• RSS
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy laskowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzechy laskowe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lutego 2012

Nie lubię owsianki


Wpadłam na pomysł. Więc poszłam do kuchni, wyjęłam wszystko, co suszone i słodkie, i zaczęłam mieszać. Wiadomo - przy pieczeniu myśli się lepiej. Mieszanie i uklepywanie jest trochę monotonne, a monotonia sprzyja zastanawianiu się. Co z tego wynikło, napiszę jeszcze później.

Bo póki co czas na płatki owsiane. Nie przepadam za owsianką - nawet jeśli jest z czekoladą, miodem i miliardem różnych pyszności - nie lubię. Dałabym się za to pokroić za batoniki owsiane. Nie chcę ich kupować, bo w większości mają w sobie składniki, o których słyszę pierwszy raz w życiu i których nazwy są tak pogmatwane, że trudno mi je wypowiedzieć. A fe. A te są najprostsze na świecie i próżno w nich szukać smakowych oszustów. Są orzechy, żurawina i rodzynki (jeśli ktoś nie lubi rodzynek, może je wyrozumiale pominąć), mnóstwo ziaren  i orzechy. Jeśli ktoś bardzo lubi, może dodać czekoladę. Ja sypię zamiast niej wiórki kokosowe - dzięki temu batony są nieco miększe i cudownie pachną. 

A później można je pokroić na prostokątne kawałki, zamknąć w dużym szklanym słoiku na ciastka, postawić na blacie w kuchni i podkradać się do niego na paluszkach. Albo zapakować i wrzucić do torebki na drugie śniadanie. I koniecznie przewiązać wstążką, bo nie ma to tamto - trzeba sobie samej sprawiać małe przyjemności.


A pomysł, o którym napisałam wcześniej? Jest książkowy. Będzie tutaj - na blogu - więcej książkowych pomysłów, pozytywnie pokręconych drobiazgów i rzeczy, które lubię. Będę pisać o książkowych inspiracjach i ciekawostkach częściej, nie tylko w kontekście wypieków. Tak jak lubię.

Batoniki owsiane 
(Przepis Nigelli)

Składniki:
  • 397 g mleka zagęszczonego słodzonego - czyli 1 puszka
  • 250 g płatków owsianych górskich
  • 75 g wiórków kokosowych
  • 100 g suszonej żurawiny + 2 garści rodzynek
  • 125 g mieszanki nasion (pestki słonecznika, dyni, sezam, siemię lniane)
  • 125 g niesolonych orzechów (może być jeden rodzaj, a może być mieszanka różnych)
Przygotowanie:
Mleko skondensowane podgrzać w garnuszku, ale nie do zagotowania. W misce wymieszać wszystkie suche składniki, dolać ciepłego mleka, dobrze wymieszać. Formę o wymiarach ok. 20 x 35 cm wyłożyć papierem do pieczenia, na to wyłożyć przygotowaną mieszankę, wyrównać powierzchnię. W zależności od tego, jakie lubi się batony można masę lekko ugnieść - bez tego dla mnie były zbyt miękkie. Ale też nie ugniatać masy na siłę, bo wtedy zrobią się kamyczki, nie batony. Piec ok. 1 godziny w temperaturze 130 st. C. Po wyjęciu i przestudzeniu pokroić na 16 prostokątnych batoników.


Jeff Potter - Gotowanie dla geeków

To jest jedna z tych chlubnych chwil, w których łamię swoją żelazną zasadę, że o książkach kucharskich nie piszę. O dobrych aż wstyd byłoby mi nie wspomnieć. Absolutnie pokręcona, pozytywnie nienormalna i niestandardowo fantastyczna: książka kucharska dla geeków. Czytałam ją kawał czasu - nie dlatego, że jest nudna, ale dlatego, że to ten typ książki, którą się długo czyta. To nie jest książka hop-siup, siądzie się raz i machnie całą w jeden w wieczór. Ją trzeba odkrywać powoli, nawet z przerwami, czasami kiedy jest potrzebna, a czasami dla czystej przyjemności. Tak, jak nie czyta się encyklopedii, słownika i zwykłej książki kucharskiej na raz, tak Gotowania dla geeków też nie przelatuje się na jedno posiedzenie. Jeff Potter zrobił (napisał!) kawał dobrej roboty, zbierając wszystkie najbardziej zakręcone jedzeniowe fakty pomiędzy dwiema okładkami. I nie jest to bynajmniej hasłowy spis rzeczy, które zawsze chciało się wiedzieć, ale nie wiadomo było, czy są prawdą (choć to też), ale zbiór najróżniejszych ciekawostek urozmaiconych krótkimi wywiadami, obrazkami, wykresami, tabelami i ramkami, z których można korzystać na miliard sposobów - jak komu odpowiada: od pierwszej do ostatniej strony, od końca albo na wyrywki. Znajdziecie tu oprócz klasycznych przepisów (rzadziej), receptury zdrowo pokręcone (zdecydowanie częściej, na przykład "zrób sobie swoją pektynę"), wypis zastępników typowych alergenów (czyli: nie pijesz mleka, nie jesz truskawek, krztusisz się fistaszkami? Zobacz, czym możesz je zastąpić), czy kuchenne rady życiowe tak fantastycznie proste, a trudno na nie samemu wpaść. Jakkolwiek by z tej książki nie korzystać, zawsze  będzie podana idealnie.

środa, 25 maja 2011

Tarta megaorzechowa


Przepis z cyklu wyszperane, znalezione, wydrukowane i zapomniane. Ha! Nie tak do końca zapomniane. Segregator w truskawki, który ledwo trzyma wszystkie kartki w jednej kupie jest już pełen tak, że ciężko przewracać w nim przepisy - jak się chce coś przeczytać, to trzeba wytargać spomiędzy innych świstków. I ten przepis jest właśnie taki wytargany. Chyba każdy, kto gotuje, ma taki swój prywatny składzik: co kogo zainteresuje, pstryk, klik! i drukarka nie ma czasu na próżnowanie.

Tarta przygotowana na XIII Festiwal Kultury Żydowskiej we Wrocławiu Simcha. Book Me a Cookie w tym roku partneruje, wspiera i mocno trzyma kciuki za festiwal - bo pomysł fajny, a idea zacna. W związku z tym, kulturalnie, tarta orzechowa - z całym mnóstwem migdałów, nerkowców, orzeszków laskowych i włoskich. Dodane do kruchego spodu, na którym zapieka się cudnie pachnąca masa orzechowa. Na wierzch lekko powciskane i przyrumienione orzechy.

Jest taki moment podczas pieczenia, że zapachy z piekarnika zaczynają wydostawać się poza kuchnię - najpierw lekko, przelotnie zapachnie, potem ten zapach staje się intensywniejszy i słodki. Czuć przyprawy, kruche ciasto, nadzienie - to jest jakaś zapachowa bajka. W tej tarcie tak właśnie bajkowo mieszają się słodkie zapachy: miodu, przypraw (cynamonu i kardamonu) i sezamu. Potrafię wyczuć zapach upieczonego ciasta. I faktycznie, za chwilę pi bip pi bip, minutnik zaczyna się dopominać o wyłączenie.


A najmagiczniej jest wtedy, gdy ktoś wchodzi do domu - i pachnie tak ciepło, miło, przytulnie. Dla  niego intensywniej niż dla mnie, bo po jakimś czasie nos się przyzwyczaja, ale dla kogoś, kto przychodzi z zewnątrz takie słodkie aromaty są wyczuwalne przez kilka godzin po pieczeniu. To jest lepsze niż odświeżacz powietrza! W dodatku która firma zamyka w chłodnej metalowej puszce zapach przytulności? To potrafi tylko piekarnik. Swój, domowy, stary albo nowy, z funkcją grzania od dołu, od góry, od dołu i od góry, na skos - nie ma znaczenia. Ważne, że swój, udomowiony.


Tarta orzechowa
(z orzechowym nadzieniem, na orzechowym spodzie i z orzechami na wierzchu)
Przepis wyszperała gdzieś na forum Anoushka, z małymi zmianami, żeby było bardziej po mojemu.

Składniki - forma ø 26 cm:
ciasto:
  • 150 g mąki
  • 150 g zimnego masła
  • 60 g cukru pudru
  • 20 g drobno zmielonych migdałów
  • 40 g wiórków kokosowych (można zamienić na taką samą ilość mielonych orzechów, jeśli ktoś nie lubi wiórków)
  • 1 spore jajko
orzechowe nadzienie:
  • 150 g masła
  • 80 g cukru
  • 200 g zmielonych orzechów - mogą być same migdały, może też być mieszanka różnych orzechów - ja zmieliłam ze sobą migdały, orzechy włoskie, laskowe i nerkowce
  • 3 jajka
  • 2 łyżki najpyszniejszego miodu, jaki macie
  • 100 g orzechów na wierzch (dałam brazylijskie)
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • pół łyżeczki kardamonu
  • 2 łyżki ziaren sezamu

Przygotowanie:
Składniki na ciasto szybko zagnieść. Uformować kulkę, zawinąć w folię i włożyć do lodówki na minimum 30 minut. Po tym czasie delikatnie podsypując mąką, rozwałkować ciasto i przełożyć do formy na tarty (albo "wygnieść" w foremkę palcami, odrywając po kawałku ze schłodzonej kulki ciasta i wylepiać formę jak plasteliną). Włożyć z powrotem do lodówki.
Utrzeć masło z cukrem na puszystą masę. Stopniowo dodawać po jednym jajku. Na końcu dodać zmielone migdały, miód i przyprawy. Wymieszać. Ciasto wyjąć z lodówki, wyłożyć na nie krem. Obsypać wierzch z grubsza posiekanymi orzeszkami, delikatnie wciskając je w krem. Piec około 35-45 minut w nagrzanym do 170°C piekarniku. Po wyjęciu z piekarnika odstawić do ostygnięcia.
Tarta świetnie smakuje z filiżanką świeżej kawy albo polana słodką śmietanką :)



Roma Ligocka, Dziewczyna w czerwonym płaszczyku
(o książce pisałam już tutaj - klik!)

środa, 16 lutego 2011

Walentynki są wściekłoróżowe


Z małym walentynkowym poślizgiem, ale i tu musiało się w końcu zrobić milusińsko. W poniedziałek w niebieskiej prezentowej puszce znalazły się jeszcze dwa inne rodzaje muffin. Ale o nich kiedy indziej. Te miały być słodkie, cukierkowe i różowe. Z jednej strony, no trudno, taki dzień, z drugiej - jakby tu nie wykorzystać okazji do zaszycia się przy muffinowej blaszce. Wymyśliłam sobie, że wszystko do początku zrobię sama - nawet te czekoladowe kuleczki na czubku - kryjące w środku orzeszka - chciałam sama omemłać w gorzkiej czekoladzie. Zawsze imponowały mi przepisy, które się ciągną na długość. I wyszło superfajnie. Różowy krem i dekoracje z czekolady to nie koniec niespodzianek. Prawdziwa smakowa jazda zaczyna się po wgryzieniu się. Bo cały środek - tam ta ra tam - wypełniony jest konfiturą z wiśni. 


Wściekłoróżowe, walentynkowe muffinki
(z czekoladą, różowym kremem, i konfiturą w środku)

Składniki:
muffiny:
  • 75 g miękkiego masła
  • 70 g cukru
  • 1 duże jajko
  • 2 łyżki mleka/dobrej maślanki
  • 1 cała łyżeczka proszku do pieczenia
  • 100 g mąki (dałam żytnią - może być też pszenna, razowa, etc.)

nadzienie:
  • ulubiona konfitura - ja dałam wiśniową, niskosłodzoną, z całymi owocami

różowy krem:
  • serek philadelphia (równie dobrze może być każdy śmietankowy i kremowy)
  • domowy sok malinowy lub żurawinowy - ważne, żeby był gęsty - ewentualnie czerwony barwnik spożywczy
  • ewentualnie: kilka łyżeczek cukru pudru - ile, to wyjaśniam niżej

czekoladowe fafrocle na wierzchu:
  • pół tabliczki mlecznej czekolady
  • pół tabliczki gorzkiej czekolady
  • kilka orzeszków laskowych, obranych
  • i jeśli chcecie na różowe kropki na czekoladowym sercu: marcepan zabarwiony gęstym sokiem malinowym na czerwono lub tak samo ukolorowana masa cukrowa



Przygotowanie:

I. Najpierw same muffiny. A jeszcze wcześniej piekarnik - nagrzej do 180 stopni C. Miękkie masło utrzyj z cukrem na gładką, puszystą masę (nie trzeba tego robić mikserem - wystarczy dobra trzepaczka). Wbij jajko i dolej mleka albo maślanki (w zależności od tego, co masz w lodówce). Wsyp mąkę, proszek do pieczenia i wymieszaj wszystko byle jak. Tak, żeby tylko się połączyło, nie musi być gładkie. Masę nakładaj łyżką do muffinkowej formy wyłożonej papilotkami, do 2/3 wysokości każdego "kubeczka". Wstaw do piekarnika i piecz 15-20 minut, do zezłocenia na wierzchu. Wyciągnij i przed dekorowaniem całkowicie ostudź.

II. Jeśli muffiny są już całkowicie ostudzone, można nakładać nadzienie. Ostrym nożem odetnij wierzch muffinki i małą łyżeczka wydziub trochę nadzienia ze środka - żeby zmieściło się tam więcej konfitury. Nakładaj po trochę do środka i przykrywaj odciętą wcześniej "czapeczką". 

III. Krem - wymieszaj śmietankowy serek z kilkoma kroplami gęstego soku - dodaj tyle płynu, żeby krem był różowy, a jednocześnie nie rozrzedził się. Dlatego tak ważne jest, żeby sok był gęsty. Jeśli masz tylko rzadki -  lepiej użyj czerwonego barwnika spożywczego (takie na bazie naturalnych składników, np. wyciągu z buraka są dostępne w sklepach z artykułami cukierniczymi albo w sklepikach ze zdrową żywnością, z pomocą przychodzi tez allegro). Spróbuj, czy krem jest wystarczająco słodki - jeśli nie, dodawaj stopniowo cukru pudru, aż krem będzie w sam raz. Rozprowadzaj go nożem na muffince lub przełóż krem do szprycy i wyciskaj na wierzch.

IV. Czekoladowa dekoracja. W garnuszku ustawionym na parze rozpuść mleczną czekoladę. Płynna wylej na kawałek przezroczystej folii spożywczej i nożem rozprowadź na niezbyt grubą, równą warstwę. Włóż na 15 minut do schłodzenia do lodówki. W tym czasie rozpuść w tym samym garnuszku gorzką czekoladę. Zanurzaj w niej orzeszki laskowe i wykładaj an pergamin, do zastygnięcia. Co zrobić, żeby wyszły idealne kulki? Nie rozpuszczaj czekolady tak, żeby była bardzo płynna. Mieszaj drewnianą łyżką podczas topienia i kiedy zobaczysz, że nie ma już grudek, ściągnij z garnka z parującą wodą. Odstaw na chwilę do ostygnięcia, np. na parapet. Kiedy czekolada będzie powoli tężała, ale nadal będzie wystarczająco płynna, żeby oblepiła orzeszek, zatop go w czekoladowym garnuszku i obracaj widelcem na wszystkie strony. Wyciągnij i osusz na arkuszu pergaminu. 
Wracając do czekoladowych serduszek - wyciągnij z lodówki zastygłą czekoladę (ma być jeszcze trochę miękka) i foremką do ciastek wycinaj w niej serduszka. Ponownie wstaw do lodówki, tym razem do całkowitego zastygnięcia serduszek. Jeśli chcesz ozdobić je różowymi kropkami jak ja, przed pierwszym wstawieniem do lodówki musisz ułożyć na nich małe kulki z różowej masy cukrowej lub marcepanu zabarwionego na różowo. Możesz też zrobić klasyczny lukier i zabarwić go gęstym czerwonym sokiem lub czerwonym barwnikiem na różowo. Albo użyć gotowej posypki.




Barbara Popławska, Coaching duszy
(o książce pisałam już TU - klik!)

niedziela, 8 sierpnia 2010

Batoniki podróżnika - kokosowo-owsiane z makiem



Kolejna pocztopolska, pachnąca przesyłka dotarła na drugi koniec Polski. Tym razem do ally i micha, z którymi kiedyś mieliśmy okazję się poznać i bynajmniej na tym nasza znajomość się nie zakończyła :) Batoniki są przepyszne - lekkie, mięciutkie, pachnące kokosem i miodem. Są łatwe i szybkie w przygotowaniu i idealnie nadają się na zabranie ze sobą na wycieczkę czy w podróż. Dają mnóstwo energii do dalszej wędrówki i pakowania się w przygody. I, tak, uzależniają smakiem. Z całej blachy ciastek, jedna część pojechała do Gdańska, druga w drogę z Krakowa do Warszawy, trzecia dla mojego kierowcy :), czwarta wreszcie dla mnie. I chyba upiekę więcej, bo na jednej porcji nie ma mowy, żeby się skończyło.


Przepis na owsiane batoniki wypatrzyłam u Oli. Ona jednak zrobiła twardsze chrupanki, mi chodziło o coś miększego i kokosowego. Zmniejszyłam też ilość cukru, z 2 szklanek do jednej, a zamiast tego dodałam miód, który fajnie wszystko skleił i sprawił, że batoniki nie są suche. Dodałam tez szklankę płatków śniadaniowych, które mają miodowy smak, przez co słodkość wyszła taka, jak ma być. Do tego kokos, bo ja bardzo lubię kokos, i gdzieniegdzie powtykane kawałki czekolady. Aha, ważna sprawa, dwie właściwie. Nie przestraszcie się podczas dodawania składników, że tych sypkich jest za dużo. Mi tez się tak wydawało, ale po zmieszaniu ich z masłem, jajkami i miodem wyjdzie miękka owsiana kulka. Weźcie naprawdę duża miskę albo garnek do mieszania składników. Mi w mojej największej misce się nie zmieściło, a nie mam tych najmniejszych. Lepiej wziąć za duży, bo mieszać się będzie wygodnie, niż za mały i żeby się miało wysypywać.




Składniki:
  • 1,5 szklanki mąki
  • 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 0,5 łyżeczki cynamonu
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 220 g masła w temperaturze pokojowej
  • 1 szklanka cukru
  • 3 porządne łyżki dobrego miodu (ja dałam lawendowy)
  • 2 jajka
  • 3 szklanki płatków owsianych
  • 1 szklanka Kangoosów, miodowych kuleczek do mleka
  • pół tabliczki czekolady, posiekanej (jakiej lubicie: mlecznej, gorzkiej, białej - ja dałam kawałki gorzkiej)
  • 0,5 - 1 szklanki orzechów, najlepiej laskowych (mi zabrakło)
  • 0,5 szklanki maku
  • szklanka wiórków kokosowych
[Listonic]


    Przygotowanie:
    Piekarnik nagrzać do temperatury 180°C. Natłuścić formę do ciasta, u mnie o wymiarach 20x30 cm, wysypać bułką tartą lub otrębami. W misce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia, cynamon i sól.
    W osobnej, dużej misce ubić masło, potem dodać cukier (cała jedną szklankę naraz) i ubijać do białości, to zajmie ok.  3 minuty. Na koniec wbić jajko, ubić i podobnie z drugim jajkiem. Wsypać do miski z masą maślaną wszystkie suche składniki i te wymieszane na początku, i płatki, orzechy, kawałki czekolady, Kangoosy, wiórki kokosowe i mak. Na końcu wlać miód. Najpierw 2 łyżki, po czym wymieszać, potem jedną, żeby składniki już ostatecznie połączyły się jak należy. Wymieszać całość łyżką lub łopatką. Masa nie będzie się rozsypywać, powinna być w zwarta.
    Wyłożyć ciasto na blachę, rozprowadzić równomiernie, przyciskając masę łopatką do blachy i włożyć  do nagrzanego wcześniej piekarnika. Piec ok. 30 minut - im bardziej przypieczone, tym bardziej do chrupania. Jednak dzięki miodowi ciasteczka będą tak czy siak miękkie (twardsze byłyby z samym cukrem i bez kokosu), więc można spokojnie piec pół godziny. Po upieczeniu blachę wyjąć z piekarnika na kratkę. Gdy batony już lekko przestygną, przekroić całość na 4 części (ostry nóż, taki jak do chleba) – będzie się wygodniej wyjmować z blachy. Potem kroić już na taką wielkość, jaką chcemy. Można batony przełożyć na deskę do krojenia, a można się nie forsować i zrobić to po prostu w blasze, jak ja :)
    Smacznego!


    Książkowy update: mam nowe! (bo i książka nowa, i bransoletka mrau też). Książka wypożyczona z biblioteki British Council. Przezabawna - ale więcej: niżej.



    Robin Cooper, The Timewaster Diaries

     Zaczyna się niewinnie. Kim jest Robin Cooper? Robin Cooper, który przez rok opisuje swoje codzienne zmagania z rzeczywistością to wynalazca golarki do malin, która pozbywa się tych małych włosków z maliny (na wypadek, gdyby ktoś był na nie uczulony lub miał mieć po nich niestrawność). Robin Cooper to także dawny instruktor jazdy samochodem, który postanawia znowu wrócić do zawodu, bardzo amatorsko, próbując przekonać pewna histeryczną panią z wiecznym pudlem na głowie, że ucząc się jazdy z tylnego siedzenia zasługuje raczej na tytuł najlepszego pasażera, a nie kierowcy roku. Oprócz tego Robin Cooper jest wynalazcą Crossoku - połączenia krzyżówki i sudoku, którego nikt poza nim nie potrafi rozwiązać (cóż, może przez te wieloznaczne pytania w Crossoku, na które jest więcej niż jedna poprawna odpowiedź?). Jestem w połowie książki, a odkryłam jeszcze jeden genialny pomysł: Water Chocolate, czyli czekolada z wodą w środku, dzięki której oprócz jedzenia zwykłej czekolady, twoje usta niespodziewanie wypełnia fala chłodnej świeżości (dosłownie). To taka męska wersja dziennika Bridget Jones, pisana przez 53-letniego Anglika z mnóstwem pomysłów na codzienność. Ach, zapomniałam dodać: to postać zmyślona, pod pseudonimem której ukrywa się prawdziwy autor (Robert Popper).
    Wypożyczone z British Council, a więc 0 zł :)

    poniedziałek, 2 sierpnia 2010

    Ciasteczka owsiane z czekoladą i orzechami (które miały nimi nie być)


    Miały być „itsy bitsy”, czyli maleńkie, ale miałam problem z ich konsystencją. Trochę zmodyfikowałam przepis znaleziony tutaj i... wyszły mi jedne z najlepszych ciastek, jakie zrobiłam. Zrobiłam nie czekoladowe, a Z czekoladą. Większe. Pieguskowate. I chyba takie wolę.

    Ciasteczka owsiane z czekoladą i orzechami, które wcale miały nimi nie być

    Robiąc je miałam mieszane uczucia – to, co na obrazku i to, co w rzeczywistości wcale się nie pokrywało. Nałożyłam na blachę małe porcje, wstawiłam do piekarnika przekonana, że wyjdą mi takie maleństwa jak w oryginale. Patrzę, a tu ciasteczka mi się rozpływają na boki i rosną, rosną, rosną… Coraz szersze. Zrumieniły się dość szybko, wyciągnęłam, przestudziłam i… próbuję. Okazały się pyszne. Lepsze niż niejedne pieguski, których próbowałam. Znalazłam świetny przepis na ciasteczka, które wcale nie miały takie wyjść :)

    Ciasteczka owsiane z czekoladą i orzechami, które wcale miały nimi nie być

    Składniki:
    • 150 g dobrej gorzkiej czekolady
    • 1 szklanki mąki
    • ½ łyżeczki sody
    • ½ proszku do pieczenia
    • ½ łyżeczki soli
    • 1 szklanka płatków owsianych
    • ½ szklanki posiekanych orzechów laskowych
    • 1/3 szklanki masła w pokojowej temperaturze
    • ½ szklanki brązowego cukru
    • 1 duże jajko
    • gruby brązowy cukier do posypania – opcjonalnie
    Ciasteczka owsiane z czekoladą i orzechami, które wcale miały nimi nie być


    Przygotowanie:
    1. Rozgrzej piekarnik do temperatury 175oC.
    2. Posiekaj czekoladę na duże kawałki, nie za drobno. Przesiej do miski mąkę, sodę i proszek do pieczenia, dodaj sól, płatki owsiane i wymieszaj. Dosyp czekoladę i orzechy.
    3. „Napowietrz” masło. Włóż do miski miękkie, mikserem ucieraj je dopóki trochę nie zbieleje i zrobi się puszyste. Dosypuj powoli cukier i miksuj dalej, aż większość kryształków cukru się rozpuści. Wbij jajko i dobrze utrzyj mikserem.
    4. Do mokrej masy dosyp wszystkie suche składniki i wymieszaj ręką albo łopatką. Jeśli masa będzie za sucha, możesz dolać trochę mleka albo roztopionego masła.
    5. Nakładaj ciapki ciasta małą łyżeczką na blachę, w kilkucentymetrowych odstępach, bo ciastka się rozszerzą. Jeśli chcesz, posyp po wierzchu grubym , brązowym cukrem.
    6. Piecz ok. 7-8 minut, do zrumienienia po bokach. Wyjmij i wystudź.

    Ciasteczka owsiane z czekoladą i orzechami, które wcale miały nimi nie być



    Ciasteczka owsiane z czekoladą i orzechami, które wcale miały nimi nie być

    James Fix, Neuroanatomia.

    (Tak, zaczęła się sesja. Wyjątkowo wcześnie, bo od kolokwiów. Jak zwał tak zwał, w praktyce to egzamin. Psychologia. Biofizjologia. Czyli wszystko o mózgu. Tak, zaczęłam drugi kierunek, psychologię stosowaną. Jestem tak zmotywowana, że jestem w stanie się tego nauczyć, bo tak bardzo interesuje mnie psychologia. Niekoniecznie budowa i włókienka w mózgu niewidoczne gołym okiem, raczej coś innego, ale żeby dostać, co chcę, muszę najpierw przebrnąć przez to. Podstawy podobno (:D?) Przynajmniej robienie ciastek mnie pociesza). Allegro, ok. 30 zł 

    Pieguski


    Czyli ciasta z piegami. Rodzynkowymi. Ciasteczka raz-dwa-trzy, bo robi się je migiem. I ciasteczka czego-dusza-zapragnie, bo można je napakować tym, co się najbardziej lubi. Te pieguski sprzedawane w sklepach mają kilka wariantów smakowych, bo, wiadomo, nie każdy lubi te same rzeczy. A tak można samemu stworzyć sobie własną ulubiona kombinację. Kokosowe? Proszę bardzo: dodać więcej wiórków i płatków kokosowych. Z czekoladą? Dorzucić wszystkie rodzaje czekolady, dodatkowo oblać czekoladową. Jeśli nie lubi się orzechów, nie trzeba ich dodawać.
    Ja namieszałam w moich porządnie. I tak są rodzynki, żurawina, czekolada, orzechy, kokos… Czyli wszystko czego (moja) dusza pragnie :)

    Pieguski

    Pieguski

    Przepis wielokrotnie wypróbowany. Sprawdzony na różne bakaliowe kombinacje. Więc z czystym sercem mogę polecić :)

    Składniki:
    • 150g masła, 
    • 160g cukru, 
    • 1 jajko, 
    • 200g mąki, 
    • 60g mąki ziemniaczanej, 
    • 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 
    • 50g grubo posiekanej gorzkiej czekolady, 
    • 50g grubo posiekanej białej czekolady, 
    • pół szklanki rodzynek, 
    • pół szklanki suszonej żurawiny, pół szklanki wiórków kokosowych, 
    • dwie garście płatków kokosowych, 
    • pół szklanki mieszanki orzechów laskowych i fistaszków
    Przepis:
    1. Wymieszaj masło z cukrem na puszysty krem, dodaj jajko. Do tej mieszanki przesiej mąkę i proszek do pieczenia. Wymieszaj wszystko dokładnie drewnianą łyżką.
    2. Na końcu dodaj czekoladę, rodzynki, żurawinę, orzechy, wiórki i płatki kokosowe – wszystko, czego dusza zapragnie.
    3. Włóż ciasto do lodówki na pół godziny. W tym czasie wyłóż blachę pergaminem albo papierem do pieczenia i rozgrzej piekarnik do 180oC. Schłodzone ciasto nakładaj na blachę dużą łyżką (możesz pomóc sobie drugą łyżką: nabierz ciasto na jedną, zsuń na blachę drugą), zachowując kilkucentymetrowe odstępy pomiędzy tymi „kupkami” – bo ciastka nie dość, że urosną, to jeszcze dość szeroką się rozpłyną. Piecz 15-18 minut, aż będą ładnie zrumienione.

    Pieguski

    Pierwsza gwiazdka... krucha, waniliowo-czekoladowa


    W sam raz na raz :) Małe kruche pyszności. Połączenie waniliowych gwiazdek z delikatną masą czekoladowo-orzechową. Idealne na święta, pachnące wanilią i przyprawami. Kuchnia iście świąteczna.




    Składniki na ok. 70 małych gwiazdek:

    • 200 g mąki
    • 100 g cukru
    • opakowanie cukru waniliowego
    • 1 jajko
    • 150 g miękkiego masła (może być stopione)
    • 75 g mlecznej czekolady
    • 75 g cukru pudru
    • 150 g zmielonych orzechów laskowych lub włoskich
    • łyżka przyprawy do piernika
    • 20 g kakao


    Przygotowanie:
    1. Wsyp mąkę do miski, wymieszaj z cukrem i cukrem waniliowym. Rozdziel żółtko od białka: żółtko i masło dodaj do mąki, białko wbij do miseczki i wstaw do lodówki. Zagnieć ciasto, uformuj z niego gładko kulę i wstaw na godzinę do lodówki.
    2. Rozgrzej piekarnik do 180oC. Roztop czekoladę. Wyjmij białko z lodówki i ubij je na sztywną pianę, cienką strużką wsypując cukier puder. Zmielone orzechy wymieszaj z przyprawą do pierników i kakao. Dodaj do piany z białek, wymieszaj. Na koniec dodaj stopioną czekoladę i zagnieć.


    3. Schłodzone kruche ciasto rozwałkuj na placek grubości 3-5 mm. Wykrój gwiazdki i ułóż je na wyłożonej pergaminem blasze. W masy czekoladowej uformuj niewielkie kuleczki. Możesz każdą gwiazdkę posmarować rozbełtanym jajkiem, wtedy ciasteczka będą lśniące. Albo tylko miejsce, w którym ułożysz czekoladową kulkę – po to, żeby przykleiła się do gwiazdki i nie odpadła. 
    4. Ciasteczka piecz przez ok. 10 minut, aż zrobią się z złociste. 
    5. Po wyjęciu z piekarnika wystudź. Część z nich możesz posypać kakao i cukrem pudrem.


    Kruche gwiazdki waniliowo-czekoladowe

    Kuchenne ABC - dekorowanie pierniczków

    Oczywiście, że można nie dekorować pierniczków. Ja sama często zostawiam jakąś część, której nie ozdabiam. Takie też mają swój urok, poza tym dla kogoś lukier, cukrowe perełki i ozdoby mogą być za słodkie. Rozumiem, bo choć sama uwielbiam dekorować świąteczne ciasteczka, to za rzeczami zbyt słodkimi nie przepadam. Ale te polukrowane, z posypkami, we wzorki… Jak można tego nie lubić? Co roku mam poklejone ręce lukrem, wszędzie poprzyklejane pojedyncze różnokolorowe drobinki, a cała kuchnia jest w mące i cynamonie. No, jak można tego nie lubić? ;)


    Czym dekorować?


    1. BAKALIE – rodzynki, daktyle, morele, orzechy, sezam, słonecznik, skórki różnych owoców, wiórki kokosowe… Wybór jest ogromny. Może je dodać do ciasta piernikowego przy ugniataniu. Wtedy rozwałkowujemy już z bakaliami, wykrawamy różne kształty i do piekarnika. O ile z mniejszymi dodatkami, np. wiórkami kokosowymi albo małymi cząstkami rodzynek się sprawdza, o tyle w przypadku większych – już nie za bardzo. Pierniczki same w sobie są ciasteczkami raczej „cienkimi” – a przynajmniej ja najbardziej lubię właśnie takie. Drugim rozwiązaniem jest zagnieść ciasto, wykroić normalne pierniczki i przed wstawieniem do piekarnika posmarować je białkiem lub całym roztrzepanym jajkiem i „poprzyklejać” do nich bakalie. Albo – jeszcze jeden sposób – do upieczonych poprzyklejać bakalie używając lukru jako kleju.




    2. LUKIER – Pierwszy sposób: do miski wsypać trochę cukru pudru (tyle, ile chcemy mieć lukru, powiedzmy szklankę), dodać łyżeczkę soku cytryny i powoli dolewać wody. Może to być łyżka, dwie, trzy – ja dolewam po łyżce i mieszkam, żeby sprawdzić, czy lukier jest taki, jak chcę. Cukier puder musi się całkiem rozpuścić, ale lukier nie może być zbyt płynny. Jeśli będzie za rzadki, trzeba dosypać cukru pudru. Jeśli za gęsty – dodać jeszcze trochę wody lub soku z cytryny. Drugim sposób, który ja bardziej lubię, to lukier z cukru pudru i białka. Jedno białko roztrzepujemy trzepaczką i dodajemy cukru pudru aż do uzyskania pożądanej konsystencji. I znowu – za rzadki, dosypujemy cukier, za gęsty – sok z cytryny lub woda. Lukier z białka nadaje się do ozdabiania ciasteczek za pomocą szprycy lub rękawa, kiedy chce się uzyskać cienkie lukrowe wzorki na ciasteczku. Szybciej też zastyga. Lukier można zabarwić barwnikami spożywczymi lub naturalnymi. Ja wolę te drugie, bo nie ma w nich chemii. Czerwony – sok wiśniowy, gęsta konfitura wiśniowa, malinowa, truskawkowa. Niebieski – sok z czarnych porzeczek. Żółty - sok pomarańczowy albo konfitura lub dżem z pomarańczowych lub żółtych owoców. Zielony? Podobnie: sok lub przetwory w tym kolorze.



    3. POSYPKI, CUKROWE PEREŁKI, OZDOBY Z CUKRU – całe mnóstwo posypek w różnych kolorach i smakach. Cukrowe jak konfetti, czekoladowe płatki i kuleczki, srebrne i złote perełki, nawet gotowe ozdoby z cukru w kształcie np. mikołajów, choinek, gwiazdek. Literki, serduszka i mnóstwo innych małych ozdabiaczy. Do wyboru, do koloru. Drobnego cukru można użyć, żeby uzyskać efekt oszronienia pierniczka.


    Dekorowanie pierniczków

    4. PISAKI CUKROWE – w sklepach można dostać specjalne pisaki do ciasta. Ja swoje kupowałam w Lidlu, tylko tam je znalazłam. Nie zastygają od razu, w parę minut. Są łatwe do dekorowania, bo tworzą cienkie linie, które idealnie nadają się do wykonywania małych detali, np. oczu, nosa, ale też obrysów pierniczków.

    Dekorowanie pierniczków
    Dekorowanie pierniczków

    5. WITRAŻE – jak zrobić witraże w pierniczkach? Bardzo prosto – przed wstawieniem do piekarnika, wycinamy w pierniczku otwór. Może to być kształt wycięty mniejszą foremką albo małym kieliszkiem. W środek ciasteczka nasypujemy pokruszone landrynki tak, żeby zrobił się z nich mały kopczyk. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy tyle, ile pierniki. Landrynki powinny się rozpuścić. Jeśli nie, trzeba potrzymać je jeszcze chwilę. Po wyjęciu dać im zastygnąć. 
    Z witrażami jest tylko jeden problem: landrynki w powieszonych na choince pierniczkach mogą się topić. Można jest powiesić blisko okna, jednak trudno jest mieć w ziemie ciągle uchylone okno. W puszcze albo słoiku też niezbyt łatwo się przechowują, bo pod wpływem temperatury zaczynają się kleić. Czyli: albo szybko zjeść, albo na ozdobę w suche i chłodne miejsce :)

    Klasyczne muffiny z orzechami


    Ostatnio dał się zaobserwować spory wzrost aktywności muffinkowej na kilku innych blogach kulinarnych. Co więcej, ja zauważyłam to dopiero po zrobieniu moich muffinek :) Teorii mam kilka: pierwsza jest taka, że po świątecznych wypiekach (zazwyczaj dużych) kuchareczki miały najzwyczajniej w świecie ochotę na coś małego. Druga hipoteza, też związana z Wielkanocą, to chęć na coś szybkiego, łatwego i nie wymagającego specjalnego nakładu pracy. Czyli muffinki się zaliczają. I wreszcie trzecia moja konkluzja, jako, że sporo pojawiło się muffinek nie-słodkich, to odcukrzanie. 



    W moim przypadku kluczowe były chyba wszystkie trzy czynniki: miało być szybko, inaczej i nie za słodko. Przepis na podstawowe muffinki nieco ucudowiłam i tak wyszły orzechowe. Pełno w nim większych i mniejszych kawałków orzechów, a dzięki masłu orzechowemu nie są wściekle słodkie. Takie, jak lubię.



    Składniki:
    • 150g cukru 
    • 250g mąki 
    • 100g masła 
    • 100g mleka 
    • 1 jajko 
    • szczypta soli 
    • 1 mała łyżka proszku do pieczenia 
    • 2 duże łyżki masła orzechowego
    • dwie garście grubo posiekanych orzechów włoskich
    • garść grubo posiekanych orzechów laskowych
    • kilka posiekanych orzechów macadamia 


    Przygotowanie:

    Masło utrzeć z cukrem. Gdy masa zbieleje, dodać jajko, mleko, mąkę, proszek do pieczenia i szczyptę soli. Utrzeć składniki. Dodać masło orzechowe, orzechy i niedbale wymieszać. W otwory w formie do muffinek powkładać okrągłe papierowe foremki. Wypełnić do 3/4 wysokości. Piec 25 minut w temperaturze 190oC.


    Czekoladki z orzechami


    Robię czekoladki. Powyciągałam z szuflad wszystkie rodzaje czekolad, jakie miałam i zaczęłam topić. Gorzką, deserową i mleczną, bo białej nie lubię. Przy okazji polecam pigułkowy przewodnik po rodzajach czekolady Mayme. Mogłabym zrobić czekoladki z samej gorzkiej, ale lubię trochę bardziej słodkie, stąd mleczna.


    Można bawić się w różne kształty i rozmiary - wszystko zależy od tego, jakie foremki do kostek lodu mamy. Foremki muszą być silikonowe, bo z tych zwykłych (plastikowych) ciężko będzie później czekoladki wydobyć, a przynajmniej w całości. Można też porobić różne rodzaje: z orzechami, różnymi bakaliami, nawet owocami albo innym niż czekoladowe nadzieniem. Pełna dowolność :) Moje czekoladki były trójorzechowe - część z orzechami laskowymi, część z macadamią, a część z migdałami. 


    Składniki:
    • 100 g gorzkiej czekolady dobrej jakości
    • 100 g czekolady deserowej 
    • 40 g czekolady mlecznej
    • 3 krople esencji migdałowej
    • ulubione orzechy (ja dałam laskowe, migdały i macadamia)

    Przygotowanie:

    Wszystkie rodzaje czekolad stopić w kąpieli wodnej do całkowitego rozpuszczenia, nie może być żadnych czekoladowych grudek. W tym czasie przygotować orzechy: większe z nich posiekać na pół, mniejsze zostawić całe. Gdy czekolada będzie już stopiona, nabierać małe porcje za pomocą łyżeczki do kawy i wypełniać silikonowe foremki do lodów do połowy wysokości. Wkładać orzechy, zalewać czekoladą do pełna i zostawić do przestudzenia. Kiedy trochę ostygną i nie będą już takie gorące, wstawić do zamrażalnika na kilka godzin - ja zrobiłam wieczorem, zostawiłam na całą noc i rano były gotowe. 
    Przed podaniem można je wyjąć wcześniej, żeby faktycznie były czekoladkami, a nie zamrożonymi kamyczkami :)

    Related Posts with Thumbnails