• RSS

środa, 9 listopada 2011

Śniadanko?


Telewizor mi wczoraj rano obwieścił radosną nowinę - mamy pierwszy Dzień Zdrowego Śniadania! Nie wiem kto wpadł na ten pomysł, ale przyklaskuję mądrym głowom, które postanowiły go obchodzić (dzień obchodzić, nie pomysł). Wiadomo, że ludzie dzielą się na kilka grup (np. ci, którzy lubią rodzynki w cieście i ci, którzy je metodycznie wydłubują). W temacie śniadań są więc ci, którzy nie wyobrażają sobie wyjścia z domu bez śniadania i ci, którzy w biegu pochłaniają kawę i ciacho.

Jestem zdecydowanie pierwszogrupowa. A wy jak macie? Ja bez śniadania jestem chora - na ciele i na umyśle. Brzuch grymasi burczeniem, ziewam na potęgę i chodzę naburmuszona, z jedną myślą wbitą w głowę: gdzie moje śniadanie!

W temacie zdrowych śniadań. Poleciałam rano po chleb ze słonecznika (nie słonecznikowy, nie ze słonecznikiem - on jest ZROBIONY ze słonecznika, z dodatkiem mąki - cudo!). Mam ostatnio niesłabnącą potrzebę wyjadania wszelkich zapasów, które zrobiłam sobie na zimę. I najlepiej, żeby były czekoladowe.
A więc czekośliwka. Jakiś czas temu już robiłam jedną wersję (przepis tutaj), teraz zapakowałam w słoiki drugą. Jeszcze bardziej czekoladową i z orzechami, których nie było poprzednio. Efekt jest taki, że z kilkunastu słoików czekośliwki na zimę nie został mi ani jeden. Ten ze zdjęcia jest ostatni. Był.

I chyba nie mogę robić takiej czekośliwki w dużych słoikach, bo cierpliwie wyjadam łyżeczką całość na raz. Moją jednostką nie jest jej ilość na kromce albo liczba łyżek, tylko słoik. Cały słoik idzie na raz. Nieważne, duży czy mały. Jestem w stanie pochłonąć każdy. Bo tak jest pyszny!

(pardonemła za Naomi Klein, nie mam zamiaru o niej pisać, po prostu aktualnie ją czytam)

Czekośliwka w wersji dla czekoladoholików
(i z orzechami)

Składniki:
  • 1 kg śliwek - umytych i wypestkowanych
  • 1/2 łyżeczki zmielonego cynamonu
  • 5 tabliczek dobrej gorzkiej lub deserowej czekolady
  • 1 tabliczka mlecznej czekolady
  • 350-450 g cukru (w zależności od ilości cukru - czekośliwka wyjdzie mniej lub bardziej słodka)
  • 4 kopiate łyżki kakao
  • orzechy, najlepiej włoskie albo fistaszki, bardzo drobno posiekane (1 szklanka)
Przygotowanie:
Śliwki umyj, wypestkuj, zasyp cukrem (możesz użyć zamrożonych). Postaw na małym ogniu i gotuj, aż cukier zacznie się topić, a śliwki puszczą sok. Wszystko rób na otwartym garnku, bez przykrywki. Kiedy dżem zacznie bulgotać, dodaj cynamon, kakao i czekoladę. Poczekaj, aż czekolada się rozpuści. Dodaj orzechy. Od tej pory gotuj około 20-30 minut, co chwilę mieszając w garnku drewnianą łyżką, żeby czekośliwka się nie przypaliła. Słoiki i nakrętki dokładnie wyparz, osusz i kiedy dżem będzie gotowy, nakładaj go chochelką albo dużą łyżką do słoików. Dobrze pozakręcaj, postaw do góry nogami wszystkie słoiki i w takiej pozycji mają stać, dopóki nie ostygną.

A dzisiejsze zdrowe śniadanie? Wspomniany chleb ze słonecznika, czekośliwka z orzechami i kawałki migdałów na wierzch. Miodzio.

Magdalena Grzebałtowska - Ksiądz Paradoks. Biografia Jana Twardowskiego
 
Paradoksów jest kilka. Pierwszym jest to, że sięgnęłam po biografię. Znowu. Mimo zarzekania się, że już nigdy, że a fe, że czytanie o cudzym życiu jest nudne. Żeby nie było - nadal tak twierdzę, zdania nie zmieniłam. Na ten jeden raz zrobiłam tylko subtelny wyjątek. W zasadzie nie wiem czemu. Nie czytałam wcześniej Grzebałtowskiej, nie wiedziałam, jak pisze. Ksiądz Twardowski - ok, znam, kojarzę, ale też bez wielkich szaleństw. Chociaż?... No właśnie. Znam, kojarzę, ale może wypadałoby jakoś bardziej, lepiej, więcej wiedzieć? 
Biografia mnie rozczarowała. I dzięki Bogu, że tak się stało. Bo jest świetna, zupełnie nie taka, jakiej się spodziewałam. Brałam do ręki biografię jakich wiele, książkę o czyimś życiu napisaną na zasadzie "urodził się na początku wieku, był dobrym uczniem, a potem poszedł do seminarium i przez resztę życia był księdzem. Amen", a po pierwszych stronach wiedziałam już, że ani nie będzie szkolnogrzecznie (już raczej grzesznie niż grzecznie), ani tym bardziej dewotkowo i w anielskich tonach niedzielnego kazania. Kiedy już na początku książki okazało się, że nie wiadomo nawet, w którym dokładnie roku Twardowski się urodził, bo sam wpędzał dziennikarzy i każdego, z kim rozmawiał, w błąd, zmyślając na potęgę i podając jednemu inną datę, a drugiemu inną, już wtedy poczułam, że nie trzeba mnie będzie długo przekonywać do zmiany zdania. Ksiądz Twardowski był niepoprawny politycznie. I kościelnie też. Uwielbiał dzieci, a te przepadały za nim i lgnęły do niego. Rysowały mu biedronki, malowały kredkami na jego zabytkowym kaflowym piecu, śmiały się z nim i słuchały go wpatrzone jak w obrazek. A on był najcierpliwszym księdzem na świecie, nie tylko w stosunku do dzieci, ale w ogóle, do ludzi, ogromnie skromnym, ciepłym, serdecznym i mającym swoją własną filozofię wiary, według której Bóg zamiast surowego, groźnie spoglądającego olbrzyma, grożącego ludziom palcem z góry, jest wesołym staruszkiem, uśmiechniętym od ucha do ucha, wywijającym kankana z aniołami. 
Zastanawiałam się, na czym polega fenomen dobrych biografii. Taki dobry przepis na opisanie cudzego życia. Niesamowita osoba? Jest. Ciekawe życie? Odfajkowane. Autor? Ooo tak! Grzebałtowska zrobiła z nudnego gatunku pachnącego historią, jakim jest biografia, literacki majstersztyk. Odkrywała życie księdza Twardowskiego kawałek po kawałeczku, jak puzzle, nie zrażając się, że co i rusz elementy układanki jej nie pasują, mieszają się, albo ktoś je specjalnie chowa i nie chce oddać. Opowiedziała tę historię słowami  innych - ludzi, którzy księdza znali. Poskładała długie historie, zasłyszane zwierzenia i urywki informacji w jedną całość, jakby sklejała poszczególne fakty klejem. Jak dobry detektyw.

28 komentarze:

kabamaiga pisze...

Bez śniadania z domu się nie ruszam. Nikt mnie nie zmusi, choćby nie wiem co. A to Twoje dzisiejsze to jest coś co lubię najbardziej. No i zaciekawił mnie ten chleb.

zemfiroczka pisze...

Jadam śniadania dopiero po przyjeżdzie do pracy, czyli w okolicach 8.10 - 8.30. Nie umiem jeść zaraz po wstaniu.Dzisiaj zabrałam ze sobą mleko w słoiczku i płatki kukurydziane w woreczku. Podgrzałam w mikrofalówce (nie ma to jak polowe warunki ;))

Ksiądz Paradoks świetnie jest czytany w Tok.fm

pozdrawiam

Amber pisze...

Każde moje śniadanie jest zdrowe.Jadam je wolno i długo.
Ks.Twardowskiego lubię czytać.

Joasia pisze...

Postanowiłam w końcu zostawić jakiś komentarz, bo od dłuższego czasu obserwuję Pani blog :) Naprawdę ciekawy i sympatyczny sposób pisania! Ja ostatnio czytam Khaleda Hosseiniego ,,Tysiąc wspaniałych słońc". Bardzo lubię książki obyczajowe. Może czytała Pani ,,Zupę z granatów"? Ta książka jest po prostu wspaniała, przesycona zapachami...
Co do Dnia Zdrowego Śniadania, szkoda, że dowiaduję się wieczorem, bo przygotowałabym coś ekstra.
Pozdrawiam!

slyvvia pisze...

Poproszę ;) Wspaniałe smaki.

anlejka pisze...

To i tak szaleństwo, że chodzisz bez śniadania. Ja jak nie zjem to padam i nie wstanę póki czegoś nie zjem. Inaczej nie żyję :D

Monisia pisze...

To,tak,jak ja;)uwielbiam celebrować pyszne sniadania,nawet w porannych ciemnościach;) i lubię takie pełne ziaren,nieco wilgotne chlebki szczególnie z czymś domowym.Świetna ta Twoja czekośliwka;)

Asia pisze...

To ja na jutro zamawiam takie śniadanko ;-)

Majana pisze...

Ja uwielbiam śniadania. Rano zawsze coś muszę zjeśc, choćby to był tylko jogurt z otrębami.
Twoje sniadanie mi się podoba, a czekośliwkę uwielbiam.
Naomi Klein mnie zainteresowała, czy to "No logo"? Zamierzam przeczytać, nawet zresztą powinnam.

Pozdrówki:)

Maggie pisze...

Ta czekosliwke musze w koncu zrobic. A za Naomi Klein nie przepraszaj, bo i nie ma za co. "No Logo" sama czytalam, intrygujaca lektura.
Ja bez sniadania z domu nie wyjde. Tak, nawet kiedy mam 15 minut z rana, pochlaniam jogurt albo miseczke platkow "na rozruch". W pracy dobijam sie owsianka na pierwszej przerwie.
A chleb zrobiony ze slonecznika musi smakowac oblednie!

olć pisze...

śniadanko! warto zjeść spokojnie, od razu jest to miły początek dnia:)
gdzie można dorwać taki 'chleb ze słonecznika'???

Sue pisze...

Bez śniadania ani rusz! Chyba to wiadomo w moimi przypadku ;)
Nie dziwię się, że idzie cały słoik za jednym posiedzeniem, sama z chęcią bym taki zrobiła, a później wsunęła! Jednak moja lodówka jest pełna dżemów i konfitur koleżanek mamy. Ach, jakie to miłe ;P ;)

Dalia pisze...

W życiu nie jadłam chleba ze słonecznika, ciekawe jak smakuje? Za to...czekośliwka jest super, sama jeszcze nie robiłam tylko dostałam 2 słoiczki i rozumiem Twój zachwyt :) Mam super śliwę w sadzie, będę musiała to w przyszłym roku wykorzystać w/g Twojego przepisu.
Śniadanko przed pracą obowiązkowo, zwykle na słodko - kawa zbożowa z mlekiem i chlebek z dżemkiem , he- przeważnie śliwkowym.

Aurora pisze...

Z ręką na sercu - każdy dzień zaczynam od zdrowego musli z jogurtem (może odrobinka czekolady) i czytania słów Ks. Paradoksa :)

Rudzik pisze...

Uwielbiam śniadania i w weekendy musli z jogurtem i owocami to podstawa, ale w ciągu tygodnia wychodzę z domu o 6.30 i nie jestem w stanie nic przełknąć... jem dopiero na uczelni, przed zajęciami.
Podoba mi się nazwa "czekośliwka", czuć w niej słodycz smaku. Chociaż "śliwkolada" też by pasowała ;)

Kini^^ pisze...

wyborna czekośliwka :)

Kamila pisze...

Pyszne, zdrowe, pełnowartościowe czekoladowo śniadanie :)

wilczyca-Aga pisze...

rozkosz w ustach i sama poezja akurat dla mnie :)

Kuchareczka pisze...

Joasiu, nie czytałam zupy z granatów, ale po twoim komentarzu poszperałam tu i tam i dodałam ksiązkę do listy tych do przeczytania. Zapowiada się nieźle :)
Anlejko - o tak tak, masz rację! Powinnam napisać, że sie czołgam ;)
Madziu - tak, No logo! Ja skonczyłam czytać wczoraj. Mądre, uczoen, wazne, ale napisane stylem, który mnie osobiście działał na nerwy. Za bardzo zagmatwanym i trochę nie wprost. Ja się gubiłam przy czytaniu, mimo że doskonale wiedziałam, o czym Klein pisze i o co jej chodzi. Buziaki kochana! :*
Rudziku - śliwkolada! Pysznie brzmiące :)
olć - kupiłam u siebie, w Krakowie, w "piekarni mojego taty" - jest na Kazimierzu i na Placu Wszystkich Świętych. Cudo!

Kasia pisze...

Asieńko, jestes obłędna, wiesz? Obłędnie pozytywna, przepysznie się ciebie czyta :)
pozdrawiam!

basia pisze...

czekosliwka cudowna, recenzje pochlonęlam w sekundzie a sniadanko- obowiązkowe. Pozdrawiam Asienko jesiennie...

MałgosiaZ pisze...

Biografie muszą być ciekawie napisane żeby je lubić albo trzeba lubić tego o którym sie czyta...Audrey ma fajną ciekawą biografie- podobała mi się:-) a śniadanko...obowiązkowo choć niekoniecznie zawsze się stosuje! pozdrawiam

dotblogg pisze...

o kurcze no to nie mogę zrobić tego przetworu;) wszystko bym pochłonęła, a to mi niezbyt służy;)) Ty to co innego szczuplaczku!:)
jadę dziś do krk, za chwileczkę, więc jeśli masz ochotę na herbatkę/czekoladę to dawaj znać;) wysle Ci smsa jak będę się zbliżać;)
uściski!!
J

Kuchareczka pisze...

Justku, szkoada, że nam dzisiaj nie wyszło, ale daj znac nastepnym razem! :)
Małgosiu - to muszę zerknąć na Audrey - ciekawa jestem, czy by mnie przekonała.
Basiu - dziękuję i uściskuję cieplo! :)

atina pisze...

tak śniadania nigdy nie pomijam i twoje chętnie bym wsunęła:)

Duś pisze...

bardzo lubię pyszne słodkie poranki

Tylko Spróbuj pisze...

ta śliwka jest zakazana na śniadanie!!!
jak się ją zje rano to potem nie można się skupić przez cały dzień..
chyba, że zjadło się wszystko..
wtedy też nie można się skupić, bo szuka się okazji do zrobienia kolejnej porcji..
ach życie :))))

Kuchareczka pisze...

Hmm, o tak :) Tak źle i tak niedobrze. Chyba, ze spojrzeć z innej strony - tak dobrze, i tak wspaniale ;)

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails