• RSS

sobota, 12 lutego 2011

Co jest w środku?



Czuje się jak po apokalipsie. TAK! Skończyłam sesję. Uwielbiam karteczki samoprzylepki i moją tubkę z pisakami we wszystkich kolorach świata, ale chwilowo mam ich dość. Przychodzę do domu, siadam, bimbam sobie. Nicnierobię. Czuję się jakby mnie wypuszczono z zakładu karnego z zaostrzonym rygorze, oblepionym kolorowymi odblaskowymi post-inami i ze stempelkami w kształcie pomarańczowych kwiatków na ścianach. I mogę czytać co chcę! No bo proszę was, wszystko, co ostatnio czytałam, brzmi jak porażka: Struktura rewolucji naukowych, Struktura teorii psychologicznych, Filozofia nauk przyrodniczych, Naukoznawcza analiza porównawcza (uwierzcie mi, wiem z tego tyle samo co wy :) ). Ooo nie, koniec!


A ile mi się fantastycznych mądrości z notatek uzbierało! Ale napisze o nich następnych razem. Póki co mam potrzebę ciśnięcia ich w kąt i leżcie-sobie-tam-brzydale. Za to po ostatnim egzaminie wróciłam do domu i zaczęłam piec. Nie wyobrażałam sobie, żebym miała robić cokolwiek innego - to się rozumiało samo przez się. Zdaję, dziękuję, dowiedzenia, to teraz sobie zrobię babeczki. Normalna kolej rzeczy. Jak oddychanie.



Ano właśnie. Co w środku? Nikt nie mógł zgadnąć. A i sama nie wpadłabym, żeby dodać 'to' do środka - gdyby nie czerwone pudełko, które stało na półce na wysokości mojego wzroku, gdy robiłam herbatę. Zanim się dobrze zastanowiłam, zawartość pudełka wylądowała w muffinach. Po upieczeniu stwierdziłam, że no jednak mogłam się zastanowić, co z tego wyjdzie, bo nie tak to sobie wyobrażałam. Ale zaraz potem i to wyleciało mi z głowy, bo okazało się, że wyszło super. Zaniosłam do spróbowania i nikt nie wiedział co jest w środku, a jak nie wiadomo co, ale dobre, to podobno jeszcze bardziej kręci. 
A na końcu przyszedł mój brat i zjadł wszystkie 6 muffinek, jakie dla niego zostawiłam w puszce - NARAZ. 



No dobrze, ale miałam powiedzieć, co jest w środku. Brawa należą się... ptasiemu mleczku. TAK, jak się przez chwilę zastanowić, to nie da się go upiec tak, żeby zostało w całości, w lekkiej piance. No o tym nie pomyślałam. Pełna nadziei wpakowałam po kwadraciku do środka i zadowolona włożyłam do piekarnika. Jakie było moje zdziwienie, kiedy muffinki się na wierzchu rozdziawiły, a w środku - gdzie jest moja pianka?
Upiekło ją. I to był strzał w dziesiątkę. Muffinki w środku się rozwarstwiły, na wierzchu cudownie przyrumieniły i nabrały chrupiącej skorupki. Jakim cudem - nie wiem. Nad niektórymi rzeczami nie trzeba się za bardzo zastanawiać. Ptasie mleczko jest bardzo słodkie, więc nie trzeba dodawać dużo cukru. Ten przesłodzi piankę, a to ona ma być tu najważniejsza. Ptasie mleczko trzeba najpierw oskalpować - pozbyć się czekolady ze ścianek prostokątnych kawałków. Nie przepadam za akurat za tą, którą oblewa się pianki, poza tym nie chciałam, żeby muffinki były choć trochę czekoladowe. Wystarczą im już migdały, które jeszcze wrzuciłam do środka - z czekoladą byłoby za dużo szczęścia naraz.



Składniki:
  • szklanka mąki
  • 1/4 szklanki cukru
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • jedno duże jajko
  • 1/4 szklanki oleju
  • pół szklanki mleka
  • 3 garście posiekanych migdałów
  • ptasie mleczko - tych prostokącików tyle, ile połowa muffinek - jeśli wyjdzie wam 9 jak mnie, to 5 ptasich mleczek, jak macie mniejsze foremki i napełnicie np. 12 foremek, to analogicznie 6 ptasich mleczek.

Przygotowanie:
W jednej misce zmieszaj mąkę, proszek do pieczenia, sodę i sól. W drugiej - cukier, jajko, olej i mleko i dokładnie wymieszaj, aż do rozpuszczenia się większości cukru. Następnie przelej zawartość do miski z mąką, wsyp migdały i wymieszaj drewnianą łyżką. Masę przekładaj do foremki na muffiny, napełniając każdą dziurkę do 1/3 wysokości. Oskalpuj ptasie mleczko - z każdego kwadracika odcinaj nożem czekoladę z każdej ścianki. Poprzekrawaj prostokąciki na pół i każdy taki kawałek wkładaj w już trochę wypełnione  muffinowe papierki. Następnie wypełnij wszystkie już do 2/3 wysokości pozostałym ciastem. Piecz 30 minut w 190 stopniach C. Wyjmij i dobrze przestudź. Muffinki będą tuż po upieczeniu bardzo "otwarte" - z takimi rozdziawionymi paszczami u góry, które potem, pod wpływem ostudzenia, trochę się domkną. Najlepsze w tym samym dniu, ale równie dobrze można włożyć do metalowej puszki i przechowywać w niej do paru dni.





J.R.R. Tolkien - Władca pierścieni. Drużyna pierścienia

 Czuję jakiś taki dyskomfort, że mam pisać o Władcy pierścieni. No bo co odkrywczego powiedzieć? Że fajne? No przecież, i to jak. Że grube? Nie inaczej. No dziwnie. Zresztą mi samej nie chciałoby się czytać po raz nie wiadomo który, że pierścień, hobbici, że to genialne, że gollum i my treasure - większość osób oglądała film. Wiadomo o co chodzi. Ale chce napisać o czymś innym. O moim zmaganiu się z Tolkienem. Bo to nie było tak, że wzięłam do reki, pomyślałam "ale czad ci hobbici" i lekturka na jedną noc. O nie nie. Trzy razy się przymierzałam. Za pierwszym poddałam się po 50 stronach, za drugim dociągnęłam trochę dalej, ale generalnie: też nie bardzo. I dopiero teraz mogę powiedzieć, że mi się podoba. Jestem święcie przekonana, że do niektórych książek trzeba dorosnąć, trzeba po nie sięgnąć w odpowiednim momencie. Z niektórymi tytułami to nie jest tak hop siup. Władca taki jest. Trzeba sobie dać na niego czas, czytać spokojnie, bo to książka drogi - Frodo pierścień dostaje, zbiera kmiotków i idzie. I idzie, i idzie, i idzie... I tak przez trzy części. W moim wydaniu przez ponad 1300 stron. Chodzi, człapie, ześlizguje się, stąpa ostrożnie albo biegnie, ucieka, przeskakuje, coś go łapie za nogę, ktoś komuś nogę ucina mieczem, coś się w nią wbija albo owija dookoła. Powieść dla chodziarzy. 

39 komentarze:

Kasia pisze...

Cudowne! W życiu bym nie wpadła na ptasie mleczko w środku! Podoba mi się - chyba takie zrobię kuchareczko :)

Wiewióra pisze...

Gratuluje zakonczenia sesji :) prawdę mówiąc czytając o czerwonym pudełku myślałam o Mon Cheri :) ptasiego nie wkładałam jeszcze do muffinek ale za to chałwę owszem i zachowuje się podobnie, rozpuszcza się a na wierzchu skorupka ... mniam :) co do Władcy to ja zaczęłam i skończyłam czytając jednym tchem. Za to robiłam podchody do "Syna cyrku" Irvinga. Tez opasłe tomisko za to jak już przebrnęłam przez 100 stron to oderwać się nie mogłam. Polecam jeśli nie czytałaś.

kulinarne-smaki pisze...

Nie powiem dosyć intrygujący a zwłaszcza dodatek ptasiego mleczka Na to nawet ja bym nie wpadła ;)

Wiewióra pisze...

A w ogóle patrząc przez pryzmat już skończonych studiów zazdroszczę uczenia się, samej sesji może nie, ale zdobywania wiedzy. Tęskno mi za zajęciami, notowaniem itp :)

viridianka pisze...

O jaaa! na to bym Kuchareczko nie wpadła :) Bardzo podoba mi się to jak po upieczeniu wyglądają.
Ja sesje w tym roku zakończyłam wyjątkowo wcześnie, ledwo zaczęłam a już skończyłam bo było dość prosto, jednak już się boję letniej - wtedy to będzie hardcore!
A po egz ja od razu niestety nigdy nie mogę piec, bo zanim wrócę do domu to już jest noc (mam daleko), ale na drugi dzień to to obowiązek ;)

dotblogg pisze...

wyglądają super! najpierw pomyślałam, że wrzuciłaś do nich po landrynce;)
nareszcie ktoś pokazał ile ciasta wkładać do foremek muffinowych!:)) zawsze miałam z tym problem;)
ps. już się ogarniam i wyjeżdżam na krakowski winter wonderland;)
buziaki!

Kuchareczka pisze...

wiewiórko, nie czytałam - spojrze co to :)
viri - będziemy za siebie nawzajem trzymać kciuki w letniej :)
Just, ale to nie tyle trzeba napełniać! To jest tylko 1/3, a musisz do 2/3 napełnić muffinkę :) Będę sie do ciebie dziś odzywać telefonicznie. Buziak!

lashqueen (italia od kuchni) pisze...

Fajny pomysł z tym ptasim mleczkiem. Tak na dobrą sprawę, to wszystko można by w takich muffinkach przemycić :)

ulcik pisze...

Gratulacje Kochana z okazji zakończonej sesji :)
A muffiny z ptasim mleczkiem :) - mniam !
jeszcze fajne mogłyby być z marshmallows :) yummi !

Kuchareczka pisze...

O właśnie ula! Ciekawa jestem jakby z piankami wyszło.

kabamaiga pisze...

A ja bym zostawiła z czekoladą, a co. Wspaniały pomysł no i super, że po sesji. Ja już zapomniałam jak to było.

basia pisze...

Asia chyba zaczne grzebac w moich pudelkach w szafce w celu poszukiwania inspiracji do nadzienia! ale zarty na bok- swietny pomysl z tymi muffinkami i gratulacje zdanych egzaminow.Wypoczywaj kobieto!!

kass pisze...

Ojej ale pyszności! na pewno rozpływają się w ustach te babeczki:)

Tilianara pisze...

Muffinki rewelacyjne, pomysł z ptasim mleczkiem był strzałem w dziesiątkę :)
A skończonej sesji gratuluję :) Też w czasie studiów uwielbiałam ten moment, bo choć kocham się uczyć, to ten "moment po" nagle jest jak dodanie skrzydeł :)

Bardzo rozbawiły mnie Twoje spostrzeżenia co do Tolkiena - powieść dla chodziarzy :DDD Dobre :)

Miłego wypoczywania :)

Ag Pe pisze...

Pomysł na muffinki -doskonały. Ja Władcę przeczytałam kilka razy, to wspaniała książka. Choć nie lubię fantasy, "WP" nie tylko mnie do siebie przekonał, ale również wiele nauczył.

Kuchareczka pisze...

Ag - a wiesz, że ja tez nie lubię fantasy :) Ale władcę lubię. I zafona tez lubię (choć uparcie twierdze, że takie z niego fantasy, jak z mistrza i małgorzaty).

cukrowa wróżka pisze...

No! To jest ulga , jak się w końcu zaliczy niemiły obowiązek.. mnie czekają 2 pod koniec tygodnia i też sobie coś na osłodę upiekę. :)

Jeśli o Tolkiena chodzi, to zdecydowanie się zgadzam. Ja też zaczynałam kilka raz, a i tak nie skonczyłam. Tak jakos.. film mi wystarczył ostatecznie. :)

Zaytoon pisze...

Genialny pomysł z tym ptasim mleczkiem. Zdecydowanie świetny pomysł. Zachęciłaś mnie opisem efektu tegoż eksperymentu!

A zdjęcia... Naprawdę przerewelacyjne, Asiu. Ogromnie mi się podobają.

Co do "Władcy" - czytałam. Dwukrotnie. I dwukrotnie mnie zachwycił. Tak jak piszesz nie jest lekturą - "hop, siup, raz, dwa, szybciutko, przyjemniutko". O nie! Ale wciąga w ten swój magiczny klimat i fantastyczny świat. Tolkien to był jednak łebski gość...

Ściskam Cię!

Ewam pisze...

Kuchareczko ,gratuluje zaliczonej sesji...czujesz sie teraz napewno lekko,tak jak z reklamy o ptasim mleczku i moze stad ten pomysl...podswiadomosc czasem nas zaskakuje...kiedys robilam smietanowca z ptasim mleczkiem (na zimno),ale zeby je upiec ??genialny pomysl...Pozdrawiam cie serdecznie!

Kaja pisze...

a w jakim tłumaczeniu masz tego tolkiena? może w tym gorszym i dlatego tak źle Ci się czyta...

Kuchareczka pisze...

kaja, ale mi się wcale źle nie czyta! Napisałam w3 tym sensie, że jest bardzo dobry, tylko do niektórych ksiązek trzeba dorosnąć - a że ciągle idą? No przeciez o tym jest Władca ;)

Kini^^ pisze...

ja z moją sesją jeszcze się nie pożegnałam niestety, ale mam nadzieję, że zrobię to najszybciej jak tylko będę mogła!
i upiekę takie muffinki! :)

Pozdrawiam!

kabamaiga pisze...

Wiesz co Asiu chyba Twój post wywarł na mnie duże wrażenie. Dopiero teraz się zorientowałam, że prawie przepisałam Twój tytuł posta, zupełnie nieświadomie. Mam nadzieję, że wybaczysz.

Wiosanna pisze...

Zawsze mi się marzyło, żeby mieć kolorowe notatki i używać kolorowych karteczek, ale jakoś nigdy mi nie wychodziło.
A pomysł z ptasim mleczkiem super. W sumie chyba ma podobną konsystencję do marshmallow, których nigdy nie jadłam, kiedyś widziałam przepis na brownies z nimi http://www.joythebaker.com/blog/2010/06/rocky-road-brownies/ i jedno i drugie pewnie pyszne :)

Kuchareczka pisze...

wiosanko, nie, ptasie mleczko to nie to samo co marshmallow - różnią się bardzo konsystencją :)
kini, bede bardzo mocno trzymac kciuki za ciebie!
karolino - a gdzie tam! Juz nawet zdążyłam napisac ci co myślę, że to jest u ciebie :)

Maggie pisze...

Ciekawy pomysl z ptasim mleczkiem - zjadlabym takiego muffina :)
Gratuluje zakonczonej sesji, teraz mozesz oddychac pelna piersia.
A Tolkiena lubie bardzo, ale do "Silmarillionu" jakos nie moge sie przekonac. Moze dlatego, ze za bardzo przypomina mi podrecznik do historii?

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Kochana! Uśmiałam się czytając "bimbam sobie i nic nie robię". Uczucie wypuszczenia z zakładu karnego też znam, choć na szczęście jest już odległym wspomnieniem! Ale gratuluję zakończonej sesji! Leniuchuj do woli:)

atina pisze...

Cudowny pomysł na muffinki :) pewnie smakowały by mojemu małemu smakoszowi, bo ze wszystkich słodyczy najbardziej kocha on ptasie mleczko;)
Gratuluje zakończonej sesji :)

Majana pisze...

Asiu, po pierwsze gratuluję ukończonej sesji!:))) Twoje kolorowe karteczki mnie rozbawiły, fajne te Twoje notatki:))
Babeczki wspaniałe, uważam ,że z ptasim to świetny pomysł:))
Musze koniecznie jakieś muffiny upiec niedługo ;)
Uściski:**

Szana pisze...

ślicznie wyglądają te tajemnicze popękania :)
Szana :)

bastamb pisze...

Gratujuję zakończenia sesji....karteczki to "wspaniała" pamieć....a mufinki świetne, nigdy bym nie pomyślała, że można dodać ptasie mleczko...pozdrawiam....miłego weekendu...

Karmel-itka. pisze...

śliczne zdjęcia ;]
i gratulacje, koniec już. trzeba się cieszyc!
dla mnie pieczenie to także sposób na wszystko. radości i smutki.
świetny miałaś pomysł! babeczki baardzo apetyczne.

Kuchareczka pisze...

Dzięki dziewczyny! :) I ja się ogromnie cieszę, że juz koniec... Nareszcie.

Ania pisze...

Bardzo pomysłowe. Ja zawsze jedząc ptasie mleczko ogryzam najpierw czekoladę, ale od tej pory też będę "oskalpowywać":)

asieja pisze...

zachorowałam na te muffinki. koniecznie muszę je upiec!

andzia-35 pisze...

Jakie super muffiny! Ja "choruję" na takie z ciepłymi lodami.

delikatessen pisze...

Ja też miałam kilka podejść do "Władcy Pierścieni", choć wydaje mi się, że sztuką jest przebrnięcie przez pierwsze 100-150 stron. Potem przeczytałam ciurkiem, jeszcze w liceum - na przerwie, po przerwie, na lekcji, pod ławką, w autobusie i pod kołdrą:)
Co do muffinków - świetny patent! Nigdy bym na to sama nie wpadła, ale gdy o tym piszesz - ma to sens. Gratuluję zdanej sesji, ciesz się z zasłużonego odpoczynku!

Jola pisze...

Zgadnij kotku co mam w srodku??? :) taki srodek to ja rozumiem! rewelacja!!!

Izabela pisze...

wspaniały blog, połączenie kucharzenia :) z książkami to lubię a czytać uwielbiam... muffinki wspaniale wyglądają, chyba kupię ptasie mleczko i tez spróbuję...

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails