• RSS

środa, 13 lipca 2011

Tam i siam


Zaczęły mi się wakacje i już miałam wizję cudownych dwóch miesięcy, tfu! przepraszam, trzech, spędzonych na słodkim nicnierobieniu. Ale ileż można? Pogapiłam się w sufit jeden dzień, drugi, trzeciego zrobiłam maraton spania: dzień zaczął się o 12, skończył trzy godziny później. Czwartego dnia już mi się to wypoczywanie znudziło i poczułam potrzebę dokonania wielkiego czynu.
Więc poczłapałam do kuchni i upiekłam ciasto.


Wolne, czyli książka w łapę, ciasto do torebki i odkąd wreszcie wyjrzało słońce, codziennie obieram kurs na kocyk i park. I podróżowanie. Tam i siam. Zaczęło się od Lublina. Z cudnym starym miastem, idealnym na letnie włóczenie się, odpoczywanie, poczucie, że hej, dziewczyno, nie musisz się wcale nigdzie spieszyć. Miasto z najbardziej apetycznym hasłem je promującym (czy miasta mają slogany?), jakie ostatnio widziałam. I z najcudowniejsżą kawiarenką na rynku, w jakiej przyszło mi ostatnio grzać twarz w słońcu w dzień i owijać się ciepłym kocem w ogródku wieczorem (Akwarela Cafe).



Potem była Warszawa. Mały romans z konsekwencjami. Były paczuszki z czarno-białymi ciasteczkami, przewiązane wstążką, był ulubiony Czuły Barbarzyńca i huśtawka przyczepiona do sufitu do dyndania się, pakiecik książkowy przywieziony z Warszawy (lubimy pamiątki). Była ambitna wyprawa do muzeum narodowego, w którym najwięcej czasu i tak spędziłam w muzealnym sklepiku z książkami.


I - oczywiście! - spotkanie z Olą z 2 smaków i Anią z Bajkorady. Prze, przesympatyczne! :) Z pysznym ciastem Ani, wesołą gromadką dzieciaków i ich nie mniej wesołym przedstawieniem, suszeniem przemoczonych butów suszarka do włosów i zabawkowym podskakującym pająkiem, który najwięcej frajdy sprawił nam, nie dzieciom.

Od lewej do prawej: Patrycja, ja, Klara, Emilka, duża Ola i mała Łucja, Olek, duża Ania i mała Ewa

W temacie spotkań będąc, z jednego wylądowałam na drugim. Już na drugi dzień po przyjeździe byłam w Krzeszowicach, u Ulli. Na spotkaniu krakowskich blogerów kulinarnych. Byli Grumkowie, Renata i Rafał z Artkulinarii, Małgosia ze 100% masła w maśle, Bernadetta z jej kulinarnym pamiętnikiem, Kasia, Rafał i Lucjan z Michalinka, Dorota, Piotr i Trusia z Gertusi i gospodarze nasi zacni - Ulla, Jacek i puchata jak kulka Kluska :) 

fot. Grumki

Piknik w Krzeszowicach upłynął pod hasłem "To bób można jeść na surowo?!" i okrzykami zachwytu z pełną buzią nad czarnymi i żółtymi malinami i czarnym agrestem, którego smak jest sto razy genialniejszy niż zwykłego agrestu. 



I tak oto jestem ze swoim ciastem. Dawno nie udał mi się tak dobry biszkopt. Może to dlatego, ze nim nie jest, choć tak smakuje. Ciasto ucierane, najprostsze na świecie, a puszyste jak biszkoptowe i, co najlepsze, nie tracące puszystości nawet przez kilka dni. Nie wysycha (oczywiście, jeśli przez tydzień potrzyma się je na stole bez przykrycia, nie ma siły, wyschnie, ale już grzecznie przykryte kuchenną ściereczką - nie). Chciałam załapać się na ostatnie truskawki. Wymyśliłam sobie do tego krem truskawkowy. Użyłam gotowego, pomyślałam, że a co mi tam. Ale jeśli mam być szczera, gotowe kremy do ciasta - bez rewelacji. Nadal wolę jednak zrobić krem sama, od podstaw. Chociaż D. i B. smakował. I K. też. I jeszcze A. Więc co kto lubi - jedni maja opory, jak ja, innym bardzo smakuje. Tak czy siak - ciasto jest warte powtórzenia. Szkoda tylko, że już bez truskawek. Ale ale, targi zaczynają za to czerwienić się i purpurowieć od malin, wiśni, borówek, śliwek, zielenić od agrestu. Lato ma najlepsze owoce, bezapelacyjnie.



Ciasto truskawkowe z kremem

Składniki:
  • 4 duże jajka (albo 5 małych)
  • szklanka cukru
  • 200 g masła
  • 50 g oleju
  • łyżka soku z cytryny
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • pół szklanki mleka
  • owoce: truskawki i agrest
  • srebrne perełki cukrowe do dekoracji (niekoniecznie)
  • truskawkowy krem do ciast Delekty

Przygotowanie:
Formę do ciasta wysmaruj masłem i dokładnie wysyp bułką tartą – także na bokach formy. Oddziel białka od żółtek. Białka ubij na sztywną pianę, po czym, nie przerywając ubijania, dosypuj stopniowo cukier. Ubijaj do momentu, kiedy piana będzie lśniąca i gęsta, a cukier w większości rozpuszczony. W rondelku roztop masło i wlej je razem z olejem i sokiem z cytryny do białek. Wymieszaj. Stopniowo dodawaj po jednym żółtku. Wsyp mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia. Na końcu wlej mleko i wymieszaj na gładką masę (najlepiej mikserem). Ciasto będzie dość rzadkie. Wylej je do przygotowanej wcześniej formy. Wstaw do piekarnika i piecz przez godzinę w temperaturze 170oC. Po upieczeniu ostudź, następnie ciasto przekrój szerokim i ostrym nożem (albo specjalną żyłka do tortów) tak, aby powstały dwa cieńsze placki. Na jednym z nich rozsmaruj warstwę kremu (przygotowanie wg instrukcji na opakowaniu - możesz przekładać też bitą śmietaną), przykryj drugim plackiem, znowu nałóż krem i udekoruj owocami.

Smacznego!




Stefania Grodzieńska, Kłania się PRL

A. wyjechała do domu, a przed wyjazdem zostawiła u mnie jakże cieszący oko balast - książki! Jedną, dwie, trzy, trzydzieści. Zrobiłam miejsce na półce, poukładałam kolorami. Stoją i się na mnie patrzą. Nie dało się nie wziąć pierwszej z brzegu. I fajnie, że akurat tą pierwszą była Grodzieńska. Zaczytałam się w jej felietony tak, że jak otwarłam książkę zaraz po usadowieniu się w pociągu, tak po wyjściu z niego cała już była przeczytana. Dokładnie taka, jak lubię: zabawna, z "moim" humorem, nie przegadana, krótko, zwięźle i na temat. Przyjemne z pożytecznym. Gdzie ta pożyteczność? Wreszcie zrozumiałam o co chodzi w PRLu. Nie encyklopedycznie, słownikowo, patetycznie i patriotycznie - ale tak po ludzku, codziennie.
I zaczęłam podziwiać tych, którzy PRL potrafili obśmiać, śmiechem wytknąć niedorzeczności, bo dla mnie to był taki absurd, że aż momentami nie do uwierzenia.


Mam dla Was jeszcze jedną niespodziankę. Konkursową. Nie ja tym razem organizuję, ale Zwegowani, ja za to pomagam wybrać zwycięzców :) Do wybrania są torby termiczne, a wszystko, co trzeba zrobić, to upichcić wegetariański lunch. Po szczegóły kliknij tutaj.

30 komentarze:

dotblogg pisze...

na miniaturce na moim blogu ciasto wyglądało jak z rzodkiewkami ;)odkąd odkryłam istnienie prawdziwej kuchni przestałam używać kremów w proszku;)czarny agrest mnie zaskoczył tak samo jak nadal nieodkryty jest dla mnie smak żółtych malin:)mam nadzieję to naprawić!ach te księgarnie...luv'em all!<33

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Asiu! Wspaniała relacja - ależ masz aktywne i smaczne wakacje;) Pozdrawiam!

ewelajna pisze...

Ależ Wam dobrze być musiało... Niesamowita krakowska inicjatywa... Zazdroszczę... Ciasto różowe - takie dziewczynkowe, A Grodzieńska - dobrze, ze przypomniałaś Panią Stefanię:)

Majana pisze...

Jakie cudowne Twoje wyjazdy, spotkania :). Super!
No, a ksiazki? Jak dobrze,że są ksiażki :)). Lubię Twoje relacje, bo zachęcasz.

Ciasto wygląda pysznie. :) Ja nie używam gotowych kremów, ale wszystko dla ludzi, raz na jakis czas można spróbować, a jak smakuje wszystkim to najważniejsze :))

wiosenka27 pisze...

Dobrze się Ciebie czyta:)

Aciri pisze...

Asiu jeszcze raz chciałam podziękować za miłe spotkanie:). Różowy krem bardzo ładnie wygląda:) a teksty p. Stefanii zawsze powalają mnie z nóg:)

grumko pisze...

Fajnie było się spotkać i mamy nadzieję, że jeszcze kiedyś skosztujemy wypieków, które wyszły spod Twoich rąk;-)
Może to być np. takie ciacho truskawkowe;-)

Aurora pisze...

Ale Ci dobrze... Kuchareczko, ciasto wyśmienicie puchate! Ja na urlopie ... gotuję, gotuję i gotuje i dobrze mi z tym :)

zauberi pisze...

wspaniale wygląda, tak lekko :)

Kuchareczka pisze...

Just - no właśnie, kremy może niekoniecznie. A z rzodkiewek się uśmiałam, chociaż to wcale nie głupi pomysł, np. w cieście na słono :)
Aurora - urlopowanie i kuchnia to dobre połączenie!
Grumki - ja też mam taką nadzieję! Do próbowania waszych sałatek jestem pierwsza w kolejce :)
Aniu - mam nadzieje, że się jeszcze spotkamy! :)
Wiosenko - ach, dziękuję, to miłe!
Madziu - zgadzam się z Tobą. Dla ludzi, ale tak jak Ty - mi na raz wystarczy. Domowe najlepsze.
Ewelajna - ciasto iście dziewczyńskie ;)
Aniu - przesyłam krakowskie ciepłe pozdrowienia do Twojej kucharni :)

Kasia pisze...

Cudne, faktycznie takie dziewczynkowe ciasto :) I kolejna książka, która chcę mieć!!

Smaczny Dom pisze...

jak ja Tobie zazdroszcze tych 3 miesiecy! I jak Ci zazdroszcze tych milych chwil, ale wiesz co..czytajac Twoj post..i po wczorajszym dniu..ktory byl dosc straszny..od strony przezyc..powiedzialam sobie DOSC. Moje zycie..moj czas..i ma byc MILO..i przesmacznie rozowo jak Twoje ciast:)Dziekuje!:)
ps. a w ogole wpadlam do Ciebie by wziac przepis na tort z okazji Anny..- mojej mamy:)

Sciskam!:)

Smaczny Dom pisze...

A pania Stefanie Grodzieńska - uwielbiam, szanuje..i lubie sluchacz, i czytac..a jej zareczyny..byly przepiekne!! Znasz historie?:)

jolanta szyndlarewicz pisze...

wspaniałe spotkania ...a ten czarny agrest nazywa sie u nas porzeczkoagrestem i mam tego kilka krzaków, opychamy sie nim do nieprzytpmnosci:)....a ciasto nam dzis pokazujesz wyśmienite, wyglada jak puszek:) pozdrawiam ciepło

Duś pisze...

O to ciasto robi wrażenie! A przecież nic w nim trudnego :)

Kuchareczka pisze...

Dusiu, prawda? :)
Domku - i masz rację, głowa do góry i do przodu! Ma być różowo, a jak! Zaręczyny Grodzieńskiej? Nie znam, jakie były?
Jolu - ja się wcale nie dziwię, że sie nim opychacie, gdybym miała krzaczek, w jeden dzień by sie ogołocił :)

Kini^^ pisze...

ciasto wygląda obłędnie :) ale co bardziej przykuło moją uwagę to zdjęcie z Warszawy ze sklepiku z książkami! coś pięknego :)

Pozdrawiam, Asiu, i zapraszam do wzięcia udziału w konkursie na moim blogu :))

Karmel-itka. pisze...

wspaniale wakacje ;)
i ciasto... wyglada zniewalajaco.

smacznydom pisze...

no to wyjasniam:) Otoz pani Stefania jak wiadomo byla zona pana Jurandota. I kiedy tak sie spotykali, pan Jurandot podal jej pewna ksiazke/sztuke (nie pamietam dokladnie) mowiac: Stefanio, prosze to dla Ciebie. Stefania otworzyla..i byla to ksiazka/sztuka jego autorstwa a pod nim podpis wydrukowany: Mojej Zonie.

Pani Stefania byla oburzona, ze Jurandot ja oszukal..ze ON MA ZONE...a potem sie okazalo, ze tak ksiazka/sztuka jeszcze nie wyszla...i Zona to ona:)

Po prostu zalozyl, ze jesli juz wyjdzie/zostanie wydrukowana..to ona bedzie juz jego zona:)

Pamietam z jej wywiadu jak to opowiadala..warto wysluchac, bo 100kroc lepiej to brzmi niz sie czyta:)

kabamaiga pisze...

O patrz, rzeczywiście jest ta kawiarenka. Byłam tam raz - na wspaniałym babskim spotkaniu (w zimie zmarzłam, bo mieli otwarte okna, więc pewnie dlatego Ci o niej nie powiedziałam).
Cała reszta spotkań cudowna, a na deser takie boskie ciacho.

Kuchareczka pisze...

Umknęło, czasami tak jest :) A kawiarenka w lecie jest bardzo, bardzo klimatyczna :)

Domku, nie słyszałam o tym,kurczę, a jaka fajna historia! I nigdy też nie słuchałam Grodzieńskiej. A dzięki Tobie zacznę :) Dziękuję!

Kini, to Czuły Barabrzyńca ten sklepik w Warszawie, tak się nazywa i w środku na środku jest huśtawka :)

Karmelitko, dziekuje!

Grégory Paris pisze...

i'd like understand your language because your blog, your pictures give me hunger!

Chciałbym zrozumieć język, ponieważ swoim blogu, zdjęć mi dać głodu!

Olciaky vel Olcik pisze...

różowe, śliczne ciacho

Evitaa pisze...

Pyszne ciasto, radosne podróżowanie i spotkania - czegóż chcieć więcej :)

Joanna pisze...

Śliczne to ciasto truskawkowe. A truskawki na nim wyglądają jak małe truskawkowe cycuszki. Prześliczne i na pewno przepyszne :-D

Kuchareczka pisze...

Gregory, thank you! It's so nice to hear it :) I think the only way to transalate the blog is to use goggle transalator (or some other application like this). But it's good you wrote me that - I try to add the translate option on the blog. Hugs! :)

Olciaku - dziękuję! :)

Evita - oj, właśnie... :)

Asiu - rozbawiłas mnie na pozytywnie różowymi truskawkowymi cycuszkami :D :D

Magda pisze...

pysznie spędzasz wakacje, zazdroszczę :)) a ciasteczko czarujące! :)

Kuchareczka pisze...

Dziękuję! :)

OlaCruz pisze...

Asiu, ale fajnie spędzasz wakacje :) Cieszę się, że mogłaś nas odwiedzić i oczywiście jak tylko znowu będziesz w W-wie, to zapraszamy :)
Ciasto wygląda cudnie.

Kuchareczka pisze...

Olu, i ja Was zapraszam do Krakowa! :)

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails