• RSS

wtorek, 21 września 2010

Baletki


Wróciłam już po raz nie wiem który tego lata. Z miejsca ukochanego. To brzmi na wskroś banalnie, ale tak: Paryż. Bo Paryż to nie tylko Eiffela, Luwr, Wersal. Nie. Paryż magiczny jest, Montmartre jest magiczny i kto był w Paryżu, a nie był na Montmartrze, ten nie był w Paryżu w ogóle. Francuzi, dając wyraz swojemu uwielbieniu dla ślimaków, nawet stolicę zbudowali na wzór ogromnego płaza. Patrząc na mapę, dzielnice układają się w kształt skorupy - od pierwszej, mniej więcej na środku mapy, tam gdzie jest Luwr, druga zaraz nad nią, trzecia po prawej, czwarta - trochę na dół i - zawijamy! Piąta w lewo, szósta trochę na górę... I tak w kółko. I to mnie zaskakuje, że każda dzielnica jest inna. Mi przyszło w tym roku mieszkać w Marais. Przypadkiem po powrocie dowiedziałam się, że to słowo oznacza po francusku nic innego, jak "błota". Paryż europejską stolica romantyzmu.
Ciekawe, czy mają w miejską urbanistykę wkomponowaną żabę i omleta.

 

Jestem mistrzem w robieniu z lekkiego bagażu nadbagażu. Dwa, cztery, sześć, osiem, dziesięć, ba! nawet jedenaście - dowolną liczbę kilogramów, parzystą czy nieparzystą, jestem w stanie wepchać do torby. Yes, we can!
A co by nie. Skupiłam się na książkach kucharskich, bo słownictwo w tym zakresie mam opanowane, w przeciwieństwie do ambitniejszych wynurzeń pod tytułem wpływ zmiany światełek na wieży Eiffela z migających niebieskich na pulsujące zielone na obecną sytuację gospodarcza świata. Zakład, że 3/4 Francuzów naprawdę nie miałoby z tym problemu. W bardzo (BARDZO) życiowych sytuacjach też się porozumiem. Problem zaczyna się, gdy sprzedawca w sklepie, zamiast podążać moim tokiem myślenia i pożegnać mnie według schematu: "merci-au revoir" zaczyna dopytywać czy czegoś jeszcze bym nie chciała i ładną pogodę dzisiaj mamy, n'est pas? Och tak, "spa".



Monotonnie kocham Paryż, kocham francuskie książki kucharskie, kocham francuskie jedzenie, paryskie dachy, parki, pola marsowe przed wieżą eiffela, na których ludzie rozwalają się z kocem, szampanem i bagietką, żeby porobić nic gapiąc się na wszystko dookoła. Tak! I książki za grosze, powtykane w wielkie kosze stojące przed księgarniami w dzielnicy studenckiej (już wiadomo, czemu takie tanie - student skseruje, przepisze, pożyczy, nauczy się na pamięć, ale no way, nie kupi książki po pełnej cenie). Za żadną z książek   poniżej, oprócz dwóch ostatnich, nie dałam więcej niż 1,50 euro. Mówiłam, kocham Paryż.


Mam. Znalazłam. U Magdy. Rewelacyjny przepis na baletki, które mnie fascynowały od dawna. Wbiło mi się jakoś w głowę, że to ciasteczka kruche, nie biszkoptowe, przełożone dżemem. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że to ciasteczka, które bynajmniej kruchych nie przypominają, za to są leciutkie jak chmurka, miękkie i puszyste. Ale dobra - przepis mówi, że porządnie ubijamy białka z cukrem - no to bijemy. Pach pach pach, zrobione. Żółtka - wbite. Gdzie jest łopatka? Hej, no gdzie jest łopatka?! Alarm. Ok, jest, zakopała się w szufladzie. Koniec alarmu. Wymieszane. Mąka dosypana, wszystko razem wymemłane, do woreczka, ciach, uciąć róg i wyciskamy. Chlup, posypać makiem i do piekarnika. 
Uwielbiam zapach pieczonego biszkoptu... Uwielbiam po prostu.


Składniki:


  • 3 jajka 
  • 8 lyżek cukru pudru
  • 1/2 szklanki mąki pszennej, przesianej przez sitko celem napowietrzenia
  • mak do posypania
  • marmolada lub dżem do przełożenia - najlepiej gęsty
Przygotowanie:
Rozdzielić żółtka od białek. Ubić białka na sztywno, a jak już będą ubite, dodajemy stopniowo po 1 łyżce cukru - za każdym razem miksując. Dodać żółtka. Delikatnie wmieszać mąkę tak, aby ciasto nie straciło puszystości. 
Przekładamy masę do rękawa cukierniczego (jeśli nie mamy można włożyć do torebki i uciąć jej róg - mi zawsze służą niezawodne woreczki foliowe, w oryginale przeznaczone do pakowania śniadania, ale w cudowny sposób nadające się do wszystkiego innego). Wyciskamy na papier do pieczenia nieduże krążki, zostawiając małe odstępy.
Posypujemy makiem. Pieczemy w 180 stopniach przez 10 minut. UWAGA! ciastka nie powinny leżeć na blasze i czekać na nagrzanie się piekarnika, ponieważ.mogą opaść (ja nie zauważyłam takiej zależności - moje leżały 20 minut na ciepłym piekarniku i nic im się nie stało - ale jak nie musicie, nie ryzykujcie). Wkładamy je po wyciśnięciu odrazu do piekarnika.







Miesięcznik Zwierciadło



Numer zapewne któryś z 2010 roku, chwycone w biegu i tak tez usiłuję przypomnieć sobie, który to mógł być numer... Nie mam pojęcia, w którym miesięczniku się zaczęło, ale kiedy jeden wpadł na pomysł rozpoczynania numeru cytatem (no dobra, mówmy personalnie - Zwierciadło), drugi - żeby nie było, że zrzyna - cytatem kończy (Pani). Albo na odwrót, zależy który wpadł na ten cudownie prosty pomysł wcześniej. Jeden wprowadza w podniosły nastrój, mówiąc: och, jakim jesteśmy ambitnym i ceniącym wartości ducha, nie ciała, drugi natomiast puszcza oczko, wesoło kończy, ale, drogi czytelniku, na deser masz tu mały bonus. 
Co wcale, jakby się zastanowić, nie jest takie głupie. Gazeta jest zadowolona, czytelniczki też, full service szczęścia, a moje nożyczki mają co wycinać.

46 komentarze:

gosiaa99 pisze...

Jeszcze nie robilam tych ciasteczek, ale mam je w planach..a narazie czestuje sie jedna;)

Kuchareczka pisze...

ja mialam je w planach od dawna, a jak zrobilam! oj, jak zrobilam -to: ja chce jeszcze raz! :)

abbra pisze...

Bardzo lubię baletki ! Czy jak ściągnę kilka z talerzyka , to ktoś zauważy ? ;)))

Może wreszcie się zbiorę w sobie i je upiekę, bo na liście "do zrobienia" są już od dawna :)

asieja pisze...

lubię, gdy wracasz i gdy jesteś tu
i gdy częstujesz nas słowami i ciasteczkami
chyba nigdy nie jadłam baletek, ale ten biszkoptowy zapach.. to brzmi bardzo zachęcająco, Asiu

Kuchareczka pisze...

asiejko, ja też lubię. wracanie ma w sobie cos magicznego, że aż chce się stanac, zatarasować sobą przestrzeń i obwieścić całemu światu, że oto wróciłam i się cieszę :)

abbro - ach, możemy sie umówić, że nikt nie zauważy ;)

poswix pisze...

1,50 euro? Ach, ja chce na zachód. Zdecydowanie! :-)

Tre tre* cudne baletki! :-)

*ach ten mój łamany francuski. ;-)

milk_chocolate84 pisze...

piekłam :) Są pyszne :)

ajlowiuuu pisze...

Właśnie wczoraj spytałam męża czy nie polecielibyśmy do Paryża na Walentynki...tak mi się marzy...cudny czas miałaś :) a teraz jaki smakowity ;) i słodki.

Panna Malwinna pisze...

nigdy nie byłam w Paryżu. może kiedyś będzie i ku temu okazja;) miałam tę przyjemność przez 4 lata uczyć się francuskiego (choć mój akcent woła o pomstę do Boga)
cudne słodkości przygotowałaś;)

Kaś pisze...

byłam w Paryżu, byłam na Montmartre, ale nadal czuję niedosyt i marzę bym tam wrócić
ciasteczka wyszły idealne

Maddie pisze...

Moja 'dziewicza' wyprawa do Paryża już w tą sobotę.Ucieszyłam się więc z tematu notki :)
Mogłabyś zdradzić, gdzie upolowałaś te książki? Lub jakie księgarnie polecasz? :)
Obym nie musiała wdawać się w dyskusję ze sprzedawcą,bo nieznajomość języka zawsze mnie peszy :D
Baletki,to nie mój 'smak'. Chociaż te domowe na pewno o niebo lepsze od 'sklepowych', więc może i kiedyś wypróbuje przepis :)

kabamaiga pisze...

Prawie jak makaroniki :)

Justin&Dorothy pisze...

Robiłyśmy już baletki. Są bardzo pyszne... Bardzo delikatne, można je jeść bez końca:-)

Kuchareczka pisze...

malwinko- och, ja tez! co prawda przez dwa lata i trzeci w kratkę, ale we francuskim języku jestem zakochana, w jego brzmieniu... och i ach! :)
karolino - no, prawie ;) tyle, że mięciutkie
maddie - jasne! jesli lecisz w tą sobotę, to w nastepnym wpisie walnę listę księgarni w paryżu, bo musze je zebrac po mapie - znam je na pamięć w paryzu, ale adresami dla ciebie byloby prościej. Nowy wpis z ciasteczkami będzie najpozniej pojutrze i tam tez dodam moje paryskie ksiegarnie :) a co do sprzedawców - oni wszyscy mowia po angielsku na tyle, ze sie dogadasz :)
Kaś - ja niedosyp czuje co roku...:)
Zakochana dziewczyno, paryż musi być cudowny w lutym... zupelnie inny, ciekawy. No i walentynki... Idelane miejsce :)
poswix - TAK! 1,50 :D za dwie ksiazki dałam po 50 centów, za dwie inne euro. Takie sa paryskie ksiegarnie w dzielnicy lacinskiej, vive la france!

Kuchareczka pisze...

justin i dorothy - prawda? wciagają!

Paulina J. pisze...

Kuchareczko, wybornie się Ciebie czyta. A czy Ty nie zanadto szalejesz po tym świecie?:) Zazdroszczę Ci tego nadbagażu.

Baletki robi się tak prosto? Myślałam, że te małe biszkopciki to nie lada wyczyn, a tu proszę, szast-prast i są. Wolę sobie nie wyobrażać jak pachną! Uściski.

amarantka pisze...

Kuchareczko, poczułam się skuszona Twoim Paryżem bardzo. Zwłaszcza tymi książkami za bezcen prawie.
Ja na razie Paryż tylko przelotem, nigdy na dłużej i zaczynam bardzo żałować, że jeszcze nigdy się nie zdarzyło, że spędziłam tam więcej niż pół dnia.
Baletek też jeszcze nie robiłam... oj ile do nadrobienia jeszcze przede mną... ech...

olivia pisze...

Baletki planuję już od dawna więc już niedługo już tuż tuż :)
Podróży to wręcz zazdroszczę ;) no i tych zakupów :)
pozdrowionka :)

Kuchareczka pisze...

paulino - nie, nie szaleje za bardzo :) Obiecałam sobie dawno temu, że niczego w zyciu nei zaprzepaszcze i to jest realizacja mojego planu na życie :)
amarantko - ja cię chętnie moge jeszcze pokusić na paryż! ;)
olivko - i ja planowałam! aż przyszedl ten wspanialy czas, kiedy się wreszcie skusiłam - i mogę pokisic także ciebie, żebys zrobiła, będziesz zachwycona.

ewelajna pisze...

Kuchareczko, strzelasz słowami i radością...!!! Paryża doświadczyłam kilka lat temu, ale teraz wybrałabym się tam bardziej świadomie:).A ciasteczka chodzą za mną juz od dawna, ale to jeszcze nie ich czas... W każdym razie urocze:)

ewelajna pisze...

A i gdzieś... przeczytałam, ze Pani, Pani Kuchareczko, Urodziny dziś obchodzi:). Zatem sto lat i spełnienia... życzę! Pozdrawiam ciepło:)

Kuchareczka pisze...

ach, o jejku jejku, dziekuje, to ogromnie mile :)

Zaytoon pisze...

Kuchareczko, niesamowicie fascynujące są te Twoje podróże. Sama chętnie pojeździłabym tak po świecie, wracając obładowana książkami... Cudnie.

I baletki cudne też. Pierwszy raz je widzę na oczy, ale niesamowicie mi się podobają.

Pozdrawiam! :)

Maddie pisze...

Więc z niecierpliwością 3latka czekam na notkę z adresami księgarni. :) I tak oto moja lista miejsc,które mam odwiedzić zaczyna przypominać rolkę papieru toaletowego :)
Przyłączam się do życzeń. Przyjemnego świętowania:)

Kuchareczka pisze...

maddie - dziekuje! :) jutro, najpozniej pojutrze powinna byc lista :)

Nusia pisze...

ah, uwielbiam te ciasteczka! muszę koniecznie zrobić!;) ile ciasteczek wychodzi z przepisu ?

Kuchareczka pisze...

nusiu, jedna cała blacha i 1/3 drugiej, czyli po sklejeniu baletek po dwie wychodzi jakies 40 niewielkich ciasteczek z dżemem.

basia pisze...

Asiu-jak najwiecej bajkowych podrozy i spelnienia najbardziej niesamowitych marzen-bo one z reguly są niesamowite...a Patryka swietujemy na wyspie,pamietaj bo czekamy na Ciebie! pyszne ciacha i piękny Paryz

Amber pisze...

Podzielam Twoją miłość do Paryża.Wszystko co francuskie jest mi bliskie,bo związane rodzinnie...
A te balteki po prostu cudowne!Naprawdę fantastyczne!
Pozdrawiam.

kasia pisze...

sliczne ciasteczka. Sa takie kuchareczkowe. Sliczne to jest dobre slowo. Albo urokliwe.

betkap pisze...

O matko! Za każdym razem jak tu zaglądam to ślinka mi cieknie. Podziwiam wszystkich co potrafią piec. Wszystkiego naj w tym szczególnym dniu! :)

majana pisze...

Kuchareczko Uśmiechnięta, zyczę CI raz jeszcze wszystkiego co najlepsze, spełnienia marzeń, uśmiechów tysiące :))
Jesteś takim fajnym, uśmiechniętym promyczkiem:))

Baletki wyglądają uroczo, bardzo lubię te ciasteczka, nie jadłam ich wieki, a sama jeszcze nigdy nie robiłam. Powinnam,bo synek je lubi:)
I fajnie piszesz o Paryżu:) Nigdy nie byłam, a bardzo bym chciała:)
Uściski:*

Wojownicza Wiewióra pisze...

Uwielbiam takie ciasteczka :)
Paryż też... niestety byłam w nim na zorganizowanej wycieczce ale i tak był cudowny, szczególnie tego dnia gdy szwendaliśmy się bez przewodnika :)

cukrowa wróżka pisze...

baletki to baletki - lekkie i zwiewne!
zazdroszczę książki "best of chocolat". Tytuł brzmi zachęcająco (jakby inaczej , jeśli jest w nim czekolada..)piekłaś coś z niej?:)

Kuchareczka pisze...

wrozko - jeszcze nie, nie zdazylam. Do mojego domu wjechal wlasnie nowy regal, pojutrze bede go skladac, a poki co ksiazki leza w pudlach gotowe do przenosin na nowy, wiekszy regał i nie mam ksiazki jak odgrzebac. Na szczescie ten stan tylko do czwartku :)
wiewiórko - hehe, przewodnik twój wróg! dlatego ja nie lubię jezdzić zorganizowanie. Raz w życiu byłam i nigdy wiecej :)
betkap i majanko - dzieki dziewczyny! majanko - strasznie urokliwe zyecznia, dziekuje ci pieknie :)
amber - och, prawda? francja jest cudowna i wsztystko co francuskie tez! :)
basiu - och, wrocilam, i nigdzie sie juz nie ruszam :) a o patryku pamiętam. Tylko kiedy, na wiosnę? Bardzo bym chciala zobaczyc swietującą irlandie :)

Paula pisze...

wyglądają bardzo delikatnie i te biszkopciki są takie puszyste i mięciutkie :) na prawdę mam na nie ochotę :)

Justyna pisze...

wspaniałe, zapisuje przepis!

asia pisze...

Oj bardzo mięciutkie one są!

dorota20w pisze...

mój mąz uwielbia takie ciasteczka
może mu upiekę :)

aga pisze...

wygladaja bardzo ladnie:) takie puszyste i mieciutkie sa te biszkopciki, cudowne:)

Kuchareczka pisze...

dorotka - piecz, piecz! :) u mnie wszyscy byli nimi zachwyceni!

ilka_86 pisze...

piękne, pyszne biszkopciki!:) również mam zapisany ten przepis i czeka w kolejce do wypróbowania:) śliczne zdjęcia:)) i bardzo apetyczne

Joanna pisze...

Jak ja lubię takie ciastka...a nigdy nie pomyślałam, żeby je zrobić

Kuchareczka pisze...

och, u mnie tez czekal zapisanyw kolejce i wlasnie prrzyszla na niego pora :)

Anonimowy pisze...

Zrobiłam dziś te ciacha :) jestem fanką prostych słodkości w postaci ciastek z marmoladą :) wyszły przepyszne !!! i juz ich nie ma :P.Jednak mam małe pytanko,ponieważ one mi po wystygnięcu zrobiły się miękkie,lepiły się z zewnątrz i od spodu.Czy to wina wilgotnego powietrza? za krótko je piekłam? a na prawdę piękniesię zrumieniły i na świezo były chrupiące.Prosze o radę jak je przechowywac na drugi dzień :),POLECAM! Mnie ciasteczek wyszły pełne 2 blachy :).oczywiscie do pieczenia.

Asia (kuchareczka) pisze...

A czy zostawiłaś je na blacie/stole bez przykrycia? Po upieczeniu powinny sie wystudzić i nie wolno ich niczym przykrywać ani wkładać do puszki :)

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails