Druga recenzja z nowego, copiątkowego cyklu Przy jedzeniu się (nie) czyta! - tym razem jak najbardziej wypadało mi czytać przy, a raczej za - Za oknem cukierni.
(Dla jeszcze niewtajemniczonych w cykl: klik klik po informacje tutaj!)
Jest miłość. Jest zdrada. Są włoskie ciasteczka o fikuśnym kształcie, feeria smaków i zapachów, a wszystko to w otoczeniu zielonych wzgórz Toskanii.
Zdradzona kobieta to kobieta, lekko rzecz ujmując, z lekkim rozstrojem nerwowym. Zaczyna się być może dość banalnie: Lilly Turner, ambitnie pnąca się po szczeblach kariery gwiazda nowojorskiej korporacji, przypadkowo odkrywa, że jej mąż gra w małżeństwie na dwa fronty, ukrywając we Włoszech drugą rodzinę. Niewiele myśląc, wsiada do samolotu i na następny dzień truchta już w szpilkach po stromych uliczkach Montevedovy w poszukiwaniu niewiernego mężczyzny. I tu przestaje być banalnie. Do akcji wkracza cała armia wesołych włoskich staruszek, które pod pozorem jakże wdzięcznej czynności, jaką jest cerowanie skarpet, tak naprawdę obmyślają tajne plany, snują intrygi i, jednym słowem, działają jak mała agencja wywiadowcza, która za cel obrała sobie wyswatanie wszystkich samotnych mieszkańców toskańskiego miasteczka. Sprawy nabierają tempa, kiedy w Montevedovie zjawia się Lily i - nie do końca świadomie - wywraca wszystko do góry nogami.
Zdrada, miłość i intrygi - to wszystko brzmi tandetnie, ale książka wcale tandetna nie jest. Wręcz przeciwnie - to wartko tocząca się historia z mnóstwem zabawnych momentów. Opowiedziana z lekkim przymrużeniem oka, epatująca włoskim humorem i żywiołowością, z powietrzem przepełnionym zapachem świeżo wypiekanych biscotti, potrójnie czekoladowych gelati w i crostaty di more, czyli ciasta z jeżynami wdowy Benedicti, która ma cudowną moc (tarta, nie wdowa) doprowadzania do pomyślnego rozwiązania spraw z pozoru beznadziejnych.
I, oczywiście, prawdziwe włoskie nonny, które w tak cudowny sposób potrafią sprzeczać się o ciasto (i ciasteczka, i tarty!) , że wydaje się, że sposób jego przygotowania jest najważniejszą rzeczą na świecie - i to nie tylko w tym momencie, ale w ogóle, w życiu.
Za oknem cukierni nie jest klasycznym romansem: ty mnie zdradziłeś, ja już cię nie kocham, ale skarbie, spróbujmy od nowa, czyli koniec końców: żyli długo i szczęśliwie. Nie. Waham się w ogóle, czy powieść Lynch można nazwać romansem - w jakimś stopniu na pewno tak. Choć może tylko na potrzeby księgarni, żeby wiedzieć, w którym dziale na półkę odłożyć. Dla mnie to nie jest romans. I broniłabym się przed zaszufladkowaniem powieści do literatury kobiecej. Bo za oboma tymi rodzajami książek nie przepadam - a Za oknem cukierni mi się podobała. To książka, od której bije ciepła, małomiasteczkowa atmosfera - taka, że chciałoby się spakować walizkę i choćby jutro wyruszyć do Toskanii. A przy tym wszystkim historia opowiedziana tak apetycznie, że trzeba się hamować, żeby nie zaślinić kartek.
Sarah-Kate Lynch - Za oknem cukierni
Tłumaczenie: Bogumiła Nawrot
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Warszawa 2011
Stron: 282
Zanim doszłam do końca książki, już wiedziałam, co upiekę. To było tak jasne i oczywiste, że nie zastanawiałam się ani minuty.
Włoskie ciasteczka do maczania w winie (albo kawie). Niesamowicie chrupkie i kruche. Piecze się je dwa razy, prawie wysusza na kamyczki - właśnie po to, żeby nadawały się do maczania. Zrobiłam wersję z migdałami, dosypałam kakao i wiórki kokosowe. Wyciągnęłam z piekarnika nieziemsko pachnące, cieplutkie cantucci z dużymi kawałkami orzechów i białymi plamkami kokosu.
Kakaowe cantucci
(z migdałami i kokosem)
Składniki:
- 180 g cukru pudru
- 2 jajka
- 250 g mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 2 łyżki dobrego kakao
- 100 g migdałów ze skórką
- 3 duże garści pestek słonecznika
- 3 duże garści wiórków kokosowych
Nagrzej piekarnik do 180 stopni C.
Jajka utrzyj z cukrem na puszystą masę. Kiedy będzie już jasnożółta, przesiej do niej mąkę, kakao i proszek do pieczenia. Dosyp wiórków kokosowych. Wymieszaj wszystko i uformuj dłońmi jednolite ciasto. Wgnieć w nie migdały i pestki słonecznika. Z ciasta uformuj dwa wałki o długości ok. 25 cm i ułóż je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wstaw do piekarnika, piecz 30 minut, po czym wyjmij i zostaw do ostygnięcia na co najmniej 10 minut. To ważne, bo ciepłe ciasto rozlatuje się przy krojeniu - wystudzone jest zwarte i nie kruszy się pod naporem noża. Najlepiej jest tez kroić nożem z małymi ząbkami. Po przestudzeniu oba wałki pokrój na małe "kromki", o szerokości mniej więcej 0,5 cm. Zmniejsz temperaturę do 150 stopni C. Ciasteczka rozłóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i ponownie wstaw do piekarnika, znowu na 30 minut. Wyciągnij, przestudź, jedz maczane w winie lub kawie.
Buon apetito!
Cykl recenzji powstaje we współpracy z portalem Bobyy.pl - także tam możesz znaleźć moje felietony literackie:























