• RSS

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Ciasteczka na zbyt trudne wyrazy




Brakczas.



Sesjo, idź sobie! Ciągnąc za nonsensopedią, sesja znana jest z dużego stopnia niespodziewalności, stąd wziął się znany powszechnie zwrot grzecznościowy "W tym roku sesja znów zaskoczyła studentów". A więc rzucony na głęboka wodę panie studencie, radź sobie sam. A tu bida z nędzą, nie chce się. Dziwne rzeczy się dzieją. Studenci stają się hiperaktywni w swoim optymizmie. Kluby przeżywają oblężenie, bo studenci chcą się w swoim nieszczęściu jednoczyć. 
Chcesz zobaczyć czysty studencki pokój - jedyna okazja.. Jest czyściutko, milutko, kartki ładnie opisane i leżą w kupkach. O matko boska, jak bardzo się nie chce. Odkryłam cud pasjansa. Łapię się na syndrom pełnej (zacznę o piętnastej, zacznę o szesnastej, zacznę o równo wpół do) i syndrom dnia następnego (dziś już nic nie zrobię, jutro wstanę o szóstej i zacznę czytać). 



Mam nieodparte wrażenie, że student jest w stanie nauczyć się wszystkiego. Największą głupotę przyswoi. Kazaliby się mi nauczyć książki telefonicznej - zapytałabym tylko czy województwo małopolskie, czy świętokrzyskie. Mam sobie wbić do głowy jakieś totalnie odjechane nazwy bóg wie czego. Wracam mentalnością do liceum i zaczynam zastanawiać się po co mam to wiedzieć na egzaminie, skoro w życiu mi się to nigdy więcej nie przyda (a jakby się przypadkiem jednak miało przydać, to jestem pewna, że zrobię wszystko, żeby jednak nie). Moim nowym ulubionym słówkiem zostało: fosfoltydyloinozytole (zabawa na dwie minuty: spróbujcie wymówić). Zaczynam lubić wszystkie słowa, w których jest kilkanaście i więcej literek. Takie hobby. O, a na drugim biegunie jest opinia publiczna i cytaty z notatek: 
  • "Ross Perot miał poparcie 10% Amerykanów, ponieważ Bush nie miał interesującego programu, a Clinton był kandydatem dla niezrównoważonych psychicznie wyborców". 
  • "W debatach telewizyjnych obowiązuje zasada Każdy mówi o czym innym jak w życiu rodzinnym".
  • i bonus jeszcze z innych: "Słuchanie wypowiedzi w nieznanym języku aktywuje obie półkule lub nawet bardziej prawą, gdyż jest odbierane jako muzyka (niemiecki - muzyka piły motorowej)".
  • "W 1988 roku wykryto istnienie receptorów kannabinoidowych - u człowieka występują w wieeelu miejscach, ale nie ma ich w pniu mózgu i pniu mózgu".
(chwilowo nie mogę znaleźć więcej, bo za dużo papierów lata mi dookoła. Ale w miarę sesji na pewno znajdą się i inne kwiatki, którymi, jeżeli będziecie chcieli, nie omieszkam się podzielić)
(no tak, z postępem idąc, cytaty tez możecie sobie zamienić na listę zakupów)


Ciasteczka w środku ze złotym przesłaniem życiowym wykładowców - jak znalazł. Cytaty są autentykami z wykładów. A same ciasteczka są małe, kruche i niesamowicie pyszne. I pachną różnymi rzeczami, ale te zapachy się nie mieszają. Przed przełamaniem ciasteczko pachnie cynamonem - bo na wierzchu jest posypane różowym cukrem pudrem z cynamonem właśnie. Jak już się przełamie, zaczyna pachnieć prawdziwą wanilią. A jak pachnie prawdziwą wanilią, to zupełnie inaczej niż cukrem wanilinowym. Lubię jak tak jest.




Ciasteczka sesjowe do podniesienia na duchu 
albo
Ciasteczka na trudne wyrazy


Składniki na ok. 30 sztuk:
  • 17,5 dag mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 12 dag świeżego masła
  • 8 dag cukru
  • 1 jajko
  • ziarenka wydłubane z jednej laski wanilii
  • 2 łyżki cukru pudru zmieszane z 1 łyżką cynamonu
Przygotowanie:
  1. Przesiej mąkę do miski, dodaj proszek do pieczenia i sól.
  2. W innej misce utrzyj masło z cukrem na puszysty krem, dodaj jajko i imbir, wydłub ziarenka z laski wanilii, dodaj i nadal ucieraj. Stopniowo dosypuj mąkę i ucieraj, aż powstanie gładkie ciasto. Od momentu dodawania mąki radzę odstawić mikser i wyrabiać ciasto ręcznie: jest, po pierwsze, dużo wygodniej niż mikserem, po drugie od razu czujemy, czy trzeba oddać więcej mąki, gdy ciasto jest zbyt lepiące. Powinna powstać mięciutka, gładka kula. Owiń ją w folię spożywczą i wstaw do lodówki na 10 minut.
  3. Nagrzej piekarnik do 180 stopni C i wyłóż dwie blachy papierem do pieczenia. Rozwałkuj ciasto na lekko oprószonej mąką stolnicy. Placek powinien mieć ok. 3 mm, a więc nie być za gruby. Z ciasta powycinaj szklanką kółka. Na środku każdego układaj złożony wsad ideowy, zlepiaj brzegi ciasta i zawiń brzegi ku sobie.
  4. Gotowe ciasteczka piecz w rozgrzanym piekarniku przez 10-12 minut. Powinny się lekko zrumienić. Zostaw na kilka minut do ostygnięcia na blasze, zdejmij ostrożnie i przełóż na talerz. Posyp cukrem wymieszanym z cynamonem. Ciasteczka nie straca świeżości przez tydzień, jeśli zamkniemy je w szczelnym pudełku: najlepiej metalowej puszcze lub szklanym słoju.


(a za 3/4 cytatów pozdrawiamy pana Flisa, którego przerywniki na wykładach były przez cały semestr skrupulatnie spisywane, co by je zachować na wieki wieków amen. Ostatnio złapałam siebie i ludzi dookoła na tym, że na jego wykładzie pierwszą rzeczą, jaką robimy, jest wyciągnięcie drugiej kartki na zapisywanie co śmieszniejszych tekstów)







41 komentarze:

Majana pisze...

hehe;D Ten ostatni cytat znany ;))
A ciacha boskie, chętnie skubnę kawałeczek:))
Asiu, powodzenia na sesji, jestem pewna ,ze świetnie sobie poradzisz!
Pozdrawiam:*

Mm_ajka pisze...

Hahaha syndrom pełnej i syndrom dnia następnego przpomniały mi moje czasy studenckie :)
Urocze ciasteczka, podobne do chińskich z wróżbą.
Powodzenia nas sesji i pozdrawiam!

Kuchareczka pisze...

Majku, bo robiłam na bazie chińskich z wróżbą, jako że chińskie zawsze się sprawdzają :)
Majanko - ogromnie ci dziękuję! Póki co sprężanko i odliczam do 9 lutego.

Kasia pisze...

uwielbiam Twoje ciastka z chińską wróżbą, a tu jeszcze dodałaś wanilię. Cytując za tobą: lubię tak :)

dotblogg pisze...

cytaty w ciasteczkach-rewelacja- właśnie podsunęłaś mi pomysł, że można by włożyć tam cytaty przyjaciół-chyba każdy w swojej paczce ma takie powiedzenie;)i wykorzystać na wspólnej imprezie (np. na parapet party)oo bardzo dobrze to wymyśliłaś Asiu:)* mam nadzieję, że sesja idzie jakoś do przodu i że wkrótce się widzimy w (wiosennym!!oby!) Krakowie:)
trzymam kciuki mocno za zakończenie egzaminów spektakularnym (a jakże!)sukcesem!;)*
buziaki!
Just

Kasia pisze...

Ja na szczęście sesję mam już prawie za sobą :-) Fajne ciasteczka! Gdybym zrobiła takie z 'mądrościami' moich wykładowców, to zabawa byłaby przednia. Trzymam kciuki. Uściski!

monika pisze...

Asia, uwielbiam Twoje notki, mówiłam już to ? :D
Sesji jakoś traumatycznie nie pamiętam, zawsze uczyłam sie 1,5 dnia przed egzaminem i zawsze, ale to zawsze pod koniec stwierdzałam, że "no gdybym jeszcze te 0,5 dnia miała to bym umiała już wszystko wszyściutko" :D

Pozdrowień moc, chwytam ciacho, jakąż mądrość wylosowałam? :)

lo pisze...

Świetny post!!! Jak ja się cieszę, że wszystkie sesje już za mną. Przed Tobą niedługo ferie i to jest cudowna zaleta studiów (oczywiście nie jedyna) Pozdrawiam i powodzenia.

abbra pisze...

Fajne ciasteczka ! :)
Asiu, trzymam mocno kciuki, powodzenia !

bastamb pisze...

Sesjo giń...dobre, też to kiedyś przeżywałam a teraz miło wspominam....świetne cttaty....a ciasteczka smakowite na poprawę humoru...pozdrawiam cieplutko bo zima wróciła...

Kuchareczka pisze...

just, jak tylko skończę sesję, jestem wolna - i możemy się umawiać! :)
monia - ach, dziękuję! :) Oj oj, nie mam ci mądrości do dania, bo wszystkie zjadłam. Żarłok :D
Lo - nie jedyna, ale jedna z najważniejszych ;)
abbra, ogromnie dziękuję za kciuki!
Ściskam Was ciepło babeczki wszystkie :)

chantel pisze...

oj też mi się zawsze chce śmiać, że w czasie sesji następuje nagła potrzeba sprzątania / dopada nas nerwica szczęki (ciągle się chodzi po coś do jedzenia, bo trzeba przeżuwać) / koniecznie trzeba iść po coś do sklepu / zacznie się za godzinę, bo przecież chwilka odpoczynku się należy...itp. itd. ;-)
a ciastka fajny pomysł. Łączę się w sesyjnym cierpieniu i pozdrawiam

wiosenka27 pisze...

Świetne ciasteczka, zrobię dla siostry, która teraz właśnie wkuwa do sesji:)

Evitaa pisze...

Oj tak. Trochę już czasu minęło, ale pamiętam ten wspaniały sesyjny czas, czas niepohamowanej kreatywności (również w kuchni), ukulturalniania się (koleżanki pierwszy raz poszły na operę w trakcie sesji!), malowania paznokci we wzorki, testowania nowych farb do włosów, robienia porządków w szafach w ramach wkuwania ;). To były czasy :D.
Pyszne ciasteczka.

Ania pisze...

Super wpis. Powodzenia na sesji!!!

Perła pisze...

Świetny blog i świetne pomysły! Niestety tylko przejrzałam, ale co zwlecze to nie uciecze.

Linkuję :)

pozdrawiam

Ag Pe pisze...

Są urocze i pomysłowe. Ja w tym roku przeżywam pierwszy styczeń bez sesji - skończyłam studia pół roku temu. To dziwne uczucie. Zazdroszczę, podczas przygotowań do moich sesji w lodówce rządził Tiger lub Red Bull i zero jedzenia (kiedy się stresuję - nie jem).

aga pisze...

chetnie bym sobie schrupala te cisteczka do herbatki:)

Smaczny Dom pisze...

hihihihi:) nie wiem czy to wplyw studentow dookola, ale ja wlasnie tej nocy mialam sen, w ktorym mialam sesje i ja oblalam..zlalam sie zimnym potem z przerazenia....potem zdalam sobie sprawe, ze przeciez juz zdalam studia, jestem magistrem od 5 lat..ale jak juz sie tak uspokoilam to i tak pytalam siebie: to jest sen, prawda? Ja juz nie musze zdawac egzaminow? Prawda? Ja nie strace tego magistra, prawda?
:)
po 5 latach taki sen!!! To koszmar:):):)

A co do mojej sesji..zdarzalo mi sie, ze lubialam zimowa sejse, bo jak sie zdalo wszystkie za 1 podejsciem..to sie mialo de facto caly luty wolny. Oczywiscie to byli wybrancy albo szczesciarze ( czasem w tej grupie bylam ja).. Moj kierunek nie zaczynal zajac podczas poprawek..widzac ile osob poprawia a ile idzie na zajecia:)

ps. rogaliki...jejciu...ale mam ochote cos umiec..cos takiego..kruchego..smacznego...i slodkiego...jak wroce do domu (znow jestem sluzbowo uwieziona gdzies w Europie) zrobie cos podobnego...
pss. Kuchareczko: swietny pomysl z tym wsadem:)

Smaczny Dom pisze...

jejciu...ale ja dlugo pisze...:) przepraszam:)

Kuba pisze...

Fajny pomysł na ciasteczka. Jak ja się cieszę, że sesje już za mną i w najbliższym czasie takowych nie przewiduję....

Paula pisze...

u mnie na szczęście sesja już dziś zakończona, więc spokojnie można się zabrać za pieczenie :)

Ewam pisze...

Kuchareczko swietny pomysl na ciasteczka no i na te ,,nude,, przed egzaminowa;))),co do Twojej zabawy:
fosfoltydyloinozytole...hmmm ja mam problemy z przeczytaniem,a juz nie wspomne o wypowiedzeniu.Choc do wyrazu skladajacego sie z kilu wyrazow nieco przywyklam mieszkajac na codzien w Niemczech :))

Zaytoon pisze...

O! O! Świetne ciasteczka. Miałabym usprawiedliwienie, że jem ich bardzo, bardzo dużo. Podoba mi się! ;)

A jak już ta okropna sesja przejdzie, to możesz dać znać. Nabrałam ochoty na krakowską wycieczkę do podziemi Rynku. Chyba, że już byłaś. ;)

Ściskam Cię!

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Fantastyczny post! Trzymam kciuki, by sesja zginęła jak najszybciej:)

Kuchareczka pisze...

haha, chantel, nerwica szczęki - boskie!
Oliwko - nie byłam, zaczekam na ciebie! Taaaak, wybierzmy się pod rynek! :) Dam, dam Ci znac jak tylko maraton się skończy.
Paula, ale ci zazdroszczę, też chcę już po!
Ag - terapia odchudzająca wlicozna w koszty sesji :) Ja jem mniej jak się stresuję. CHociaż piekę na potęgę, to podjadam małymi porcjami.
Domku, ale ty mi duża radośc sprawiasz swoimi długimi komentarzami - lubię cię czytać :)
Kuba, evita - szczęściarze! :)

Karmel-itka. pisze...

Kuchareczko, co za cudowne zdjęcia!
och... a ciasteczka. z takimi żaden wyraz nie trudny!

ann pisze...

Cudne ciasteczka! Sesje mnie już co prawda nie czekają, ale to świetny pomysł na różne inne okazje :)
A propos "chińskich" ciasteczek z wróżbą - czytam teraz świetną książkę o Chińczykach i chińskiej kuchni w Stanach i okazuje się, że te ciastka zostały wymyślone na potrzeby Amerykanów i z chińską kulturą mają niewiele wspólnego (a pochodzenie mają prawdopodobnie japońskie...). Jakby nie było pomysł na ciastko z niespodzianką jest przedni!

dotblogg pisze...

cudnie! ogarnij tam to co trzeba i będą już ferie:)) uściski!

Kuchareczka pisze...

ann, to strasznie ciekawe co piszesz, nie wiedziałam :) Czyli chińskie ciasteczka to generalnie taki amerykański mit o Japończykach? ;)

Kaś pisze...

co do porządku - u mnie akurat odwrotnie :) zeszyty, książki, kserówki porozwalane po całym pokoju, a na wewnętrzne pytanie "posprzątać?", odpowiadam sobie - "po sesji"
powiedzonka wykładowców rzeczywiście bywają bezcenne, a tutaj jeszcze są bardzo ładnie "opakowane" :)

Oluś pisze...

No a ja przez STUDIA przestałam prowadzić blog ;] Porównując 3 semestr do I i II razem wziętych "umieram ze skutkiem śmiertelnym" :P
kocham Twojego bloga, nie tylko za niebanalne przepisy ale też kupę złotych myśli ;D

Kuchareczka pisze...

o, Kas, ja też już przełożyłam megasprzątanie na póżniej! Pókico lśni prowizorycznie, tu i ówdzie.
Oluś - o, strasznie mi miło, dziękuję! :)

ilka_86 pisze...

Kochana trzymam kciuki, żebyś śpiewająco zdała calutką sesję:) mnie niestety choróbsko wzięło, ale jutro muszę pójść na egzam, ostatni na szczęście i już będę mieć wolne:)
buziaki;*:)
p.s. te Twoje ciasteczka są super! zabieram Twój patent z karteczkami:) może na Walentynki upiekę takie z miłymi słowami w środku??;) Mój K. chyba byłby zadowolony:)

vinka pisze...

asz, szkoda że już jestem po sesji bo bym sobie upiekła te ciasteczka ^^ myślisz, że posesyjnie też dobrze smakują ;D

mam małe pytanko i prośbę ;) czy mogłabyś mi powiedzieć gdzie dorwałaś te foremki w kształcie Wieży ;> iii mogłabym jednak poznać cenę tej 'chwili szczęśliwości' przy znalezieniu Efelki? ;D

Joasia pisze...

Bardzo apetycznie wyglądają:)

Kuchareczka pisze...

Vinko - w paryżu ;) Były w zestawie z pięcioma innymi sławnymi budowlami: opera w sydney, statua wolności, krzywa wieżą z pizy, big benem, piramidami i czyms jeszcze. Zapłaciłam za nie 15 (!) euro. Wiem, że była jeszcze jedna wielka eiffela, taka na ponad 20 cm, ale wydała mi się mało praktyczna - kosztowała chyba 14. To była bardzo droga chwila szczęśliwości. A kupiona w sklepie Dehilerin, z wyposażeniem do kuchni, jedynym takim w paryżu, który ma cały asortyment cukierniczy. Ale i ceny są nieziemsko drogie, najdroższe chyba na świecie. Choć nigdzie indziej wiezy eiifla nie znalazłam.

ilka - trzymam kciuki, żebyś w chorocie dała radę! :) O, o, patent na walentynki bardzo mi się spodobał!!

vinka pisze...

łuhu, to trza odkładać, albo liczyć na szczęście i może znajdę w jakimś innym sklepiku bo w kwietniu podbijam Paryż po raz drugi ;)

anytsujx pisze...

Cudne ....

Anonimowy pisze...

Witam, niedawno piekłam te ciasteczka i powiem, że w smaku są wspaniałe, lecz przepis pozostawia wiele do życzenia. Otóż w składzie nie ma ani słowa o imbirze, zaś w sposobie przygotowania, ku memu zdziwieniu, jest. W procesie twórczym nie znajduje się informacja kiedy dodać ziarenka wanilii, jak i o tym, kiedy by tu użyć cukru pudru wymieszanego z cynamonem. No przepis pełen domysłów i zagadek. Interesujące...
PS używałam mąki do ciast kruchych - tak więc odpowiedniej - potrzebowałam ponad 200g ;).
Pozdrawiam, Kaja.

Kuchareczka pisze...

Dziękuję za informację, faktycznie - cynamonowy cukier puder jest oczywiście do posypania, ale to może nie wynikac z przepisu. Już poprawiam co trzeba. Pozdrawiam ciepło :)

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails