owszem, jest coś takiego jak dieta bezglutenowa, tylko w czym ten gluten jest, poszukałam. Poszperałam, przeczytałam i już wiem. I wyszło z orzeszkami. A raczej z orzeszków. Bez mąki. Za to z dwoma szklankami dobroci. Zielonych i czerwonych. Pestek dyni i żurawiny. Przydałoby się jeszcze żółte i byłaby złota polska jesień.
Bo w ogóle jesień mamy w tym roku fajną.


Inspiracja tym przepisem ze zmianami własnymi.

Składniki:
  • 130g mielonych migdałów (około 1 szklanki)*
  • 60g miękkiego masła
  • 40g cukru trzcinowego - możesz zastąpić 2 łyżkami dobrego miodu lub, jeśli lubisz słodsze ciasteczka, dodać oprócz cukru (lub tych dwóch łyżek miodu) jeszcze łyżkę miodu - bo ciasteczka nie dorównują słodkością na przykład krówkom. Są słodkie, ale bez przesady - to bakalie robią je słodkie.
  • 1 małe jajko
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki sody lub proszku do pieczenia
  • przyprawy korzenne - jakie dusza zapragnie: ja dałam trzy łyżeczki przyprawy do pierników (to jest mieszanka zmielonego cynamonu, kardamonu, goździków, pieprzu)
  • 2 szklanki różnych dobroci**
* mielone migdały można zastąpić częściowo lub w całości innymi mielonymi orzechami albo mąką. Możesz zmielić migdały samemu z blenderze lub młynku - bez obierania, ze skórką. Albo możesz kupić mączkę migdałową, czyli gotowe zmielone i zapakowane migdały w sklepie.
** w skład dobroci mogą wejść grubo posiekane orzechy różne (ja dałam szklankę migdałów, nieobranych), żurawina, kawałki czekolady, rodzynki, pestki dyni, słonecznika, skórka cytrynowa, pomarańczowa, imbir kandyzowany, inne owoce suszone - rozrzut możliwości jest ogromny. Ja dałam szklankę posiekanych migdałów i dryga szklankę z wymieszanymi pestkami dyni i suszoną żurawiną. Jeśli dodajesz bardzo słodkie dobrocie, możesz dodać do ciasta trochę mniej cukru.


Przygotowanie:
Rozgrzej piekarnik do temperatury 180°C. 3 blachy wyłożyć pergaminem lub matą żaroodporną. Mielone migdały, sól, proszek do pieczenia, przyprawy i różne dobre rzeczy wsyp do miski, wymieszaj i odstaw. Masło utrzyj z cukrem i jajkiem na puszystą masę. Wsyp pozostałe składniki i wymieszać dokładnie łyżką. Zwilż dłonie w zimnej wodzie i odrywaj z ciasta małe kleksy. Możesz robić z nich kulki, a możesz po prostu układać takie ciapki blasze wyłożonej wcześniej papierem do pieczenia, w odstępach minimum 2 cm. Wstaw do piekarnika na około 10 minut. Po wyciągnięciu z piekarnika ciasteczka będą miękkie, dlatego musisz je przez chwilę wystudzić i dopiero zjadać.



Woody Allen, Czysta Anarchia


Podążaj za białym królikiem, czyli tytuł jest wskazówką. Lepiej tej książki nie można było nazwać. Choć jak się patrzę na to, co Allen wyprawia ze słowami i jakie historie tworzy w swojej głowie, to właściwie wszystkie książki sobie trafnie nazywa. Skutki uboczne, Obrona szaleństwa... Jak się bierze za Allena, to z góry trzeba przyjąć jedno: że to będzie zabawa na najwyższym, nierealnym poziomie. Wyobraźni, śmiechu, intelektu. Wszystko tam jest. A jeszcze przed przyjęciem tego, trzeba przyjąć, że przyjmowanie czegokolwiek generalnie się w tym przypadku nie sprawdza.

środa, 27 października 2010

Chocolate Chip Cookies


Przywiozłam sobie z Londynu książkę kupiona za grosze jakieś, wyszperaną niedaleko National Gallery w antykwariacie (o tak, w Oxfamie, którego kocham miłością ponadczasową i ponadgraniczną  - jak wyguglujecie sobie "Oxfam", wyskoczy pierwszy na górze). Książka ma tytuł jak stąd do Gdańska: Chocolate. W książce o czekoladzie można napisać wszystko: jak czekolada rośnie, o pardon, kakao jak rośnie, czekolad rodzaje, można też pisać o czekoladowych groszkach, czekoladowych zającach, podjadaniu czekolady, czekouzależnieniu, o wszystkim można, byle było brązowe, prostokątne i podzielone na małe kostki. A ta jest o całym zwierzyńcu, zaczynając od niebieskich hipopotamów czatujących na podkradnięcie komukolwiek tabliczki, rozanielonej krowie na czekoladowym haju, waniliowo charakternym indyku, który chodzi za hipkami jak upierdliwy pan ochroniarz w ekskluzywnym sklepie 1500+ za skarpetki i jest żywym alarmem na potencjalnych wyjadaczy. Jest też świnka, która ma brzuszek (no jak to świnka - widział ktoś świnię w wersji fit?) i pakuje w ten brzuszek ile wlezie. 


Nie ma książki o czekoladzie bez przepisu z czekoladą, więc w towarzystwie świnki-wyżeraczki zrobiłam CCC - Chocolate Chip Cookies. Zabrałam się do pieczenia zanim popatrzyłam, że temperatura w farenheitach i gdzieś w środku strony mi śmiga 6 uncji. Lenistwo to moja mocna strona (panie spraw, żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce), gdzie tam będę szukać w internecie tabelki z przelicznikiem stopni F na C. Otworzyłam pierwszą lepszą książkę z przepisami na muffiny, wyczytałam, że 170 C, coś mi się to średnio zgadzało, to nastawiłam an 190 stopni. Zgadzało mi się faktycznie średnio, bo robiłam ciasteczka, a nie muffiny. Pochlastało mi się, ale temperaturę wybrałam idealną. To się ładnie nazywa: na oko
Angielski jest fajny. Jedno słowo mi się spodobało, drugie rozśmieszyło. Mądre słówko do zapamiętania to cream, w sensie nie że krem, ale że weź zmiksuj na krem. A drugie samo się zapamiętało, bo fajne. Trzeba cream together until  fluffy. Fluffy! Jakie cud-określenie!



Chocolate Chip Cookies
Przepis zmieniony na moje z Chocolate, The Consuming Passion (co anglicy mają z tymi dużymi literami, że każdy wyraz musi się nimi zaczynać?!) Sandry Boynton. Tłumaczenie moje.

Składniki:
  • 3/4 szklanki masła
  • 3/4 szklanki brązowego cukru (demerary)*
  • 1/4 szklanki brązowego cukru, ale ciemnego (muscodavo)*
  • 1 jajko
  • 1 i 1/3 szklanki mąki pełnoziarnistej (bez problemu do kupienia - ja użyłam pełnoziarnistej żytniej razowej, ale zwykła pszenna, byle pelnoziarnista, jak najbardziej się nada)
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • czekolady - dużo. W przepisie było 6 uncji. Ja nie mam zielonego pojęcia ile to jest jedna uncja, więc wsypałam na oko: tyle, żeby było dobrze i dużo. Jakbym miała to zamknąć w jakiejś mierze, to tak jedna szklanka? Ja dałam trochę białej, trochę gorzkiej i dużo czekogroszków. Możecie tu z rodzajami czekolady dowolnie kombinować.
* - moja uwaga: ja użyłam tylko 3/4 szklanki cukru kokosowego zamiast obu brązowych - trzeba posiekać w blenderze brązowy (albo zwykły) cukier z płatkami kokosowymi, przesypać do słoika, szczelnie zamknąć i odstawić na kilka dni. Po otwarciu z tego słoika tak cudownie pachnie kokosem, że co najmniej jakby się było w tropikach pod palemką. Jeśli nie masz cukru kokosowego albo nie chce Ci się go robić - daj brązowy. Ja jednak zakochałam się w kokosowym (o, a przepis na niego podam za niedługo)






Przygotowanie:
Nagrzej piekarnik do 190 stopni C. Ubij masło z cukrem na lekką i puszystą (fluffy w oryginale) masę. Wbij jajko i "dobij" je do masy (czyli ubij tak, żeby wszystko nadal było fluffy). Dosyp mąkę, proszek do pieczenia i całą czekoladę. W tym momencie następuje tradycyjne sprawdzanie smaku przed pieczeniem:


Jeśli ciasto zda egzamin, z reszty, która została w misce formuj dłońmi (najlepiej przechodzi patent ze zwilżonymi zimną wodą - masa nie klei się do rak, a ciasteczka na tym nie ucierpią) na małe kulki, mniej więcej wielkości orzecha włoskiego i układaj na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Układaj kuleczki z minimum 2,5-centymetrowych odstępach, bo lekko rozjeżdżają się na boki podczas pieczenia. Nie tracą jednak swojego kształtu (więc jak zrobisz im wicherki na czubku, to będą z wicherkiem i po upieczeniu). Piecz przez 10 minut. Po wyjęciu mogą być miękkie, jeśli dotkniesz je palcem, ale w 3 minuty stwardnieją na kruche ciasteczka.






Sandra Boynton, Chocolate - The Consuming Passion

O książce wyjątkowo napisałam wcześniej - idź do początku wpisu :)
Related Posts with Thumbnails