• RSS

wtorek, 22 stycznia 2013

Pierwszy milion trzeba złowić


Niektórzy z nich lubili ryzyko. Większość nie miała zielonego pojęcia o prawach rynku, ekonomii, sprzedawaniu. Podejmowali setki błędnych decyzji, zanim udało im się podjąć tę jedną, właściwą. Tadeusz Winkowski, twórca jednej z największych drukarni w Europie, cierpi na brak poczucia czasu i jeszcze do niedawna umawiał się na ważne spotkania z kilkoma osobami naraz: o tej samej godzinie, tyle że w różnych miejscach. Ryszard Florek, kiedy tworzył firmę Fakro, nie wyobrażał sobie nawet, że za kilkanaście lat co siódme okno dachowe na świecie będzie pochodziło z jego fabryki.


Duet Kostrzewski i Miączyński przemaglowali tych i innych łowców milionów, wśród których są i tacy, którzy od zawsze wiedzieli, co chcą w życiu robić, i tacy, którzy w ogóle nie czują się przedsiębiorcami, choć na co dzień sprawnie zarządzają ogromnymi firmami. Te rozmowy to namiastka szkoły biznesu, której wykładowcy tłumaczą, że czasem warto poświęcić pół firmy, aby ocalić resztę i odpowiadają na pytanie czy marzyciel zawsze musi zmieniać się w chłodnego menadżera, aby osiągnąć sukces.

Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński - Łowcy milionów. Dekalog przedsiębiorcy
Wydawnictwo Agora 
Warszawa 2012
stron: 296
Konkurs!
Mam do rozdania 2 egzemplarze książki. Aby wziąć udział w konkursie, należy pozostawić pod tym wpisem komentarz z... pomysłem jak zdobyć pierwszy milion. Nie zapomnicie podać w komentarzu także swojego maila. Autorów najbardziej oryginalnych i kreatywnych pomysłów nagrodzę książką od wydawnictwa Agora. Konkurs trwa tydzień, do poniedziałku 28 stycznia. Rozwiązanie na blogu we wtorek 29 stycznia. 

Powodzenia!

25 komentarze:

Anonimowy pisze...

tak jak mówi stare porzekadło:" pierwszy milion trzeba ukraść, aby dorobić się drugiego" :D
kobra@op.pl

Reinka pisze...

Gdyby tylko móc zaryzykować i postawić na to co podpowiada intuicja, bez obaw o comiesięczne rachunki i zobowiązania, gdyby wyrwać się z pułapki dorosłej codzienności i masy obowiązków, które po prostu trzeba wykonać i które zabierają mnóstwo czasu..
to kto wie, może i mnie by się udało:)
marcioszka.p@gmail.com

Pani Fotograf Gotuje pisze...

Przekonać milion osób do zapłaty 1 grosza, plus VAT i podatek dochodowy, czyli w zaokrągleniu 2 grosze (żeby wszystko było legalnie):P do zakupu usługi, której świadczenie nie wymaga od nas żadnych nakładów kapitałowych, może to być np. przekazywanie pozytywnej,krzepiącej energii drogą telepatyczną. Gdyby ktoś życzył sobie taką usługę proszę o informację na maila: kontakt@panifotografgotuje.eu, podam szczegóły i numer konta, na który należy wpłacić wyżej podaną kwotę. :)

Anonimowy pisze...

A ja wierzę, że mi się uda. Mam wiele pomysłów, muszę tylko trafić w niszę i sukces gotowy. Mam chęci i rozum, dam rade, mój czas napewno nadejdzie:) Pozdrawiam wszystkich, którzy wierzą we własne siły, w końcu ,,Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy. Ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy..."
Cieplutko pozdrawiam i oby do wiosny:)
Dorota
djmx@interia.pl

Gosia pisze...

A mi się wydaje, że pierwszy milion trzeba sobie najpierw poukładać w głowie... (w myśl zasady "chcieć, to móc" :)) Pozdrawiam.
gosiagoc@poczta.fm

Natalia Szał pisze...

wirtualna przebieralnia. Wszystkie internetowe sklepy posiadają program, w którym po zalogowaniu w sekundę przymierzasz setki ubrań. obraz 3D. Mój pierwszy milion. niedługo.

okropnie pluszowe/ miękkie uchwyty do każdej siatki. przede wszystkim tej ekologicznej. nigdy więcej dziwnych znaków na dłoniach. wygoda. mój drugi pierwszy milion. zaraz.

natalink@wp.pl

Anonimowy pisze...

Mój pomysł w prostocie wydaje się wykonalny i przyjemny. Zainwestować w spory samochód, zamontować w nim kanapę, piekarnik i szafkę na składniki ekociasteczek, a potem ruszyć w podróż po Europie! jednocześnie mieć małą (stacjonarną) cukiernię, w której można by było zamawiać ekociastka drogą mailową:)

krzysiapiesiewicz@gmail.com

Anonimowy pisze...

Ja, jako niepoprawna idealistka, chciałabym wierzyć, że jeśli robi się coś z pasją, nieważne w jakiej branży, to robi się to na tyle dobrze, że zawsze znajdzie się ludzi, którzy zechcą za to zapłacić ;-) Tak jest, mój pierwszy milion dostanę za zapał i miłość do swojej pracy, ha! :-D

Asia

ssspinka@gmail.com

Anonimowy pisze...

Ja chciałabym tak cichutko zaprotestować. Bo za mało dodajesz przepisów...

Anonimowy pisze...

Gotowej recepty na pierwszy milion jeszcze nie znam. Gdybym ją znała też niekoniecznie chciałabym się zaraz nią dzielić z całym światem ;).
Jednak wydaje mi się, że każdemu z nas może się udać, z pewnością nie bez wysiłku, nie bez przeciwności losu, nie bez pomocy, wsparcia i z pewnoscią nie bez sporej dawki przychylności losu.
Życzę powodzenia wszystkim, którzy próbują i mają odwagę wziąć sprawy we własne ręce :).

martynawymysla@gmail.com

Anonimowy pisze...

wystarczy na chwilę spuścić wzrok i porozglądać się... przecież pieniądze leżą na ziemi ;]

aporwol@gmail.com

Anonimowy pisze...

Ja mam taką zasadę,żeby ciągle patrzeć pod swoje nogi,znajduję jakieś grosiki,które rzucam do skarbonki mojego synka.A jak zdażyło mi się kiedyś aż 20 złotych znaleść to wrzuciałm do swojej skarbonki,potem znowu było 20 złotych pod bankiem przydepniete.A jak tak rozglądam się to znajduję mnóstwo puszek aluminiowych,których nie wyrzucam do kosza,ale zabieram do torby.Po roku wynieśliśmy wszystkie z piwnicy i zebrało się tego dwa wielkie worki,w skupie złomu kolejne 20 zyla wskoczyło do synowskiej skarbonki.Niby te 60 zlotych i grosiki nie dadzą nam miliona,ale kto wie ile pożyję i co jeszcze znajdę pod swoimi nogami...eluchi
eluchi1974@o2.pl

art victim pisze...

ja to chyba otworze stragan z całusami. Może nie teraz, teraz jest zimno. i sesja. tak, wiosną otworzę stragan z całusami i przytulaniem.

niepoprawna romantycza pisze...

przepraszam za komenatrz ale zapraszam do zabawy :)
http://bibliotekapodmarcepanem.blogspot.com/2013/01/versatile-blogger.html

Anonimowy pisze...

Jeśli komuś śni się milion po nocach, może się do niego zbliżyć zostając celebrytą. Zostać celebrytą jakoś wyjątkowo trudno nie jest, na przykład można spróbować zrobić coś głupawego acz spektakularnego. Przypuszczam, że każdy z nas miał choć raz w życiu pomysł na jakiś czyn spełniający powyższe warunki, a co więcej - niezwykłą ochotę by go zrealizować. Odwagi zatem... i do dzieła! Kiedy już zostaniemy celebrytą, będą nam płacić krocie za pojawianie się to tu, to tam, a co bardziej odważne koncerny (odważne - ponieważ jak pamiętamy, zasłynęliśmy czymś głupawym) będą nam oferować bajońskie sumy za reklamowanie ich produktów. Jak widać więc, od miliona dzieli nas naprawdę niewiele... ;)

Pozdrawiam.
migo7@op.pl

Miłosz pisze...

Ostatnio czytałęm coś zupełnie innego.

Iz.aura pisze...

uważam, że podstawa sukcesu to lubić to co się robi- człowiek nie czuje wtedy że pracuje, z wielką przyjemnością się rozwija, dokształca. nie ma poczycia straaty czasu. ja szczęśliwie znalazłam swoją pracę marzeń, codziennie rano wstaję do niej z uśmiechem na ustach i wielką ekscytacją - chociaż nigdy nie zarobię w niej miliona(jestem lekarzem ) to mam poczucie że w tym szalonym niestabilnym stresującym świecie milion wygrałam ;-))) poniekąd też czuje się jak bohaterowie tej książki - nie w sensie materialnym, tylko mentalnym. tak- odniosłam sukces, tak - ciężko na niego pracowałam, tak - były rożne kryzysy po drodze tak - efekt finalny wyszedł lepszy niż się spodziewałam ;-)))) pozdrawiam ! ih8barney@op.pl

Anonimowy pisze...

Daleko mi do bogacza i kogoś kto jakiś milion na zbyciu,ba nawet tego jednego pierwszego pewnie nigdy sie nie dorobię,bo nasze państwo mi tego nie ułatwi.Uwielbiam fotografię w plenerze i gdybym tylko znalazł sposób na sprzedawanie tanio fotek,to może duzo osób chciałoby kupić.Potem zaczęłoby w kręgach zaprzyjażnionych być o mnie głośno i już wtedy nie opędziłbym sie od chętnych na moje zdjęcia.Jak narazie wszystko pozostaje w sferze marzeń,ale przecież kqażdy milioner kiedyś zaczynał swoją przygodę z bogactwem od nieśmiałych marzeń prawda?Moja żona wciąż we mnie wierzy i z uśmiechem robi mi do termosa herbatę gdy wyruszam do lasu na sesję zdjęciową,jak ona wierzy,to musi kiedyś udać z tego wyżyć.A jak tak sie stanie to cały szeroki świat fotografii dla najlepszych gazet przyrodniczych stac bedzie dla mnie otworem,bo taki pierwszy milion bardzo poprawia jakość życia.
grzegorz
jeje1977@o2.pl

Anonimowy pisze...

Ja wśród znajomych popytałam,kto najlepiej rozumie zasady grania na giełdzie,postawiąłbym kilka setek i czeka na swój pierwszy milion.Z pewnym i zaufanym człowiekiem i przy sprzyjającej koniunkturze nie mogłoby się nie udać.W amerykańskich filmach zawsze tak to wygląda od pucybuta do milionera,więc ja teraz jestem na poziomie tego pucybuta.Ale z odrobiną szczęścia na tej giełdzie wszystko mogłoby obrócić się na moją materialną korzysć,ależ mam dużo pomysłów na wydanie tego pierwszego miliona...kosmos
kosmosj@gmail.com

Anonimowy pisze...

pasja + entuzjazm = pierwszy milion

Pozdrawiam
glodnadziewczyna@gmail.com

Anonimowy pisze...

Trzeba mieć szczęście, by trafiać na dobre pola na planszy i dobrze inwestować. Wtedy można wygrać więcej niż milion... w grze Monopol ;) Satysfakcja gwarantowana :D

Pozdrawiam, Kasia
kaska_f@op.pl

Anonimowy pisze...

Pierwszy milion najtrudniej zdobyć zwłaszcza w naszym kraju,żeby go posiąść i utrzymać,to można być jak w raju.Ja najpewniej za przykładem pani Joanny Chmielewskiej zaczęłabym grać na wyścigach konnych,jeśli miałabym wystarczająco dużo farta,to w krótkim czasie zostałabym właścicielką pieniędzy ogromnych.W grach losowych czasami zdarza mi się mieć nosa do liczb i coś tam wygrywam,więc ja postanawiam napisac do pani Chmielewskiej i tak swój pierwszy milion zdobedę.Olivka
olivka1971@o2.pl

Kalina Nawrot pisze...

świetna książka!

sara pisze...

wspaniały interesujący wpis! pozdrawiam!

عبده العمراوى pisze...

شركة طيوب لتسليك المجارى بالدمام

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails