• RSS

środa, 10 października 2012

Ceramika z Kyoto, czyli test patelni Green Pan

Na fali zmian blogowych, postanowiłam odświeżyć kolejną rzecz: formę testów i recenzji nieliterackich. Produkty czy sprzęt kuchenny, które do tej pory brałam na warsztat, zawsze jakoś gubiły się pośród przepisów i cytatów. Dotykałam, oglądałam, poddawałam ekstremalnym temperaturom albo mieszałam z różnymi składnikami i guzik z tego był, bo zawsze to były recenzje "przy okazji": obręcze cukiernicze przy okazji piętrowego deseru, młynki z mieszankami ziół przy okazji świątecznych ciastek. Takie to wszystko niepotrzebnie wstrząśnięte i zmieszane.

Wpisy i recenzje będę publikować od dzisiaj w osobnych wpisach. Tak jak do tej pory było z konkursami (nota bene sprawdzajcie blog w przyszłym tygodniu - będę miała do rozdania audiobooki z nowej serii, która właśnie ukazała się w księgarniach). 

Na pierwszy ogień idzie patelnia. Niby nic spektakularnego, żadne tam szmery-bajery do dekoracji ciastek, żadne fikuśne wyciskarki do owoców, czekolady, tutki, rurki i flaszeczki, tu już ich zastosowanie dowolne.


Ale patelnię też można zrobić inną niż zazwyczaj. Na początek garść informacji: patelnia Green Pan z powłoką ceramiczną wykonana z zastosowaniem technologii Thermolon Ceramic. Jak zostałam zapewniona na etykiecie i w instrukcji, nic mi do patelni nie przywrze, w dodatku będzie bardziej ekologicznie i zdrowo. Czy faktycznie?


Już jakiś czas temu dostałam ją do przetestowania i do tej pory zbierałam się, żeby o niej napisać. Bo chciałam na niej zrobić możliwie najwięcej potraw, usmażyć różne jedzenia i spróbować najcudaczniejsze rzeczy z nią powyczyniać. Debiutem była jajecznica - danie w moim wykonaniu nie do zepsucia. Nawet kiedy nie potrafiłam nic więcej ponad ugotowanie jajka na twardo i zaparzenie herbaty, jajecznica zawsze wychodziła.


Potem było prażenie orzeszków, omlety, racuchy, grzanki, zapiekanki. Patelnia lądowała w piekarniku, była trzymana w zimnie, smażyłam na niej z dodatkiem tłuszczu i całkiem bez niego, dusiłam pod przykryciem, mieszałam drewnianymi i silikonowymi szpatułkami.

Wnioski?

Pierwszy podstawowy - do smażenia zużyłam mniej tłuszczu. Nie musiałam lać tego "trochę więcej" po to tylko, żeby mi się nic nie przykleiło do powierzchni patelni. A taki mam zazwyczaj problem przy puszystym omlecie. Z wierzchu pięknie zrumieniony, ale jak chcę go zsunąć na talerz okazuje się, że jest do niego przyklejony na amen. Green Pan test na omlet zdał śpiewająco (i mniej tłusto). Zachęcona pierwszym sukcesem, zaczęłam smażyć po kolei wszystkie najbardziej przypalające się dania: jajka sadzone, racuchy, naleśniki, placki ziemniaczane, placuszki z cukinii. Żeby przez moje niejedzenie mięsa test nie stracił na wiarygodności (albo po prostu żeby moja ciekawość nie pozostała niezaspokojona), D. dołączył z mięsem i rybą. Były też makarony i sosy, i mieszanka jednego z drugim. Karmel też dał radę (choć ten już bez tłuszczu w ogóle).



Wpadło mi do głowy pytanie: to może da się smażyć na tej patelni w ogóle bez tłuszczu? Poświęcając się i przygotowując przy okazji kilka niezłych kolacji, wrzucałam po kolei na rozgrzaną i nierozgrzaną powierzchnię podobny repertuar produktów jak poprzednio. Bez dodatku tłuszczu jednak się przypalały, dokładnie tak jak na zwykłej patelni. Ciekawe jest jednak to, że nawet wtedy nie przywierały. Ale tłuszcz jednak nawet do smażenia na Green Panie jest potrzebny. Można go używać oszczędniej, to fakt i jednocześnie bardzo duża zaleta, ale nie da się z niego całkowicie zrezygnować. Dla dobrej kondycji swojej (przypalanki jak wiadomo do najzdrowszych nie należą) i kuchni, a w szczególności przejrzystości powietrza i świeżych zapachów. 

Chyba więc jeszcze się taki mądry nie narodził, który by wymyślił patelnię nieprzypaleniową.


Czy smażenie na niej jest zdrowsze i bardziej eko? Powierzchnia Green Pan pokryta jest mineralną, ceramiczną powłoką, która nie zawiera w sobie PTFE ani oleju silikonowego. PTFE to skrót od politetrafluoroetylenu, czyli inaczej woskowatej substancji, dość łatwej do zarysowania, którą pokrywa się tradycyjne patelnie. Po rozgrzaniu takiej patelni do ponad 260 stopni Celsjusza, PTFE zaczyna ulegać rozkładowi i uwalniać w niewielkich ilościach, ale jednak toksyczne opary. U ludzi mogą powodować trudności w oddychaniu, bóle głowy i nudności. 

Kolejna próba: patelnia ląduje w piekarniku. W instrukcji stoi jak byk: "uchwyty patelni produkowane są z nienagrzewającego się bakelitu, dzięki czemu śmiało można je stosować w piekarniku". Przekonamy się? 200 stopni, pół godziny. Docelowo: duża tortilla. Przy okazji sprawdzenie, czy rączka się nie stopi i czy faktycznie po wyjęciu z piekarnika nie poparzę się uchwytem. Wynik końcowy patelnia - ja 1:1. Nic się nie stopiło i nie przywarło. Ale uchwyt był nagrzany. Ostygł po 10 minutach. Nie wiem czy to wina wysokiej temperatury, czy rączka generalnie się nagrzewa, ale trzeba ją jednak chwytać przez ściereczkę albo silikonową łapkę.

Dodatkowy punkt dla Green Panu należy się za stabilność całej konstrukcji.  Dobrze rozprowadza ciepło po całej powierzchni. Nie odkształca się i nie chybocze na boki, co przy jej wadze jest dość istotne. Patelnia jest ceramiczna, więc automatycznie musi trochę ważyć.


Przez trzy miesiące smażyłam, piekłam, prażyłam, podgrzewałam i odgrzewałam co tylko się dało. Jestem bardzo zadowolona z efektów. Także z tego, że patelnię się szybko i łatwo myje. Że dużo waży? No bo tak ma właśnie być. Że jednak coś się przypala? Nie ma chyba patelni, na której po 30 minutach bez mieszania czosnek, dajmy na to, by się nie spalił. Niezmiennie zaskakuje mnie jednak fakt, że ten przykładowy czosnek mimo iż się spali na węgielek, to nie przywrze do powierzchni. Ogólnie jestem bardzo zadowolona. Po przyzwyczajeniu się do Green Pan chyba nie chcę przyzwyczajać sie na nowo do blaszanych i teflonowych patelni.

Informacje w pigułce:
Patelnia ceramiczna z technologią ThermolonTM
Model z serii Kyoto 
Średnica: 24 cm
Pokrywka: nie
Producent: Green Pan 
Cena: ok. 150-180 zł
Gwarancja: 2 lata na powłokę, 5 lat na korpus patelni
Gdzie kupić: sklepy AGD (lista sklepów na stronie producenta) lub zamówić przez internet
Więcej informacji: www.green-pan.pl

14 komentarze:

Wiewióra pisze...

Bardzo fajna, skrupulatna recenzja. Ja testowałam dwie patelnie z powłokami ceramicznymi ale innych firm. Odczucia mam podobne. Są świetne! szczególnie pierwsza jak na razie nie do zajechania , ze tak powiem :)

Joanna Skoraczyńska pisze...

Ja też ją testowałam ;-) I powiedzieć, żem z niej zadowolona to za mało. Ja ją pokochałam od pierwszego użycia, mimo, że bardzo sceptycznie do niej podeszłam :-D

shinju pisze...

Wygląda świetnie :) Fajnie testować tak dobry sprzęt.

Anonimowy pisze...

No to czekamy na potrawy upichcone na takiej patelni:)
Pozdrawiam.

Usagi pisze...

A ja mam patelnię, która... nie przywiera, nie przypala i jest do tego lekka, ha! Przez przypadek mam - kupiłam sobie w TKMaxx za jakieś 40 zł, nie mam zielonego pojęcia, jakiej jest firmy, ale i tak ją kocham :)
Szkoda, że nie dałaś tej recenzji 3 miesiace temu, kiedy bardzo by mi się przydała, bo jest świetna.
Pozdrawiam.

Asia (kuchareczka) pisze...

O widzisz, 3 miesiące temu recenzja byłaby mało wiarygodna, bo wtedy patelnia przyszła do mnie dopiero pocztą. Fajnie, że piszesz o swojej patelni, TKMAXX ma szałowe ceny :)

Marta mama Nikusia pisze...



Serdecznie zapraszam do zabawy z okazji pierwszych urodzin naszego bloga :)

http://ksiazeczki-synka-i-coreczki.blogspot.com/2012/08/urodzinowe-candy.html

Z góry przepraszam za spam

Łukasz Głuszcz pisze...

To ja polecam tę ten model - nic się nie przypala a to że jest głęboka mocno ułatwia gotowanie czegokolwiek. A tańsza niż ta prezentowana. Ogólnie patelnie Berghoffa dają radę - ale nie wszystkie modele. Lepiej dać te 120 zł niż brać patelnie po 60 zł.

Inna bajka że nadal nie jest to poziom patelni po 500 zł i więcej. Za jakość trzeba płacić. Ale stosunek cena/jakość berghoff ma idealny.

Anonimowy pisze...

Bardzo fajna recenzja :) Szkoda tylko, że teraz nie można już nawet wierzyć w opinie w internecie bo je także można kupić (mówię ogólnie a nie konkretnie o tym blogu). W pewnej porównywarce cenowej też są opinie o tej patelni i piszą tam, że właśnie po kilku miesiącach użytkowania patelnia straciła swoje właściwości - i komu tu teraz wierzyć? ;) Ja nigdy w życiu bym nie kupił patelni za kilkaset zł, jest to jedynie uzasadnione w przypadku restauracji czy osoby która bardzo dużo gotuje. Ja kupiłem patelnię na wagę (sic!) w Carrefour z przykrywką za 40 zł i trzyma się dzielnie już 5 lat :) Nic nie przywiera i się nie przypala, skoro nie widać różnicy... Poza tym fizyki się nie oszuka i nie wierzę w żadne marketingowe brednie i inne mumbo jumbo ;) Jak wkładasz coś do piekarnika rozgrzanego do 200 °C to nie ma bata żeby po wyjęciu było zimne :) (mówię o standardowych materiałach a nie technologii kosmicznej). Jedyne co by mnie przekonało do zakupu takiej patelni to gwarancja min. 5 lat na powłokę. Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

A jak patelnia zachowuje się teraz? po 2 latach.

Anonimowy pisze...

testowalam dwie patelnie ceramiczne, w tym jedną Green Pan i GP biję drugą na głowę! Green Pan mam już porysowany i nadal pieknie smazy, dla mnie najwazniejsze, ze nie przypala, bo uzywam małych ilosci tłuszczu, na pewno kupię znów Green Pan

Anonimowy pisze...

hej, po około roku użytkowania (smażyła doskonale bez tłuszczu, na początku byłam wniebowzięta!) patelnia kompletnie przestała działać i przypala wszystko, również z tłuszczem! Nie przegrzewałam jej bo nie jestem zapaloną zwolenniczką smażenia ani nie myłam w zmywarce

Anonimowy pisze...

Mam tę patelnię i nikomu nie polecam. Nie wierzę, że potrawy Ci nie przywierają. Ja nie jestem w stanie na niej usmażyć jajka, bo muszę je potem zdrapywać. Z żadną inną patelnią nie miałem tego problemu.

Rossi88 pisze...

Ja posiadam tę patelnię ponad trzy lata. Powłoka nie jest uszkodzona, nie posiada nawet rys. Oczywiście używam odpowiednich, niedrapiących przyrządów i myję miękką stroną gąbki. Na początku również doskonale się sprawdzała. Jednak bardzo szybko przestała. Jajecznica bardzo mocno przywiera do patelni, również trzeba ją zdrapywać z powierzchni, potem nie chce się domyć, trzeba w niej wodę zagotować, ale i tak ciężko. Ciekawa sprawa jest ze smażeniem kotletów w panierce (ryby również). Pierwsza strona kotleta smaży się super, nie przywiera, jest ładnie usmażona. Jednak po odwróceniu ich na drugą stronę zawsze(!!!) są mocno przyklejone do patelni. Muszę skrobać powierzchnię patelni pod kotletami z dużą siłą, prawie zawsze duża część panierki zostaje na patelni. Strasznie jest to wkurzające. Bez gotowania wody w patelni oczywiście jej się nie domyje po takim smażeniu. Teraz szukam patelni, na której na pewno nie będzie nic przywierać, może żeliwnej albo z powłoką marmurową. Ciężki wybór, nie wiadomo, która się sprawdzi.

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails